Często bywa tak, że gdy do klubu przychodzi nowy menedżer, to rozpowiada wszystkim, jak to będzie grać jego drużyna. Najczęściej ofensywnie, widowiskowo, a przede wszystkim skutecznie. Przyzwyczailiśmy się, że wielkie zapowiedzi i górnolotne słowa są weryfikowane przez przeciwników. Gdy w PKO Ekstraklasie pojawił się Peter Hyballa, to od razu wiedzieliśmy, co będzie chciał grać, a najlepsze, że jego Wisła Kraków faktycznie gra tak, jak mówił, a to nie jest codziennością.
Jak to zawsze bywa, gdy pojawia się nowy trener w Polsce, to zazwyczaj robi objazdówkę po wszystkich redakcjach. Nie inaczej postąpił Peter Hyballa. We wszystkich wywiadach powtarzał to samo. Chce stosować swój ulubiony gegenpressing i będzie wymagać od zawodników zaangażowania i pracy na najwyższych obrotach nawet w 90. minucie. Wisła Kraków pokazała to już w pierwszym spotkaniu za kadencji Niemca, i to jeszcze jakim, bo przeciwnikiem był rywal zza miedzy.
Wisła Kraków – styl gry
Zacznijmy może od tego, co to w ogóle jest ten popularny, a wręcz już mityczny gegenpressing. To po prostu nieustanny pressing. Po stracie piłki nie ma cofnięcia się i oczekiwania na przeciwnika, tylko natychmiastowy doskok do rywala. Pressing jednego zawodnika nie przynosi żadnego skutku, więc w odbiorze piłki bierze udział cała drużyna. Brzmi to fajnie, ale największym jego minusem jest intensywność. Aby tak grać, trzeba być przygotowanym na nieustanne bieganie. Od 1. do 90. minuty. Ponadto gdy już rywal poradzi sobie z pressingiem Wisły, to ma dużo miejsca, a więc jest to dość ryzykowny styl gry, ale efektowny.
Jakie zniszczenie w szeregach rywali potrafi zrobić, przekonaliśmy się w ostatnich latach na podstawie Liverpoolu. Niestety, ale przypadek „The Reds” pokazuje, że gdy przeciwnicy nauczą się, jak gra zespół, to wtedy robią kłopoty, dlatego Liverpool już nie pozostaje tak skuteczny. Na razie ekstraklasa jest zaskoczona tym, co zaproponowała Wisła Kraków Petera Hyballi. Rywale jeszcze są lekko oszołomieni i nie za bardzo wiedzą, jak się zachować przeciwko drużynie, która tak wysoko do nich wychodzi.
Piast do 30. minuty nie wiedział, gdzie się znajduje i co ma zrobić, Jagiellonia na białej murawie została zneutralizowana przez „Białą Gwiazdę” z łatwością, a wynik nie oddaje tego, co się działo na boisku. Śląsk też może dziękować Wiśle, że ta się pogubiła raz w swoim polu karnym i postawić kratę piwa Putnockiemu za wybronienie karnego. Takie są realia, że w trzech spotkaniach po przerwie zimowej Wisła była zdecydowanie lepsza na boisku i tylko tak naprawdę na własne życzenie nie zdobyła dziewięciu punktów.











