W zeszły czwartek podczas cyklu Vive la France ukazała się pierwsza część tekstu „Paryska potęga”. Po przybliżeniu czytelnikom ciekawej, ale stosunkowo krótkiej historii Paris Saint-Germain zgodnie z obietnicą przyszła kolej na przedstawienie obecnej sytuacji w klubie. Zajmiemy się również spekulacjami na temat przyszłości stołecznego zespołu.
Mało zdeterminowany zarząd…
Jak wiadomo z pierwszej części, Paris Saint-Germain powstało w 1970 roku. Stosując łatwe matematyczne działanie, wywnioskować można, że w zeszłym roku stołeczny klub obchodził 40-lecie istnienia. Chyba każda osoba związana w jakimkolwiek stopniu z PSG marzyła o udekorowaniu jubileuszu tytułem mistrzowskim w sezonie 2009/2010 lub 2010/2011. Latem 2009 roku firma Colony Capital zapewniła, że zrobi wszystko, aby PSG trzeci raz zatriumfowało w Ligue 1. Amerykańska spółka posiadająca pakiet większościowy obiecała bardzo wiele, ale tym razem paryscy kibice musieli obejść się smakiem, w zeszłym sezonie PSG zajęło bowiem jedynie trzynaste miejsce. Na osłodę podopieczni Kombouare wygrali na Stade de France w finale Pucharu Francji, pokonując AS Monaco w dogrywce. Pomimo zapewnionego udziału w europejskich pucharach, Colony Capital nie wierzyło w jakiekolwiek sukcesy na arenie krajowej, nie wspominając o rozgrywkach międzynarodowych. Rozczarowana amerykańska firma była bliska sprzedania swoich akcji katarskiemu inwestorowi QIA. Azjaci po wygraniu wyborów na organizację mistrzostw świata w 2022 roku chcieliby zabłysnąć w Europie. Katarczycy oferowali 40 milionów euro, ale aktualny właściciel bez zastanowienia odmówił, żądając co najmniej dwa razy więcej. Negocjacje trwają, a PSG gra coraz lepiej, mimo że zarząd na transfery nie wydał fortuny.
Skład godny potęgi?
Prezydent PSG, Robin Leproux (fot. sportune.fr)
Paris Saint-Germain pomimo słabej pozycji na koniec sezonu 2009/2010 miało zapewniony występ w Lidze Europejskiej, zdobyli bowiem Puchar Francji. Latem Antoine Kombouare przedstawił działaczom swoje plany transferowe, które po kilku rozmowach zostały zaakceptowane. Dzięki pozytywnemu rozpatrzeniu prośby szkoleniowca w Paryżu pojawili się Nene, Siaka Tiene i Mathieu Bodmer.
Sezon rozpoczął się dla PSG bardzo słabo, a Komboaure spokojnie kazał czekać, usprawiedliwiając słabe wyniki nowymi twarzami w podstawowej jedenastce. Na szczęście, zawodnicy potrafili zmobilizować się na dwumecz z Maccabi Tel Aviv i awansowali do fazy grupowej Ligi Europy. Los był dla paryżan bardzo srogi, trafili oni bowiem do jednej z najmocniejszych grup. Oprócz Paris Saint-Germain znalazły się tam hiszpańska Sevilla, Borussia Dortmund i ukraiński outsider Karpaty Lwów. We wrześniu nastąpił przełom. PSG radziło sobie znakomicie, a kreatorem gry paryskiego zespołu stał się sprowadzony latem z AS Monaco Brazylijczyk Nene. Pokonanie Sevilli i zwycięstwo w odwiecznej wojnie z Olympique Marsylia były tylko udokumentowaniem wspaniałej formy zawodników Paris Saint-Germain. Media oszalały, chwaląc Kombouare i spekulując o wymarzonym mistrzostwie, wszyscy zapomnieli o słabym ligowym starcie. Dzięki geniuszowi Francuza, PSG zajmuje drugie miejsce w lidze oraz wygrało grupę w europejskich pucharach. Kiedy obawiano się, że w nowym roku paryżanie złapią zadyszkę, rozbili w Pucharze Francji RC Lens 5:1 i zakończyli wszelakie spekulacje na temat ich słabej dyspozycji.
