Ach, ten Urugwaj. Miała być zemsta, miała być radość, a wyszło tylko kolejne rozczarowanie. Ghana przegrała z Urugwajem 0:2 i nie zdołała pomścić dramatu poprzedniego pokolenia. Katem „Czarnej Gwiazdy” został nie Luis Suarez, a Giorgian de Arrascaeta – strzelec dwóch bramek. To jednak nic nie dało, gdyż Korea Południowa wygrała z Portugalią 2:1 i to ona wychodzi z fazy grupowej.
Ghana miała genialną sytuację i wydawało się, że lepszej szansy na zemstę za wydarzenia sprzed ponad 12 lat już nie będzie. Może to właśnie okazało się problemem. Afrykańczycy wyglądali na niezwykle zestresowanych całą otoczką spotkania i nie byli w stanie zaprezentować poziomu, do którego nas przyzwyczaili. Jedynie Mohammed Kudus grał na miarę własnych umiejętności, ale to było po prostu za mało. Obrona popełniała rażące błędy, Andre Ayew katastrofalnie uderzył z rzutu karnego. „Czarna Gwiazda” robiła absolutnie wszystko, by nie awansować. Natomiast w drugim meczu grupy H Korea Południowa próbowała postraszyć Portugalię i się jej udało. Azjaci nieoczekiwanie wygrali 2:1 i dzięki temu awansują do 1/8 finału mistrzostw świata.
Doświadczony Urugwaj nie dał szans Ghanie
Już przed początkiem tego spotkania mogliśmy się spodziewać, że to Urugwaj ruszy do ataku od pierwszego gwizdka. Ghanie wystarczał remis do awansu, więc Afrykanie przesadnie nie forsowali tempa, a Urugwajczycy po prostu nie mieli wyjścia. Każdy inny wynik niż zwycięstwo eliminował „Los Charruas” z mistrzostw świata, więc na kalkulacje już nie było miejsca. Trzeba było atakować. Pierwszą naprawdę dobrą okazję Urugwajczycy mieli w 14. minucie. Niezbyt szczelna ghańska defensywa pozwoliła Darwinowi Nunezowi na wyjście do sytuacji „sam na sam”, lecz piłkarz Liverpoolu nieco się pogubił i Afrykańczycy mogli odetchnąć z ulgą.
Problem jednak w tym, że ofensywne nastawienie Urugwaju skutkowało sporymi lukami w defensywie, a Ghana w ataku jest na tym turnieju jedną z najbardziej efektywnych drużyn. Wystarczyło jedno wejście w pole karne i Sergio Rochet spóźniony sfaulował w polu karnym i sprokurował „jedenastkę”. Początkowo wydawało się, że był spalony, ale kilkominutowa analiza VAR oświeciła arbitra, który wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Andre Ayew, który dobrze pamiętał zdarzenia sprzed 12 lat, ale uderzył fatalnie i na tablicy wciąż widniał bezbramkowy remis. Dramat z RPA powrócił i Ghańczycy koniecznie musieli szybko się otrząsnąć. Urugwaj natomiast wrócił z dalekiej podróży i dalej mógł realizować plan.











