Polonia Bytom zaskakiwała i w dalszym ciągu zaskakuje. Piłkarze Łukasza Tomczyka zrobili coś, czego nie udało się jeszcze nikomu w tym sezonie, i wywieźli trzy punkty z Tarczyński Areny. Ta wygrana plasuje „Królową Śląska” w ścisłej czołówce Betclic 1. Ligi.
Twierdza zdobyta
Polonia Bytom zdobyła twierdzę Wrocław jako pierwsza ekipa w tym sezonie. Podopieczni Łukasza Tomczyka byli dziewiątym zespołem, który przyjechał do stolicy Dolnego Śląska i po raz pierwszy Ante Simundza odczuł smak porażki przed własną publicznością. Trener przyjezdnych gratulował występu swoim zawodnikom oraz całemu sztabowi szkoleniowemu na pomeczowej konferencji. Jak wiele emocji obudziło to zwycięstwo, było łatwe do zauważenia. Cała ławka rezerwowych grała z zawodnikami obecnymi na boisku, a wybuch radości po ostatnim gwizdku był fenomenalnym obrazkiem.
Bytomianie nie mieli wybitnego bilansu na wyjazdach przed spotkaniem ze Śląskiem Wrocław. Trzy wygrane, remis i cztery porażki – nie wyglądało to imponująco, ale niedzielna delegacja pozwoliła na dopisanie kolejnej wygranej. Od 12 września czekała Polonia Bytom na triumf na obiekcie rywala, kiedy ogrywała 2:1 GKS Tychy.
Nie indywidualność, ale zespołowość!
Łukasz Tomczyk przyznał po meczu, że jego drużyna trenuje w mikrocyklu gry w defensywie. Obrońcy ćwiczą, mając dwóch, trzech napastników, których muszą upilnować, i nie pada bramka przez 15-20 minut. Trener przyjezdnych podkreśla, że jego zespół zna swoje miejsce w szeregu i z racji bycia beniaminkiem stara się grać strategią. I to dostrzegliśmy tego południa na Tarczyński Arenie. Polonia Bytom zepchnęła i nacisnęła we Wrocławiu spadkowicza jak nikt w tym sezonie. Pomysłem na ten mecz został ukarany dwukrotnie Śląsk Wrocław w pierwszej połowie. Gospodarze nie potrafili zagrozić swojemu rywalowi. „Królowa Śląska” dzieliła i rządziła na placu gry. Trudno wyróżnić pojedynczego zawodnika, bo ten mecz wygrały umiejętności zespołowe.
Gdy spojrzymy na strzelane gole w tym spotkaniu, to oglądamy efekt pracy zespołowej. Bramka po rzucie rożnym jest wynikiem kąśliwego dośrodkowania Oliwiera Kwiatkowskiego oraz walki o piłkę Jakuba Araka. Po zamieszaniu w polu karnym futbolówka trafiła pod nogę Lucjana Zielińskiego, który huknął nie do obrony dla .