Skład PSG jest mieszanką młodości i doświadczenia, ale przydałyby się zmiany, szczególnie na pozycji bramkarza. Apoula Edel popełnił w tym sezonie bardzo dużo prostych błędów, a największy w Lyonie, kiedy to wybił piłkę pod nogi napastnika gospodarzy. To zdecydowanie najsłabszy punkt drużyny. Oprócz golkipera do Paryża przydałoby się sprowadzić snajpera z prawdziwego zdarzenia. Hoarau i Erding grają poniżej oczekiwań, szczególnie ten drugi. Najłatwiej przedstawić skuteczność piłkarzy w liczbach, jeżeli dodamy ich bramki (6+4), to będą mieli o trzy gole mniej od najlepszego strzelca PSG, Brazylijczyka Nene (13), który jest lewym pomocnikiem.
Paryscy fanatycy
Liga francuska słynie z tego, że fani każdego zespołu dzielą się na kilkanaście, a czasami nawet kilkadziesiąt grup kibicowskich. Wydawałoby się, że nie jest to dobre rozwiązanie (problem zgrania grup), ale w kraju nieograniczonego romantyzmu wszystko funkcjonuje bardzo sprawnie, czego efektem były przepiękne oprawy i fantastyczny doping. Kolebką francuskiego fanatyzmu byli kibice z Paryża, którzy we Francji byli zdecydowanie najlepsi. Na Parc des Princes dominowały dwie grupy, Boulogne Boys 1995 i Supras Auteil 1991. Na paryskim obiekcie zawsze panowała gorąca atmosfera, a trybuny były zapełnione do ostatniego krzesełka. Zawodnicy występujący z wieżą Eiffla na koszulkach mogli liczyć na wsparcie w meczach w Paryżu, jak i na wyjazdach. Kibice Paris Saint-Germain uważani byli za najlepszych w Europie, a ich rywalizacja z fanami Olympique Marsylia budziła zainteresowanie każdego znawcy futbolu. Niestety, oprócz dopingu i oprawami meczowymi, paryscy fani zajmowali się również stadionową przemocą. Z czasem pojawiła się agresja pomiędzy przeciwległymi trybunami. Przez kilkanaście lat istnienia widownie Auteuil i Boulogne zyskały rozbieżności na tle kulturowym i to właśnie one doprowadziły do pogorszenia stosunków pomiędzy niegdyś znakomicie dogadującymi się grupami. Sprawa nabrała rozgłosu dopiero po śmierci jednego z fanów. Działacze zdecydowali, że dłużej tak być nie może. Prezydent klubu, Robin Leproux, po kilkudniowych debatach przedstawił tak zwany plan bezpieczeństwa. Pomysł zarządu polegał na tym, że każdy kibic, który kupuje bilet na mecz, nie może wybrać dogodnego dla siebie miejsca, a będzie je za niego losował komputer. Takim oto sposobem fani z Boulogne mogą wylądować na Auteuil i odwrotnie. Fala krytyki, która wymierzona została w prezydenta, nie przyniosła żadnych zmian. Plan został wprowadzony w życie i od tamtej pory podczas spotkań ligowych i międzynarodowych na trybunach ponad połowa krzesełek jest wolna. Jedynym spotkaniem, które zapełniło paryski obiekt, był klasyk z Marsylią, ale to mecz wyjątkowy. Parc des Princes straciło swoją magię, a drużyna dwunastego zawodnika. Zarząd nie jest zadowolony, bo spodziewał się dużo większej frekwencji, ale, jak widać, coś za coś. Nieudolne negocjacje były od razu przerywane, wsparcie kibiców zniknęło i jeżeli fani nie dostaną sensownej propozycji powrotu, to PSG będzie klubem, który w meczach domowych będzie czuł się tak samo, jak na wyjazdach.
