W 18. kolejce angielskiej Premiership odbędzie się kilka ciekawych pojedynków, lecz zarówno media jak i kibice uważnie będą przyglądać się tylko jednemu. W niedzielę na Stamford Bridge zmierzą się mistrzowie oraz wicemistrzowie Anglii.
18. kolejka angielskiej Premier League startuje od mocnego uderzenia. O 13:45 na Stadium Of Light zmierzą się dwie rewelacje tego sezonu. Niewątpliwie, nieco większym zaskoczeniem w obecnej kampanii jest Bolton Owena Coyle’a. Nie da się jednak ukryć, że również drużyna Steve’a Bruca zrobiła poważne postępy. Kluby, które w ostatnim sezonie zajęły kolejno 13. i 14. lokatę, teraz – niemalże na półmetku rozgrywek – zajmują miejsca 6. i 7. Obie ekipy jak na razie musiały uznać wyższość rywali zaledwie trzy razy. Lepszymi wynikami może pochwalić się tylko Manchester United (trzy porażki ma jeszcze Manchester City). Biorąc pod uwagę, że Sunderland na swoim terenie jeszcze w obecnej kampanii nie przegrał, może wydawać się nam, że to właśnie ekipa Bruce’a w sobotę zgarnie komplet punktów. Jako kibice miejmy nadzieję, że „Kłusaki” zawieszą gospodarzom poprzeczkę wystarczająco wysoko.

Obecny wicelider tabeli – Arsenal Londyn – podejmie o 16:00 drużynę Tony’ego Pulisa. Faworyta tego spotkania można by wskazać w ciemno. Niestety w futbolu nie ma rzeczy pewnych, poza tym „Kanonierzy” pokazywali już w tym sezonie, że i na własnym boisku można przegrać z drużyną notowaną relatywnie niżej. Podopiecznym Arsene’a Wengera wystarczy przypomnieć mecz z WBA czy Newcastle United. Jeśli chodzi o drużynę z Londynu można zauważyć inną ciekawą zależność. Od kilku kolejek Arsenal kontynuuje rytm dwóch zwycięstw i porażki. Biorąc pod uwagę, że ostatnia przegrana miała miejsce w poprzedniej rundzie spotkań, moglibyśmy przyjąć, że teraz pora za zwycięstwo. Prawdopodobieństwo wygranej „Kanonierów” jest jeszcze większe, jeśli przyjrzymy się obecnej formie Stoke City. Gracze Pulisa od trzech spotkań nie mogą wygrać meczu, a przeciwnicy wcale nie byli z najwyższej półki. Ostatnie dwa to remis z Wigan oraz przegrana z Blackpool. Miejmy nadzieję, że na Emirates w sobotę zasiądzie komplet widzów, którzy sprawią, że Arsenal zapomni o meczu z Man Utd i po raz kolejny zaprezentuje skuteczną i ładną dla oka piłkę.
W innych spotkaniach, które rozpoczną się o tej samej porze, co mecz Arsenalu na Emirates, zagrają: Birmingham City z Newcastle United, Blackburn Rovers z West Hamem i Wigan Atheltic z Aston Villą. Ostatnim sobotnim spotkaniem będzie pojedynek pomiędzy Liverpoolem a Fulham. To starcie niewątpliwie będzie miało osobisty wymiar dla obecnego menadżera „The Reds”, Roya Hodgsona, który jeszcze w maju z Fulham grał w finale Ligi Europejskiej. Kibice z Craven Cottage zapewne mile wspominają czasy, kiedy zespołem z Londynu kierował Hodgson. Teraz, kiedy u steru „The Cottagers” jest Mark Hughes, Fulham przeplata kiepskie remisy porażkami. Londyński zespół od strefy spadkowej oddziela jedynie lepszy bilans bramek niż Wigan. Liverpool za to nadal ma problem z ustabilizowaniem formy. Na wyjazdach sprawują się beznadziejnie, za to na Anfield ostatnią porażkę zaliczyli na początku października. Czy „The Reds” utrzymają passę? Dowiemy się już w sobotę wieczorem.
