Racing Santander zremisował z Villarrealem 2:2 w ramach 25. kolejki Primera Division, ratując remis w ostatniej minucie spotkania. Wynik nie oddaje jednak prawdziwego przebiegu tego spotkania – gdyby nie fantastyczna postawa bramkarza „Żółtej Łodzi Podwodnej”, wynik zakończyłby się prawdziwą kompromitacją jego drużyny. Gospodarze pod wodzą nowego szkoleniowca sprawują się więcej niż dobrze, natomiast goście w tym spotkaniu poza skutecznością nie zaprezentowali nic, co pozwalałoby im marzyć o grze w Lidze Mistrzów.
Wbrew temu, co mówiła pozycja obydwu zespołów w ligowej tabeli, wcale nie tak łatwo było wskazać faworyta tego spotkania. Gospodarze w ostatnich czterech spotkaniach z jednego z zespołów walczących o utrzymanie nagle stali się jednym z groźniejszych zespołów w Primera Division, a wszystko przez przejęcie klubu przez nowego właściciela oraz nowego szkoleniowca, Marcelino. O tym, że w klubie doszło do prawdziwej przemiany, najlepiej świadczą wyniki – remis z Valencią i Saragossą oraz wygrane z Sevillą i Getafe, a zatem dużo wyżej notowanymi rywalami. Z kolei Villarreal stał się ostatnio sprawcą dwóch największych niespodzianek ostatnich kolejek – poniósł porażki z zamykającymi tabelę Levante i Deportivo. Ostatnio jednak sytuacja zaczęła się polepszać, czego przejawem był remis z Malagą oraz awans do kolejnej rundy Ligi Europejskiej po wyeliminowaniu Napoli. Wyniki te mogły dawać wyraźny sygnał, że kryzys został już zażegnany. Nic podobnego.

Mecz nie mógł się lepiej zacząć dla Racingu, gdyż już w 3. minucie wyszedł na prowadzenie – z prawej strony piłkę płasko dośrodkował Pinillos, a Ariel doskonale uprzedził Musacchio i strzałem z trzech metrów posłał piłkę obok bezradnego Diego Lopeza. Była to fatalna wiadomość dla gości, gdyż gospodarze po strzeleniu jako pierwsi gola nie przegrali jeszcze w tym sezonie spotkania na własnym boisku. Zadowoleni szybkim prowadzeniem podopieczni Marcelino w kolejnych minutach zaparkowali autobus we własnym polu karnym, chcąc przetrwać napór gości, i taka strategia okazała się najlepsza, gdyż „Żółta Łódź Podwodna” nie miała sposobu na przedarcie się przez zasieki gospodarzy. Kolejne strzały Rossiego w 8. minucie oraz Caniego w 16. minucie zza pola karnego nie potrafiły znaleźć drogi do siatki, przelatując nieznacznie nad bramką. Racing wyszedł świetnie przygotowany do tego spotkania, gdyż bardzo mało brakowało, aby najpierw w 18. minucie Ariel sięgnął piłkę i podwyższył prowadzenie, a w 23. minucie ten sam gracz minął dwóch obrońców, jednak kapitalną interwencją popisał się Diego Lopez i końcem buta wybił piłkę na rzut rożny.
Minutę później wydaje się, że poważny błąd popełnił sędzia, gdyż nie podyktował rzutu karnego po faulu Marcheny na Munitisie, dodatkowo karząc pomocnika gospodarzy żółtą kartką. Ta sytuacja była jedną z kilku, które w przeciągu kilku minut stworzyli sobie Ariel i spółka – z drużyny broniącej desperacko prowadzenia w ciągu chwili przypuścili szturm na bramkę Diego Lopeza, który powinien był zakończyć się przynajmniej jedną bramką. W 32. minucie znowu swoimi umiejętnościami musiał popisać się bramkarz „Żółtej Łodzi Podwodnej”, kiedy to po strzale Adriana z dużymi problemami sparował piłkę na rzut rożny. Ostatnią bramkową sytuację w pierwszej części spotkania miał jeszcze Cani w 39. minucie, ale po dwójkowej akcji z Rossim jego strzał przeleciał centymetry od słupka i oba zespoły zeszły do szatni przy jednobramkowym prowadzeniu gospodarzy, które z przebiegu gry wydawało się sprawiedliwym wynikiem. Kibice zgromadzeni na El Sardinero po takiej serii swoich graczy i świetnej grze przeciwko dzisiejszemu rywalowi mogli się zastanawiać, czy to są ci sami zawodnicy, którzy pod wodzą poprzedniego szkoleniowca, Portugala, ponosili porażkę za porażką. W głowach zawodników z Villarrealu zaczynały już chyba natomiast odżywać wspomnienia przegranych 0:1 z Deportivo i Levante, gdyż mało wskazywało na to, że mogą oni wywieźć korzystny wynik.