Marzenia do spełnienia?
Transfer Nene był strzałem w dziesiątkę… (fot. psg.fr)
Jeżeli katarski inwestor przejmie Paris Saint-Germain, to można spodziewać się wielkich wzmocnień, które paryskiej drużynie zdecydowanie się przydadzą. Zdobycie mistrzostwa jest jak najbardziej realne w obecnym składzie, ale, aby zabłysnąć w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, potrzeba kilku wzmocnień.
Druga kwestia zmiany trenera wydaje się być zupełnie niepotrzebna. Kombouare znakomicie prowadzi zespół i zna zawodników, a zmiana na tej pozycji wiązałaby się z niepotrzebną stratą czasu. Przed sezonem wspominano o Wengerze, ale on rozwiał wszelkie spekulacje w wywiadzie udzielonym jednej z francuskich gazet.
Szkoleniowiec Arsenalu wypowiedział się również na temat kibiców paryskiego zespołu: –PSG to jedyny klub na świecie, który posiada bazę kibiców w liczbie 10 milionów osób, jednocześnie nie mając żadnego znanego rywala w pobliżu. Muszą się dogadać, to potężne wsparcie dla zawodników– mówi Francuz. Rzeczywiście, sprawa fanatyków PSG spadła na drugi plan. Nic dziwnego skoro zawodnicy i tak triumfują, ale aż strach pomyśleć, jak graliby przy wsparciu niegdyś najlepszych kibiców we Francji.
Podsumowując, Paris Saint-Germain radzi sobie w tym roku znakomicie i przypomina drużynę sprzed kilkunastu lat, ale czy uda im się osiągnąć tak wiele, jak wtedy? Odpowiedź jest prosta: jeżeli wszystko toczyć się będzie tak dobrze, jak do tej pory, to za kilka lat PSG będzie prawdziwą europejską potęgą.
W zeszły czwartek podczas cyklu Vive la France ukazała się pierwsza część tekstu „Paryska potęga”. Po przybliżeniu czytelnikom ciekawej, ale stosunkowo krótkiej historii Paris Saint-Germain zgodnie z obietnicą przyszła kolej na przedstawienie obecnej sytuacji w klubie. Zajmiemy się również spekulacjami na temat przyszłości stołecznego zespołu.
Mało zdeterminowany zarząd…
Jak wiadomo z pierwszej części, Paris Saint-Germain powstało w 1970 roku. Stosując łatwe matematyczne działanie, wywnioskować można, że w zeszłym roku stołeczny klub obchodził 40-lecie istnienia. Chyba każda osoba związana w jakimkolwiek stopniu z PSG marzyła o udekorowaniu jubileuszu tytułem mistrzowskim w sezonie 2009/2010 lub 2010/2011. Latem 2009 roku firma Colony Capital zapewniła, że zrobi wszystko, aby PSG trzeci raz zatriumfowało w Ligue 1. Amerykańska spółka posiadająca pakiet większościowy obiecała bardzo wiele, ale tym razem paryscy kibice musieli obejść się smakiem, w zeszłym sezonie PSG zajęło bowiem jedynie trzynaste miejsce. Na osłodę podopieczni Kombouare wygrali na Stade de France w finale Pucharu Francji, pokonując AS Monaco w dogrywce. Pomimo zapewnionego udziału w europejskich pucharach, Colony Capital nie wierzyło w jakiekolwiek sukcesy na arenie krajowej, nie wspominając o rozgrywkach międzynarodowych. Rozczarowana amerykańska firma była bliska sprzedania swoich akcji katarskiemu inwestorowi QIA. Azjaci po wygraniu wyborów na organizację mistrzostw świata w 2022 roku chcieliby zabłysnąć w Europie. Katarczycy oferowali 40 milionów euro, ale aktualny właściciel bez zastanowienia odmówił, żądając co najmniej dwa razy więcej. Negocjacje trwają, a PSG gra coraz lepiej, mimo że zarząd na transfery nie wydał fortuny.
Skład godny potęgi?
