Manchester City całkowicie zdominował dzisiaj Blackburn i pokonał rywala bez większych problemów 3:0. Łupem bramkowym w ostatnim sobotnim spotkaniu Premier League podzielili się Balotelli, Aguero i Dżeko.
Bramkarz gości, Paul Robinson, zapewne spodziewał się, że czeka go wieczór pełen pracy i rzeczywiście – Anglik już w pierwszej minucie musiał się popisać nie lada refleksem, by obronić strzał Balotellego, co mu się udało. Mimo wielkiej przewagi gospodarzy, w pierwszym kwadransie była jedyna sytuacja, w której bramkarz był zmuszony do interwencji – resztę prób bowiem obrońcy „Rovers” blokowali, czasem niecelne było też ostatnie podanie w wykonaniu gospodarzy. W 24. minucie Adam Johnson uderzył mocno, ale w centralną część bramki i Robinson obronił. Chwilę później Balotelli próbował z rzutu wolnego, jednak górą znowu był golkiper przyjezdnych.

W 30. minucie Włoch był już skuteczniejszy. Po stracie Hoiletta piłkę przejął David Silva, zagrał na lewą stronę do Kolarova, który dośrodkował wprost na lewą nogę „Super Mario”, a ten pewnie wykończył akcję, dając swojej drużynie prowadzenie. Bramka na 1:0 wcale nie sprawiła, że „Obywatele” zaczęli się bronić, wręcz przeciwnie – chcieli szybko pójść za ciosem. Najpierw David Silva próbował z ostrego kąta – Robinson obronił. Następnie po rzucie rożnym świetną piętką popisał się Kompany, jednak znowu golkiper gości był górą, a dobitka Yaya Toure z kilku metrów okazała się niecelna. Pomocnik City spróbował ponownie po płaskim dośrodkowaniu w pole karne, ale z podobnym skutkiem. Przed przerwą Aguero starał się jeszcze wykorzystać gapiostwo obrońców Blackburn, dobrze ich wyprzedził, jednak kąt okazał się dla niego zbyt ostry, by uderzyć w światło bramki. Kilkadziesiąt sekund po tym sędzia Mike Jones zaprosił obydwa zespoły na przerwę.
Po zmianie stron obraz gry w ogóle się nie zmienił, gospodarze szukali drugiego gola, a goście chcieli po prostu przetrwać. W 51. minucie po bardzo ładnej, składnej akcji strzał Adama Johnsona został w ostatniej chwili zablokowany i piłka poleciała na rzut rożny. Po dośrodkowaniu z rogu Robinson popełnił pierwszy tego wieczoru błąd – nieatakowany odbił piłkę przed siebie. Na taki prezent tylko czekał Sergio Aguero, który dopadł do futbolówki i z bliska ulokował ją w siatce. W 61. minucie mogło spokojnie być 3:0, ale zamiast gola oglądaliśmy kuriozalny festiwal w polu karnym. David Silva oddał strzał, który zablokował… Aguero, ale wyszło z tego całkiem niezłe odegranie do wbiegającego Zabalety, który chciał podać z powrotem do swojego rodaka, ale zrobił to zbyt mocno – piłka odbiła się od nogi „Kuna” i wyleciała poza boisko.
79. minuta też jest warta odnotowania – wtedy bowiem Morten Gamst Pedersen, jako pierwszy zawodnik Blackburn w tym meczu, oddał strzał na bramkę. Uderzenie było całkiem niezłe i mogło sprawić Hartowi problemy, gdyby nie to, że zostało zablokowane przez Kompany’ego. Chwilę później gospodarze pokazali, jak się powinno atakować. Rozegranie piłki na lewo do Kolarova, dokładne dośrodkowanie i świetna główka Edina Dżeko, po której futbolówka zatrzepotała w siatce – tak gra Manchester City w tym sezonie. Swojego trafienia szukał również Vincent Kompany, ale po rzucie rożnym nie potrafił celnie uderzyć. Kolejną kontrę chciał za to wykończyć Kolarov, jednak zastosowanie się do zasady „zamykam oczy i strzelam na siłę” nie mogło przynieść pożądanego rezultatu. Następnie w drugą stronę przesadził Silva – on uderzył akurat celnie, ale za to zbyt słabo.
W ostatnich sekundach jeszcze spróbował Yakubu z drugiej strony i jego strzał dobrze pokazał, jak wyglądało dzisiejsze spotkanie. Łatwo z nim bowiem poradził sobie Joe Hart, tak jak łatwo z Blackburn poradził sobie Manchester City. Bezproblemowa wygrana pozwoliła „Obywatelom” zwiększyć przewagę w tabeli nad drugim Manchesterem United do pięciu punktów. Rywal jednak swój 26. mecz w tym sezonie rozegra jutro na Carrow Road, gdzie przeciwnikiem będzie Norwich.