Paris Saint-Germain, a może Qatar Saint-Germain? Kolejne „Vive la France” poświęcimy popularnemu paryskiemu klubowi, który przed kolejnym sezonem zyskał duże pieniądze i nowych właścicieli z dalekiego Kataru.
Co, jak i dlaczego?
Pierwsze plotki o katarskich szejkach w Paryżu pojawiły się już kilka miesięcy temu, jednak nikt nie wyobrażał sobie, że te spekulacje mają w sobie choć część prawdy. Tylko francuscy żurnaliści, znani z wyolbrzymiania każdego doniesienia, drążyli ten temat przez prawie pół roku. Colony Capital (były właściciel PSG) nie przedstawiało swojego stanowiska w tej sprawie, ale jak się później okazało, była to cisza przed burzą. Już w czerwcu wiadomo było, że katarscy inwestorzy wykupią pakiet większościowy akcji Paris Saint-Germain. Przez długi czas nie podawano jednak informacji o nazwie nowego właściciela. Dopiero kilka tygodni temu, w oficjalnym oświadczeniu klubu, przy rubryce nowy właściciel widniała nazwa Qatar Sports Investments. Znajomo brzmi? Ci sami inwestorzy podpisali niedawno historyczny i potężny kontrakt z Barceloną, dzięki któremu na koszulkach „Dumy Katalonii” zobaczymy logo QSI.

Trudno wskazać konkretny powód, dla którego inwestorzy z Bliskiego Wschodu postanowili włożyć w PSG ogromne pieniądze. Prawdopodobnie na tę decyzję miało wpływ kilka czynników, które mają jeden wspólny cel, mianowicie stworzenie w Paryżu potęgi.
Pieniądze w piłkę nie grają...
Powszechnie wiadomo, że pieniądze nie wyjdą na boisko i nie strzelą bramki, ale piłkarze, których można kupić za grube miliony, jak najbardziej. Jest jednak jedno bardzo poważne „ale”. Drużyna piłkarska to nie tylko gwiazdy, które w przerwie sprawdzają swój stan konta. To mechanizm, w którym wszystko powinno być dopracowane do perfekcji.
W Paryżu mogą mówić o ogromnym szczęściu. Dlaczego? QSI to grupa ludzi inteligentnych i to ich wielki plus. Nie jest to śpiący na pieniądzach miliarder, który podczas kąpieli w swym basenie załatwia kolejny transfer. To ludzie, którzy dobrze znają strukturę klubu piłkarskiego, co udowodnili poprzez zatrudnienie Leonardo, który został przez Katarczyków kierownikiem budowy potęgi na paryskiej ziemi.

Co dalej?
No właśnie, co dalej? Już sam nie nadążam za dziennikarzami, którzy chcieliby widzieć na Parc des Princes każdego. Na razie Leonardo i spółka są rozważni i nie kupują byle kogo. Oczywiste jest, że Brazylijczyk rozgląda się za swoimi rodakami, ale tak było od zawsze. W Paryżu kolonia brazylijska, a w Marsylii argentyńska – norma. PSG zarzuca sieci na kilku zawodników. Do europejskiej stolicy miłości ma trafić Adel Taarabt, który po znakomitej grze w barwach Queens Park Rangers został najlepszym piłkarzem Championship. Oprócz niego na Parc des Princes mogą trafić utalentowany Marvin Martin, Brazylijczyk Ganso, a nawet lider obecnego mistrza Francji – Eden Hazard. W słynnym francuskim magazynie piłkarskim podano, że w barwach PSG ma grać Samuel Eto’o, ale prawdę mówiąc, nie należy kierować się tym, co piszą w kolorowych magazynach, a czekać na oficjalne informacje. O pieniądze nie ma się co martwić, bo QSI na transfery przeznaczyło 100 milionów euro. Pozostaje tylko jedno pytanie: ile czasu potrzebować będą nowi gracze, aby stworzyć zgraną paczkę? Szczerze, sam nie wiem, czy się to się w ogóle uda, bo przecież każdy z nich chciałby być najlepszy, być Napoleonem paryskiej drużyny w drodze do kolejnych sukcesów. Wiadomo jednak, że rewolucji w składzie nie będzie, nie dojdzie do wymiany całego zespołu, będzie to raczej uzupełnienie drużyny o świeżą krew, która w zestawieniu z dotychczasowymi graczami PSG ma stworzyć mieszankę wybuchową, a raczej mistrzowską. Właśnie to może sprawić, że w PSG konfliktów nie będzie, a wszyscy będą dawać z siebie wszystko dla dobra klubu. Nie należy jednak spodziewać się, że paryski zespół od razu zdobędzie wszystko. Jeżeli inwestorzy przekazali swoje pieniądze w dobre ręce, to kolejne sukcesy przyjdą stopniowo.











