Najważniejszym wydarzeniem ostatniego weekendu we Francji był niedzielny klasyk pomiędzy Olympique Marsylia a Paris Saint-Germain. W innym spotkaniu na szczycie zmierzył się Lyon z Rennes, zaś lider z północnej Francji wykorzystał dobry układ meczów i zgarnął w Breście komplet punktów, zwiększając przewagę nad potencjalnymi konkurentami.
Udany rewanż w klasyku
Jesienią w pierwszej odsłonie najgorętszej rywalizacji we Francji lepsi okazali się być paryżanie, którzy nie byli gościnni na Parc des Princes i zwyciężyli 2:1. Wczoraj było symetrycznie, tzn. wygrali gospodarze, w tym przypadku Marsylia, w to w identycznym stosunku bramkowym. Rewanż zatem udany. Jednak nie o rewanż, a o znacznie większą stawkę toczył się bój. Oba zespoły w minionym tygodniu musiały pożegnać się z europejskimi pucharami, choć niewiele im do awansu zabrakło. Jednak najmniej istotnym trofeum do osiągnięcia pozostało mistrzostwo Francji. Co prawda PSG gra jeszcze w Pucharze Francji, a OM w Pucharze Ligi, ale nic nie może równać się z glorią mistrzowską i miejscem w Lidze Mistrzów, które gwarantuje jedynie liga.

W niedzielny wieczór wiadomo również było, iż swój mecz wygrał lider, Lille, i strata ewentualnych punktów może być końcem marzeń o ostatecznym tryumfie. Tak oto marzenia się skończyły, ale tylko dla paryżan. Piłkarze Antoine’a Kombouarego myśleć realnie mogą jeszcze o miejscu gwarantującym start w Champions League (pięć punktów straty do trzeciego Rennes), ale plany o tytule trzeba odłożyć na następny sezon.
Dla Marsylii sytuacja jest diametralnie inna. Cóż może podziałać lepiej na dyspozycję piłkarzy, jak nie zwycięstwo w odwiecznej batalii? Wywalczone trzy punkty pozwoliły „Les Phoceens” objąć pozycję wicelidera, a dogonienie Lille jest wciąż bardzo realne. To już drugie zwycięstwo z rzędu marsylczyków w pojedynku wagi ciężkiej. Przed tygodniem wywieźli z Rennes komplet punktów, dając lekcję piłki nożnej młodzieży Antonettiego, a wczoraj uporali się w najbardziej prestiżowym spotkaniu we Francji. Pomyśleć jeszcze, że do składu powraca symbol OM i jej obecnie największy talent, czyli Mathieu Valbuena. Wiary w końcowy sukces do czerpania aż nadto.
Prezent dla Lille
24 godziny przed francuskim świętem piłkarskim w na północ położonym od Marsylii Lyonie również odbył się bardzo istotny dla układu górnej części tabeli pojedynek. Lyon zraniony madrycką klęską w Lidze Mistrzów chciał koniecznie zdobyć trzy punkty z Rennes i kosztem „Czerwono-czarnych” wskoczyć na drugą pozycję. Wszystko szło gładko, bo od samego początku dominowali gospodarze, którzy po półgodzinie gry uzyskali prowadzenie, a w drugiej odsłonie czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie otrzymał jedyny skuteczny napastnik Rennes na boisku (do Lyonu nie pojechali ani Boukari, ani Brahami).