Prezydent PSG, Robin Leproux (fot. sportune.fr)
Paris Saint-Germain pomimo słabej pozycji na koniec sezonu 2009/2010 miało zapewniony występ w Lidze Europejskiej, zdobyli bowiem Puchar Francji. Latem Antoine Kombouare przedstawił działaczom swoje plany transferowe, które po kilku rozmowach zostały zaakceptowane. Dzięki pozytywnemu rozpatrzeniu prośby szkoleniowca w Paryżu pojawili się Nene, Siaka Tiene i Mathieu Bodmer.
Sezon rozpoczął się dla PSG bardzo słabo, a Komboaure spokojnie kazał czekać, usprawiedliwiając słabe wyniki nowymi twarzami w podstawowej jedenastce. Na szczęście, zawodnicy potrafili zmobilizować się na dwumecz z Maccabi Tel Aviv i awansowali do fazy grupowej Ligi Europy. Los był dla paryżan bardzo srogi, trafili oni bowiem do jednej z najmocniejszych grup. Oprócz Paris Saint-Germain znalazły się tam hiszpańska Sevilla, Borussia Dortmund i ukraiński outsider Karpaty Lwów. We wrześniu nastąpił przełom. PSG radziło sobie znakomicie, a kreatorem gry paryskiego zespołu stał się sprowadzony latem z AS Monaco Brazylijczyk Nene. Pokonanie Sevilli i zwycięstwo w odwiecznej wojnie z Olympique Marsylia były tylko udokumentowaniem wspaniałej formy zawodników Paris Saint-Germain. Media oszalały, chwaląc Kombouare i spekulując o wymarzonym mistrzostwie, wszyscy zapomnieli o słabym ligowym starcie. Dzięki geniuszowi Francuza, PSG zajmuje drugie miejsce w lidze oraz wygrało grupę w europejskich pucharach. Kiedy obawiano się, że w nowym roku paryżanie złapią zadyszkę, rozbili w Pucharze Francji RC Lens 5:1 i zakończyli wszelakie spekulacje na temat ich słabej dyspozycji.
Skład PSG jest mieszanką młodości i doświadczenia, ale przydałyby się zmiany, szczególnie na pozycji bramkarza. Apoula Edel popełnił w tym sezonie bardzo dużo prostych błędów, a największy w Lyonie, kiedy to wybił piłkę pod nogi napastnika gospodarzy. To zdecydowanie najsłabszy punkt drużyny. Oprócz golkipera do Paryża przydałoby się sprowadzić snajpera z prawdziwego zdarzenia. Hoarau i Erding grają poniżej oczekiwań, szczególnie ten drugi. Najłatwiej przedstawić skuteczność piłkarzy w liczbach, jeżeli dodamy ich bramki (6+4), to będą mieli o trzy gole mniej od najlepszego strzelca PSG, Brazylijczyka Nene (13), który jest lewym pomocnikiem.
