Magiczne były, są i zapewne będą rozgrywki o Puchar Anglii. I choć najwięcej gwiazd można oglądać w Lidze Mistrzów, a coraz więcej klubów Premiership stać na kupienie czegokolwiek sobie nie zażyczą, to właśnie FA Cup jest najlepszą okazją na pokazanie całego piękna oraz przejrzystości futbolu. A cel jest zawsze jeden – Wembley!
Korespondencja z Anglii:
Kryzys Chelsea po porażce z Tottenhamem na Wembley dwa tygodnie temu oraz wczorajszym odpadnięcie z Pucharu Anglii to największa piłkarska przykrość klubu z zachodniego Londynu od 1994 roku, czyli 14 lat. Wówczas to, w finale Pucharu Anglii z Manchesterem United, drużyna prowadzona z ławki i boiska przez Glenna Hoddle’a przegrała aż 0:4. Ale nawet wtedy fani „The Blues” potrafili znaleźć pozytywny.
Było menadżerów trzech

Dla wielu ów mecz na Wembley do tej pory pozostaje wielki. Pozwolę sobie zacytować jednego z moich znajomych, z którym gawędziłem wczoraj wieczorem w pociągu (tzw. „football specials„) wracając z hrabstwa południowego York do Londynu:
„Jadąc (w maju 1994 roku – przyp. aut.) na Wembley znakomicie zdawaliśmy sobie sprawę, że przegramy z kretesem. Sukcesem był awans aż do finału, ale to, co dawało nam najwięcej pewności, nadziei, była osoba Glenna Hoddle’a. Potrafił wykrzesać z piłkarzy resztki energii, a nas natchnąć do dopingu. I choć wtedy tak boleśnie przegraliśmy, głośno dopingowaliśmy Chelsea nawet po końcowym gwizdku! Kiedy United odbierało puchar, my cały czas tam byliśmy i przekrzykiwaliśmy tych z Północy śpiewając >>Chelsea, Chelsea, Chelsea!!<<”
Poszukałem na youTubie i okazało się, że faktycznie ów znajomy miał rację. Podobnie było wczoraj wieczorem w Barnsley. Kiedy miejscowi kibice wbiegli na murawę, przyjezdni w sile pięciu tysięcy nadal byli na niedawno zbudowanym sektorze stadionu Oakwell śpiewając „José Mourinho, José Mourinho„. O ironio, Puchar Anglii to było ostatnie trofeum, które wygrał dla Chelsea Portugalczyk. Fani z Londynu skandowali wczoraj jego imię, a opiekun gości, Simon Davey, dosłownie, fruwał w powietrzu. Kapelusze z głów, zasłużenie.
Być jak Młoty
Cokolwiek by nie powiedzieć o Barnsley, to nie jest miłe miejsce do życia. Wysoki poziom bezrobocia, widok nieczynnych kopalni, jak na angielskie warunki relatywnie duża drobna przestępczość, szaro. Porównując z Londynem i południową Anglią, zupełnie inny, ale w negatywnym tego słowa sensie znaczenia, świat. I w tym wszystkim klub piłkarski, choć założony ponad 120 lat temu, ale z pierwszym (i ostatnim) poważnym sukcesem w maju… 1912. Po latach upokorzeń, bolesnych porażek i oglądaniem się za zespołami z Sheffield czy Nottingham, przyszedł sezon Barsnley. Jeżeli ktoś eliminuje kolejno Liverpool na Anfield oraz obrończynię tytułu Chelsea, to trudno oczekiwać, aby przeszło to bez echa. Wobec faktu, iż wszyscy potentaci angielskiej piłki zostali już wyeliminowani, „” są na najlepszej drodze by stać się pierwszym od czasu West Hamu z 1980 roku zespołem, który wygrana Puchar Anglii nie grając w najwyższej klasie rozgrywkowej.











