Stephen Keshi, trener Nigerii, złożył dziś wieczorem rezygnację z pełnionej funkcji. Stało się to dokładnie 24 godziny po tym, jak poprowadził „Superorły” do triumfu w finale PNA.
Jest to jedna z najbardziej zaskakujących wiadomości ostatnich dni. Stephen Keshi, były już trener Nigerii, który poprowadził ją do wygrania PNA, 24 godziny po tym, jak ze swoją rodzimą reprezentacją osiągnął największy sukces w karierze, złożył rezygnację.
Powodem, dla którego Keshi rezygnuje, jest brak wsparcia ze strony nigeryjskiej federacji. Szkoleniowiec poinformował opinię publiczną o zajściach, które skłoniły go do tej decyzji.
NFF miała zabukować bilety na lot powrotny do kraju, po tym jak Nigeria trafiła na Wybrzeże Kości Słoniowej w ćwierćfinale PNA. Nigeryjczycy wygrali to spotkanie i dwa następne, które dały im triumf w turnieju. Były reprezentant Nigerii skarży się również na brak akceptacji jego taktyki i wizji drużyny przez zarząd.
Poprowadzenie Nigerii do zwycięstwa w PNA jest największym sukcesem Stephena Keshiego, który wcześniej prowadził Togo i ostatnio Mali. Będąc szkoleniowcem Togo, Keshi wprowadził reprezentację tego kraju do mistrzostw świata, ale nie było mu dane jej poprowadzić podczas tego turnieju, ponieważ został zwolniony przez słabe wyniki na PNA 2006. Z ekipą Mali odpadł w fazie grupowej PNA i został zdymisjonowany.
Keshi powiedział Goal.com kilka dni przed finałem PNA, że „spakuje manatki i wyjedzie”. To oznacza, że trener odszedłby bez względu na osiągnięty wynik. A więc jego rezygnacja to odejście z honorem czy przesadne uniesienie się dumą?










