W poniedziałek Jan Kocian został zwolniony z funkcji trenera Ruchu Chorzów. Zastąpił go Waldemar Fornalik, który pracował już wcześniej w klubie z ulicy Cichej. Nie jest on zresztą pierwszym człowiekiem, który dwa razy prowadził tę samą drużynę. Jak wiodło się jego poprzednikom?
Fornalik wraca na ławkę trenerską Ruchu po nieudanej przygodzie z kadrą narodową. Przed objęciem tego zaszczytnego stanowiska miał naprawdę bardzo dobre statystyki. Pod jego wodzą zespół wygrał 44 z 95 meczów ligowych. Gdyby stworzyć tabelę, która obejmowałaby okres jego pracy w tym klubie, „Biało-Niebiescy” uplasowaliby się na czwartej lokacie, ustępując tylko Wiśle, Legii oraz Lechowi.
„Waldek King” osiągnął z tym klubem naprawdę spore sukcesy. Wicemistrzostwo Polski czy finał Pucharu Polski to wielki wynik, tym bardziej, że finansowo klub prosperował chyba nawet na jeszcze niższym poziomie niż obecnie. To sprawia, że oczekiwania wobec niego także i tym razem będą bardzo duże.
Fornalik nie jest pierwszym trenerem, który zdecydował się na powrót do klubu, w którym już wcześniej pracował. Prześledźmy więc, jak wyglądało „drugie podejście” jego poprzedników.
Najbardziej znanym przykładem „wejścia po raz drugi do tej samej rzeki” jest Jan Urban. Prowadził on Legię najpierw w latach 2007-10, a następnie, po dwuletniej przerwie, zdecydował się na powrót. Wówczas zdołał wywalczyć mistrzostwo kraju oraz Puchar Polski, ale już w połowie kolejnych rozgrywek pożegnał się ze stołecznym klubem. Oficjalnie, z powodu odmiennej wizji rozwoju . Mimo wszystko mógł jednak swój powrót zaliczyć do udanych.
Podobnie, przynajmniej na razie, może myśleć Michał Probierz. To od zdobycia Pucharu Polski z Jagiellonią Białystok rozpoczęła się tak naprawdę jego kariera trenerska. Po odejściu z Białegostoku pracował chociażby z Wisłą Kraków, ale tamtą przygodę zapewne chciałby jak najszybciej wymazać ze swojej pamięci. Powrót do „Jagi” może jednak uznać za dobry pomysł, bo zespół pod jego batutą jest rewelacją obecnych rozgrywek, a prawdziwą furorę robią młodzi zawodnicy tacy jak Drągowski czy Mystkowski.












