Kamil Grosicki to bez wątpienia jeden z najlepszych piłkarzy reprezentacji Polski ubiegłego roku, a ściślej mówiąc – meczów eliminacyjnych EURO 2016, które odbędzie się we Francji, czyli kraju, gdzie nasz skrzydłowy mieszka od ponad roku. Stade Rennais FC może nie jest jakimś wybitnym zespołem, ale właśnie nad Sekwaną „Grosik” odbudował swoją formę po kilku nieudanych zagranicznych wojażach, co przełożyło się na regularne powołania od Adama Nawałki.
Nie po drodze z Carlosem
Wszyscy kibice naszej reprezentacji, grającej wreszcie na miarę swoich możliwości, zatęsknili zapewne za Kamilem, który przez około trzy miesiące leczył kontuzję złamanej w łokciu lewej ręki. Poważny uraz skrzydłowego Rennes był rezultatem niefortunnego upadku podczas eliminacyjnego spotkania przeciwko Gruzji (4:0 dla Polaków), a jego długie leczenie na pewno zniecierpliwiło piłkarza, który w ubiegłym roku grał co najmniej bardzo dobrze. Dwa dni temu rozegrał kilkanaście minut w meczu 1/8 finału Pucharu Francji, ale jego zespół niestety uległ świetnie dysponowanemu ostatnio AS Monaco 1:3.
To dla wszystkich sympatyków klubu, którego właścicielem jest Francois Pinault – mąż pięknej meksykańskiej aktorki Salmy Hayek – oznacza, że ich ulubieńcom nie uda się powtórzyć osiągnięcia z ubiegłego sezonu, kiedy to „Czerwono-czarni” byli o włos od zdobycia krajowego trofeum. Przypomnijmy, że trzeciego maja 2014 r. drużyna Grosickiego w finale Pucharu Francji mierzyła się z AE Guingamp, ale nasz skrzydłowy wolałby o tym spotkaniu zapomnieć, gdyż Rennes uległo przeciwnikowi 0:2. Mimo tamtego rozczarowania, Kamil może być naprawdę zadowolony ze swojego pobytu nad Sekwaną, gdyż stanowi bardzo mocny punkt dwunastego obecnie zespołu Ligue 1 i zapomniał już na pewno o swojej nieudanej przygodzie z tureckim Sivassporem.
„Grosik” nigdy nie ukrywał, iż transfer do tego klubu przyniósł mu więcej szkód niż pożytku. Trenerem klubu był wówczas legendarny Brazylijczyk Roberto Carlos, który cenił wyżej umiejętności konkurentów do gry w pierwszym składzie Kamila niż właśnie jego. Znany ze swej szczerości Polak miał niekiedy problemy ze znalezieniem się choćby w meczowej kadrze Sivassporu, co było przyczyną kilku spięć pomiędzy nim a byłym defensorem Realu Madryt. Grosicki postawił sprawę jasno – albo gram, albo szukajcie mi innego klubu. Takie zachowanie skrzydłowego przyniosło oczekiwany przez niego skutek i po trzech latach spędzonych w Turcji przeniósł się do Rennes. Kamil, gdyby chciał być złośliwy, mógłby wypominać swoim byłym pracodawcom ich niestosowne zachowanie, ale wolał zapomnieć o tym, jak był specjalnie przez nich odsyłany do drużyny rezerw (miało to skłonić Polaka do podpisania nowego kontraktu) i skupił się na odbudowywaniu swojej formy we Francji.
https://www.youtube.com/watch?v=2CExXl5XySQ
O tym, że Kamil to zawodnik z dużym potencjałem, wiadomo było już dawno temu, kiedy grał dla Jagiellonii Białystok. Pod skrzydłami Michała Probierza talent „Grosika” rozkwitał, ale jeśli ktoś myśli, że 26-latek zawsze miał z górki, jest w ogromnym błędzie. Grosicki urodził się 8 czerwca 1988 r. w Szczecinie i właśnie z tamtejszą Pogonią rozpoczynał swoją piłkarską przygodę. Przeszedł przez niemalże wszystkie juniorskie drużyny „Portowców”, a kiedy podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt wydawało się, iż nieprędko opuści rodzinne miasto. Jego efektowne rajdy po prawym (lub też lewym) skrzydle i dokładne dośrodkowania przyprawiały obrońców rywali o zawroty głowy, a szczecinianom pomogły wywalczyć awans do ekstraklasy (wtedy nazywaną I ligą). W niej „Grosik” zadebiutował 26 maja 2006 r. podczas spotkania przeciwko Arce Gdynia, zmieniając pod koniec pojedynku Brazylijczyka Ediego Andradinę. Niestety dla Pogoni kolejny sezon zakończył się dla niej spadkiem do II ligi, ale efektownie grający młodzieniec przykuł uwagę zaprzyjaźnionej z „Portowcami” Legii Warszawa.











