Bardzo ważne zwycięstwa, które mogą pomóc w utrzymaniu się w Premiership, odniosły ekipy Boltonu i Wolverhamtpon.
Owen Coyle zaczyna robić coraz lepsze wrażenie jako menadżer Boltonu. Przed jego przybycie Bolton był spisywany na straty i wiele się mówiło, że będzie w następnym sezonie grać w Championship. Jednak Anglik znalazł sposób, by wyprowadzić „Kłusaki” na prostą. W ostatniej kolejce pewnie pokonały innego outsidera, czyli West Ham United. W 30. kolejce gościły u siebie inny zespół z dołu tabeli – Wigan Athletic.
Już od pierwszego gwizdka na Reebok Stadium gospodarze ruszyli do ataków na bramkę rywali. Skutek był niemal natychmiastowy, bo już w 10. minucie na listę strzelców wpisał się Johan Elmander, który wykorzystał podanie Kevina Deviesa i w pojedynku sam na sam nie dał szans Kirklandowi na interwencję. Podrażnione Wigan ruszyło do odrabiania strat, jednak „Latics” nie potrafili znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Jaaskalainena. Pierwsza połowa zakończyła się skromnym prowadzeniem „Kłusaków”, którzy zawdzięczają je głównie formie swojego fińskiego golkipera.

W drugiej połowie z nowym zapasem sił do ataku ruszyli gospodarze. Dwie minuty po rozpoczęciu drugiej części Gary Caldwell sfaulował w polu karnym Cohena i sędzia podyktował rzut karny. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał kapitan Boltonu, Kevin Davies. Bramka podłamała piłkarzy Roberto Martineza, którzy całkowicie oddali inicjatywę „Kłusakom”. Pięć minut po bramce Daviesa było już 3:0, tym razem na listę strzelców wpisał się Fabrice Muamba, a asystę zanotował Chung-Yong Lee. „Latics” ostatecznie dobił w 69. minucie Matthew Taylor. Dzięki tej wygranej podopieczni Owena Coyle’a zajęli 13. pozycję i oddalili od siebie na jakiś czas widmo gry w Championship.
Znika magia Turf Moor
Pryska magia niepokonanego Turf Moor, teraz stadion, na którym sensacyjną porażkę zanotował Manchester United, nie przynosi już Burnley takiego szczęścia. Ostatnio zespół ten został pokonany przez Arsenal 3:1 i podzieli się punktami ze Stoke. Teraz na Turf Moore przyszło mu walczyć z innymi beniaminkiem – Wolverhampton. Obie drużyny czują, że mogą znowu wrócić do gry w Championship i że to spotkanie jest dla nich meczem o sześć punktów. Większym zaangażowaniem i wolą walki wykazali się goście, którzy za sprawą Matthwe Jarvia wyszli na prowadzenie w 25. minucie. Dwie minuty po zmianie stron Clark Carlise podwyższył samobójczym golem na 2:0. Nadzieję przywróciła kontaktowa bramka Stevena Thomsona, jednak na tylko jedno trafienie było stać gospodarzy. „Wilki” mogły się cieszyć z bardzo ważnych trzech punktów, które dają im szanse na pozostanie w Premiership.