Paryscy fanatycy
Liga francuska słynie z tego, że fani każdego zespołu dzielą się na kilkanaście, a czasami nawet kilkadziesiąt grup kibicowskich. Wydawałoby się, że nie jest to dobre rozwiązanie (problem zgrania grup), ale w kraju nieograniczonego romantyzmu wszystko funkcjonuje bardzo sprawnie, czego efektem były przepiękne oprawy i fantastyczny doping. Kolebką francuskiego fanatyzmu byli kibice z Paryża, którzy we Francji byli zdecydowanie najlepsi. Na Parc des Princes dominowały dwie grupy, Boulogne Boys 1995 i Supras Auteil 1991. Na paryskim obiekcie zawsze panowała gorąca atmosfera, a trybuny były zapełnione do ostatniego krzesełka. Zawodnicy występujący z wieżą Eiffla na koszulkach mogli liczyć na wsparcie w meczach w Paryżu, jak i na wyjazdach. Kibice Paris Saint-Germain uważani byli za najlepszych w Europie, a ich rywalizacja z fanami Olympique Marsylia budziła zainteresowanie każdego znawcy futbolu. Niestety, oprócz dopingu i oprawami meczowymi, paryscy fani zajmowali się również stadionową przemocą. Z czasem pojawiła się agresja pomiędzy przeciwległymi trybunami. Przez kilkanaście lat istnienia widownie Auteuil i Boulogne zyskały rozbieżności na tle kulturowym i to właśnie one doprowadziły do pogorszenia stosunków pomiędzy niegdyś znakomicie dogadującymi się grupami. Sprawa nabrała rozgłosu dopiero po śmierci jednego z fanów. Działacze zdecydowali, że dłużej tak być nie może. Prezydent klubu, Robin Leproux, po kilkudniowych debatach przedstawił tak zwany plan bezpieczeństwa. Pomysł zarządu polegał na tym, że każdy kibic, który kupuje bilet na mecz, nie może wybrać dogodnego dla siebie miejsca, a będzie je za niego losował komputer. Takim oto sposobem fani z Boulogne mogą wylądować na Auteuil i odwrotnie. Fala krytyki, która wymierzona została w prezydenta, nie przyniosła żadnych zmian. Plan został wprowadzony w życie i od tamtej pory podczas spotkań ligowych i międzynarodowych na trybunach ponad połowa krzesełek jest wolna. Jedynym spotkaniem, które zapełniło paryski obiekt, był klasyk z Marsylią, ale to mecz wyjątkowy. Parc des Princes straciło swoją magię, a drużyna dwunastego zawodnika. Zarząd nie jest zadowolony, bo spodziewał się dużo większej frekwencji, ale, jak widać, coś za coś. Nieudolne negocjacje były od razu przerywane, wsparcie kibiców zniknęło i jeżeli fani nie dostaną sensownej propozycji powrotu, to PSG będzie klubem, który w meczach domowych będzie czuł się tak samo, jak na wyjazdach.
Marzenia do spełnienia?
Transfer Nene był strzałem w dziesiątkę… (fot. psg.fr)
Jeżeli katarski inwestor przejmie Paris Saint-Germain, to można spodziewać się wielkich wzmocnień, które paryskiej drużynie zdecydowanie się przydadzą. Zdobycie mistrzostwa jest jak najbardziej realne w obecnym składzie, ale, aby zabłysnąć w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów, potrzeba kilku wzmocnień.
Druga kwestia zmiany trenera wydaje się być zupełnie niepotrzebna. Kombouare znakomicie prowadzi zespół i zna zawodników, a zmiana na tej pozycji wiązałaby się z niepotrzebną stratą czasu. Przed sezonem wspominano o Wengerze, ale on rozwiał wszelkie spekulacje w wywiadzie udzielonym jednej z francuskich gazet.
Szkoleniowiec Arsenalu wypowiedział się również na temat kibiców paryskiego zespołu: –PSG to jedyny klub na świecie, który posiada bazę kibiców w liczbie 10 milionów osób, jednocześnie nie mając żadnego znanego rywala w pobliżu. Muszą się dogadać, to potężne wsparcie dla zawodników– mówi Francuz. Rzeczywiście, sprawa fanatyków PSG spadła na drugi plan. Nic dziwnego skoro zawodnicy i tak triumfują, ale aż strach pomyśleć, jak graliby przy wsparciu niegdyś najlepszych kibiców we Francji.
Podsumowując, Paris Saint-Germain radzi sobie w tym roku znakomicie i przypomina drużynę sprzed kilkunastu lat, ale czy uda im się osiągnąć tak wiele, jak wtedy? Odpowiedź jest prosta: jeżeli wszystko toczyć się będzie tak dobrze, jak do tej pory, to za kilka lat PSG będzie prawdziwą europejską potęgą.
Komentarze1
~
~Marcin77
PSG kiedyś miało zgodę z fanami LEGII WARSZAWA,ale
z przyczyn mi nieznanych rozpadła się…;/…A ja
osobiście na dziś,wspieram Paryżan tylko w meczu z
O.Marsylią,której nie trawię nie mniej,niż
sami”Boulogne Boys”;P