West Ham lepsze w derbach


W sobotnich derbach Londynu West Ham, pokonując Fulham, zwiększyło swoje nadzieje na utrzymanie w Premiership. Dla „Młotów” był to pierwszy wygrany mecz wyjazdowy od niemal 30 spotkań.


Udostępnij na Udostępnij na

West Ham jako jedna z nielicznych drużyn w Premier League rozegrała spotkanie w zeszłym tygodniu. Mimo zdobytych oczek na Ewood Park, „Młoty” nadal okupowały ostatnie miejsce w tabeli. Natomiast Fulham miało tylko trzy punkty więcej od swoich dzisiejszych rywali i jedno zaległe spotkanie, co kwalifikowało ich tuż nad strefą spadkową.

Od początku meczu lepiej prezentowali się podopieczni Avrama Granta. Pomimo lepszej postawy gości wynik spotkania w 11. minucie otworzył Aaron Hughes po podaniu Simona Davisa. Po zdobytym golu gospodarze całkowicie przejęli inicjatywę na boisku, strzelając od czasu do czasu na bramkę Roberta Greena zza pola karnego.

Goście stanowili tło na boisku, aż do 37. minuty, kiedy to Carlton Cole wyrównał wynik spotkania. Zmotywowani piłkarze Avrama Granta nie poprzestali na jednej bramce. Jeszcze w doliczonym czasie gry pierwszej połowy wyszli na prowadzenie za sprawą Frederica Piquionne’a. Scott Parker dośrodkował w pole karne, piłkę przejął Francuz, który huknął w samo okienko bramki Marka Schwarzera.  

Fulham po przerwie podrażniony utratą dwóch goli w końcówce pierwszej części, drugą zaczęło od nieudanych ataków na siatkę. Widząc poczynania swoich piłkarzy, Mark Hughes wprowadził na plac gry dwóch ofensywnych zawodników – Damiena Duffa i Eddiego Johnsona. Jednak nawet to nie pomogło w grze gospodarzy, a West Ham coraz pewniej zaczęło poczynać sobie na boisku. Efektem tego był gol strzelony w 73. minucie przez Carltona Cole’a.

Pomimo dwubramkowego prowadzenia „Młotów”, gospodarze zagrzewani dopingiem swoich kibiców ciągle próbowali zdobyć kontaktowego gola. Doskonałą okazję do tego miał Carlos Salcido, jednak posłał piłkę wysoko ponad bramkę. Jeszcze w końcówce spotkania „The Cottarges” potrafili sobie stworzyć kilka sytuacji. W żaden sposób nie mogły jednak one zagrozić bramce Roberta Greena.

Najnowsze