Nad Sekwaną i Loarą zakończono w tym roku kalendarzowym rozgrywki ligowe. Oczywiście nieznane są jeszcze terminy przeniesionych spotkań Lille z Nancy oraz Lens z Caen (może się jeszcze okazać, że to nie koniec emocji w 2010 roku), lecz nic nie stoi na przeszkodzie, by wstępnie podsumować tę śnieżną i burzliwą (dosłownie) rundę jesienną w Ligue 1.
Lider z północy po 60 latach, Paryż marzy o mistrzostwie

Francuskim mistrzem jesienni został zespół z północnej części kraju, Lille, którego zawodnikiem jest Ludovic Obraniak. Sukces ten, może trochę niespodziewany, został powtórzony dopiero po 61 latach, gdy w 1949 roku wyprzedzili silne ówcześnie zespoły Reims i Bordeaux (skończyło się na wicemistrzostwie). Niespodziewany, gdyż przodownictwa w tabeli oczekiwaliśmy od drużyn, które w ostatnich latach świętowały największe sukcesy, czyli: Lyon, Marsylia tudzież Bordeaux (choć okienko transferowe zdecydowanie ich osłabiło). Mniejszego udziału można było oczekiwać od Lille, PSG (obecnie lider i wicelider) czy Auxerre. Uczestnictwo w europejskich pucharach, a zarazem brak ligowej regularności skłaniały do myślenia, że te ekipy nie wytrzymają rywalizacji na wszystkich frontach. Zaskakująco jednak zarówno PSG i Lille awansowały do następnej rundy LE, a także zajęły świetne miejsca wyjściowe przed rozpoczęciem wiosny. Ostatnia kolejka jesienni nie posłużyła jednak żadnej z tych ekip, w której to „les Dogues” nie potrafili uporać się z Saint-Etienne, a stołeczni – chyba w największej niespodziance kolejki – ulegli w Lotaryngii tamtejszemu Nancy. Oczywiście, warto zauważyć, iż w ostatniej serii spotkań żadna z czołowych drużyn nie popisała się formą, co pozwala sądzić, iż wszystkim potrzebny jest zimowy odpoczynek.
Burzliwe losy OL i OM
Miniona część sezonu była dla obu ekip wielce zaskakująca i pełna zwrotów akcji. Mało kto z kibiców „les Gones” chce pamiętać, iż parę miesięcy temu doszło do tragicznych dla nich w skutkach Derbów Doliny Rodanu, w których odwieczny rywal, „Zieloni” z Saint-Etienne nie dość że wygrał na wyjeździe, to zarazem zepchnął przeciwnika do strefy spadkowej, zarazem rozsiadając się na fotelu lidera. Następująca te wydarzenia wygrana w Lotaryngii miała być początkiem czegoś dobrego, ale któż wtedy wierzył, że wymęczone zwycięstwo 3:2, w dużej mierze dzięki błędom obrońców, może stać się punktem kulminacyjnym. Wydaje się, że tak też nie było. Momentem przełomowym było spotkanie wcześniejsze, gdy po zaprezentowaniu stylu gry, jakiej od zespołu się oczekuje, doznali największego ligowego upokorzenia. Wszyscy w klubie powiedzieli sobie: „Gorzej być nie może” i tak też się stało. Nie z tej ziemi zdaje się wyglądać seria 12 spotkań bez porażki, mimo iż nie raz dopisało liończykom szczęście (mecz z PSG czy Auxerre). Niewiele brakowało, by swoją pracę w zespole stracił Claude Puel, jednak cierpliwy prezes Aulas dał mu szansę do końca rundy, czego żałować teraz nie może. Wywindowanie na trzecią lokatę robi wrażenie i nie umniejsza tego nawet fakt, iż tabela ligowa w tym roku jest dosyć specyficzna ze względu na małe różnice punktów. Warto jednak zauważyć, że dobra postawa wicemistrzów kraju automatycznie przełożyła się na słabsze rezultaty w Lidze Mistrzów, w której po trzech zwycięskich meczach, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, drużyna przegrała kolejne trzy. Aż nie mogę się doczekać kolejnych zwrotów akcji zaprezentowanych przez Gourcuffa i spółkę wiosną, a na ichniej drodze stanął przecież wielki Real Madryt…















