Na chwilę od ligowego zgiełku oderwana zostanie francuska publiczność, która będzie świadkiem finału Pucharu Francji. Finału, który jest pięknym uwieńczeniem wspaniałego sezonu zarówno ze strony emocji, jakich wciąż możemy być świadkami, jak i bardzo dobrej postawy obu finalistów. Dziś na Stade de France staną naprzeciwko siebie jedenastki Paris Saint-Germain i Lille.
Lille – drugi w historii dublet?
Obecny sezon udany jest dla Lille jak żaden inny, prawie żaden. Otóż ponad pół wieku temu piłkarze „Les Dogues” sięgnęli po pierwszy w historii dublet. 1946 rok okazał się najłaskawszym w historii klubu, owocując w pierwsze mistrzostwo pod nową nazwą klubu (wcześniej Olympique Lilliois został w 1933 roku pierwszym tryumfatorem najwyższej klasy rozgrywkowej), oraz pierwszy tryumf w Pucharze Francji. Historia lubi zataczać koło. Choć w tamtych czasach nie istniała jeszcze ekipa PSG, to w finale Lille pokazało swoją wyższość nad innym, ówcześnie ważnym klubem ze stolicy – Red Star Paris.

Po kolejnych czterech wygranych w Coupe de France i jednym mistrzostwie nastąpiła wielka półwieczna posucha. Dziś jednak nadarza się okazja, by podopieczni Rudiego Garcii rozpoczęli nowy, piękny rozdział w swojej historii. O tym jak budowana od kilku lat jest potęga na północy Francji, pisałem już jakiś czas temu, gdy pojawiła się realna perspektywa wygrania krajowego tytułu. Wysiłki właściciela i prezesa klubu, Michela Seydoux, oraz dwóch kolejnych trenerów, Claude’a Puela i Rudiego Garcii, w tym roku mogą zostać wynagrodzone. Obecny szkoleniowiec Lyonu może tylko żałować decyzji o przedwczesnym odejściu.
Lille ma w tej chwili cztery punkty przewagi nad obrońcą tytułu, Marsylią, i zaledwie trzy kolejki do końca. Sytuacja jest bardzo komfortowa, szczególnie że morale piłkarzy zdecydowanie podniosły ostatnie mecze „Les Dogues”. Dwa jednobramkowe zwycięstwa pokazały charakter i wolę walki zespołu, a także to, że wyższość ich kultury piłkarskiej ponownie daje efekty. Dzisiejszego wieczoru może mieć to decydujące znaczenie. W kadrze na mecz z PSG nie brakuje nikogo. Powrócili po kontuzjach i kartkach zarówno Moussa Sow, Gervinho, Adil Rami, jak i Ludo Obraniak. Wspomnieć trzeba również, że świetną formę złapał w ostatnich spotkaniach Tulio De Melo, Brazylijczyk, który bardzo dobrze zastępował innych napastników. W składzie znalazł się także Florent Balmont, choć nawet gdyby nie był on w pełni sił, to bez problemów może go zastąpić prezentujący się świetnie Idrissa Gueye. Prawie wszystkie argumenty przemawiają dziś za Lille.













