Polonia Bytom wygrała z dołującą w tabeli Cracovią Kraków 1:0. Decydujące trafienie w 73. minucie zanotował Dariusz Jarecki. Ponadto pierwszy mecz w charakterze szkoleniowca Polonii zaliczył Jan Urban.

Postawa obu drużyn stała pod znakiem zapytania. Z bogatej Legii do biednej Polonii trafił Jan Urban, a do Cracovii Jurij Szatałow – jednak w dzisiejszym meczu Cracovię prowadzili dotychczasowi współpracownicy Rafała Ulatowskiego. O pierwszej części spotkania można powiedzieć, że po prostu była, a oba zespoły ją przespały. W 10. minucie Saidi Nitibazonkiza zagrał do Ślusarskiego, jednak niemal pewna sytuacja bramkowa przemieniła się w stratę piłki, ponieważ strzał napastnika „Pasów” został zablokowany. Chwilę później Cracovia miała kolejną groźną sytuację. Pozyskany latem Hesdey Suart uderzył piekielnie mocno z 20. metrów, jednak piłka przeleciała kilka centymetrów nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Szymona Gąśińskiego. Jeszcze przed przerwą szczęścia z 18. metrów próbował Radomski, jednak bardzo lekki strzał byłego reprezentanta Polski nie sprawił żadnych problemów bramkarzowi bytomskiej drużyny.
Po pierwszej połowie szczerze i obiektywnie można powiedzieć, że Polonia w ogóle nie grała. Żadnej klarownej akcji, która mogłaby w jakimś stopniu zagrozić bramce Marcina Cabaja. Zaś ze strony Cracovii lekka przewaga, jednak brak skuteczności zawodników ofensywnych przesądza o remisowym wyniku do przerwy. W drugiej części gry zobaczyliśmy całkiem inne widowisko, szczególnie za sprawą Polonii. Jan Urban musiał nieźle umotywować swoich zawodników, Ci nie bronili się bowiem już rozpaczliwie przed atakami Cracovii, ale sami zaczęli atakować bramkę swoich rywali.

W 50. minucie Bartosz Ślusarski mógł wyprowadzić swoją drużynę na prowadzenie. Po dośrodkowaniu od Kosanovicia Ślusarski bardzo sprawnie wyskoczył do piłki, uderzając ją po długim słupku, jednak futbolówka nie odnalazła drogi do bramki. Trzy minuty później Sławomir Szeliga spudłował w sytuacji, po której jego drużyna mogła wyjść na prowadzenie. Mateusz Klich podał do Szeligi na 11. metr od bramki rywali, jednak nonszalancja zawodnika „Pasów” spowodowała, że na tablicy dalej widniał wynik 0:0. Sygnał dla bytomian dał Miroslav Barcik. Gracz Polonii wyszedł sam na sam z Marcinem Cabajem, próbował go minąć, jednak golkiper sprytnie „zaciągnął” jak najdalej od bramki, po chwili Barcik podaje do Marcina Radzewicza, a ten zamiast do siatki trafia w obrońcę krakowskiego zespołu. Nieoczekiwany zwrot akcji miał miejsce w 73. minucie, gdy Radzewicz wycofał piłkę do Dariusza Jareckiego. Ten, nie zastanawiając się, kropnął zza pola karnego w prawy róg bramki i futbolówka zatrzepotała w siatce bezradnego Cabaja.