Niedzielne zmagania na angielskich boiskach zaczną się od spotkania West Bromwich Albion z Wolverhampton Wanderers. Po meczu, który rozpocznie się o 13:00, do akcji wkroczą zawodnicy Harry’ego Redknappa. Na Bloomfield Road o 14:30 Blackpool podejmie równie znakomity co w ostatnim sezonie Tottenham. Gracze z Londynu odwiedzą stadion beniaminka z nadzieją na trzy punkty. W ostatnich dwóch meczach „Kogutom” nie udało się zebrać kompletu punktów, a mecz z „Mandarynkami” będzie dla zawodników Redknappa doskonałą okazją na umocnienie się w czołówce tabeli.

Prawdziwym hit, przy którym reszta spotkań 18. kolejki wygląda blado, odbędzie się w niedzielę o godzinie 17:00. Na Stamford Bridge przyjedzie niepokonany w tym sezonie Manchester United. Jeszcze siedem kolejek temu powiedzielibyśmy, że „Czerwone Diabły” mają niewielkie szansę na wygraną z rozpędzoną drużyną Ancelottiego. Jednak od jakiegoś czasu Chelsea przeżywa poważny kryzys. Mistrzowie Anglii już od pięciu meczów nie potrafią zdobyć trzech oczek. Po porażkach z Liverpoolem, Sunderlandem i Birmingham przyszły remisy z Newcastle, Evertonem i Tottenhamem. „The Blues” stracili też łatwość, z jaką na początku sezonu zdobywali bramki. W ostatnich dziewięciu meczach gracze Chelsea zdobyli zaledwie sześć goli. Lekarstwem na kiepską formę ekipy ze Stamford Bridge może być Frank Lampard, który prawdopodobnie rozpocznie mecz z United od pierwszej minuty. Dobrze ma się za to ekipa Fergusona. Drużyna prowadzona przez Szkota nie zaznała jeszcze w tym sezonie porażki. W ostatnich trzech meczach gracze „Czerwonych Diabłów” zdobyli dziesięć bramek. Poza tym sporo pewności siebie dał poprzedni mecz z Arsenalem, który United wygrali 1:0. Czy Chelsea stać na odrodzenie w tak ważnym meczu? Czy Manchester przerwie w końcu swoją świetną passę bez porażki?
Ostatnim meczem w 18. kolejce Barclays Premier League będzie pojedynek pomiędzy Manchesterem City a Evertonem. Odbędzie się on w poniedziałek o 21:00 na City of Manchester Stadium. Faworytem tego spotkania bez wątpienia jest ekipa gospodarzy. Gracze Manciniego, pomimo domniemanego kryzysu wewnętrznego, radzą sobie w lidze bardzo dobrze. Ostatnią porażkę „The Citizens” zaliczyli pod koniec października, a w siedmiu dotychczasowych spotkaniach zainkasowali aż 15 punktów. Oprócz zmagań ligowych nie zaniedbują tych międzynarodowych. W czwartek, remisując z Juventusem Turyn, podopieczni Manciniego zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie Ligi Europejskiej. Everton to ekipa, która nadal nie może wyjść z dołka po całkowicie nieudanym początku sezonu. Graczom Davida Moyesa zwykle nie można odmówić waleczności, lecz to, czego wyraźnie od kilku miesięcy brakuje, to skuteczność. Na nie najgorszym poziomie stoi też defensywa „The Toffees”. Jeśli jednak Everton myśli o jakichś punktach w poniedziałek na Manchester City of Stadium, będzie musiał wykorzystać każdą dogodną sytuację, a znając solidność defensywy zespołu Manciniego okazji do tego wielu mieć nie będzie.
Czelsi w niedzielę dostanie baty!!!
chelsea przegra z 3:1 gole-nani po akcji,park
główką,rooney z karnego a dla chelsea lampard z
kanego.manchester będzie dominować na boisku
to raczej ten chu...y manchester przegra. Bez ronaldo
nie umieja grac
Chelsea to cieniasy
Lubię Placki
Czerwone Diabły grają świetnie w tym sezonie,
tylko jedna porażka we wszystkich rozgrywkach i to z
Kuszczakiem na bramce
Wiadomo, Manchester wygra po zaje...istym
meczu,obstawiam 2:1
CHelsea zwycięży 2:1 z manchesterem po bramkach
anelki i lamparda, a dla manu berbatov