Andre-Pierre Gignac przybył na początku sezonu do Marsylii jako supersnajper, zdolny reprezentant Francji, który bramki miał zdobywać jak na zawołanie. Jego perypetie w OM były różne, lecz któż by się spodziewał, iż Didier Deschamps przydzieli mu rolę wybitnego zmiennika, który w ostatnich minutach odmienia losy meczu, a jednak…
– Jestem dumny, że mogę prezentować biało-niebieskie barwy. Marzeniem każdego piłkarza z Ligue 1 jest gra w Marsylii, moje właśnie się spełniło – tak latem na temat swojego transferu do stolicy Prowansji wypowiadał się sam Gignac.

Andre-Pierre Gignac pochodzi z miejscowości Martigues, która położona jest w niewielkiej odległości na północny-zachód od Marsylii. Tu stawiał on swoje pierwsze piłkarskie kroki i tu przesiąknął atmosferą wielkiego francuskiego klubu, który jako jedyny w historii tego kraju zdobył w tym czasie Puchar Europy. Piłkarz nigdy nie ukrywał, że jego marzeniem jest gra dla „Les Phoceens”, co również potwierdził tą wypowiedzią. Liczył, że właśnie tu będzie mógł rozbłysnąć na europejskim firmamencie i jednocześnie pomóc swojemu ukochanemu zespołowi w zdobywaniu kolejnych szczebli na drabince ku wielkości.
Do stolicy Prowansji Gignac przyszedł z Tuluzy jako snajper wyborowy, choć jego ówczesna forma mogła wzbudzać wiele kontrowersji. W pamięci francuskiej publiczności zapisał się sezonem 2008/09, w którym zdołał aż 24-krotnie pokonać bramkarzy rywali. Oczywiście, dało mu to koronę króla strzelców i sławę w całym kraju. Następny sezon nie był już tak udany. Trapiące go kontuzje i słabsza skuteczność spowodowały, iż skończyło się na zaledwie ośmiu trafieniach, ale marka pozostała.
Tak oto szukająca na gwałt wzmocnień w formacji ofensywnej Marsylia – ze składu mieli odejść i Mamadou Niang, zeszłoroczny król strzelców, oraz Hatem Ben Arfa – chciała dokonać skutecznego i spektakularnego transferu. Mówiło się o takich piłkarzach jak Didier Drogba z Chelsea czy Luis Adriano z Sevilli, ale na ofertach się skończyło. Antidotum na słabą grę mistrzów Francji (dwie porażki i zwycięstwo w pierwszych trzech kolejkach) miał być duet zawodników: Gignac – Loic Remy, piłkarz sprowadzony z Nicei.
Obiecująco się jednak nie zaczęło. Mało skuteczny atak „Les Phoceens” potrzebował goli i jednego bardzo regularnego zawodnika, który będzie w stanie rywalizować o koronę króla strzelców. Inaczej trudno myśleć o obronie tytułu. Pierwszego swojego gola Gignac zdobył w wyjazdowej rywalizacji z Saint-Etienne w ósmej kolejce Ligue 1, czyli w piątym oficjalnym pojedynku na ligowych boiskach. Jeszcze gorzej było jednak w Lidze Mistrzów, w której Marsylia zapowiadała szumny powrót do elitarnej szesnastki. Porażki ze Spartakiem u siebie oraz w Londynie z Chelsea mocno oddaliły plany awansu z grupy, a na dokładkę „Les Phoceens” nie byli w stanie strzelić w tych spotkaniach ani jednego gola.










