Mimo zapowiedzi mecz między Tottenhamem i Evertonem nie był hitem kolejki. Głównie za sprawą świetnego spotkania między Liverpoolem i Leeds. Nie oznacza to jednak, że w niedzielne popołudnie obejrzeliśmy słabe widowisko. Oba zespoły stworzyły sobie kilka dogodnych sytuacji, ale to podopieczni Carlo Ancelottiego wywieźli z północnego Londynu trzy punkty i to w pełni zasłużenie.
W roli faworyta przed niedzielnym starciem był mimo wszystko Tottenham. W końcu w inauguracyjnych meczach na własnym stadionie nie przegrał od 23 lat. Natomiast Everton w poprzednich czterech bataliach na wyjeździe na początku sezonu remisował za każdym razem. Do tego „Koguty” grały na własnym boisku, a w ich szeregach znajdował się Kane, który bilans z drużyną z Goodison Park miał wyśmienity. Dziewięć bramek w dziewięciu spotkaniach. Dodatkowo Jose Mourinho w ostatnich czterech spotkaniach pokonywał Carlo Ancelottiego za każdym razem.
Duże ambicje Evertonu i Tottenhamu
Oba kluby przystępowały do pierwszego ligowego starcia z myślą, że ten sezon będzie dla nich udany. Zarówno Tottenham, jak i Everton dokonali w tym okienku kilku ciekawych transferów. Wyrażały one więcej niż jakiekolwiek deklaracje.
Jose Mourinho chce wprowadzić swój zespół do Ligi Mistrzów. Łatwo o to z pewnością nie będzie, bo przecież bezpośredni rywale „Kogutów” bardzo się w ostatnim czasie wzmocnili. Wystarczy spojrzeć choćby na Chelsea czy Manchester United. Dlatego niedzielny mecz z Evertonem miał dla podopiecznych portugalskiego trenera bardzo duże znaczenie. Drużyna chciała od samego początku wysłać jasny sygnał, że nie można jej z góry skreślać.
Carlo Ancelottiemu marzą się również puchary. Z pewnością nie pogardziłby Ligą Europy, która jest wciąż niespełnionym marzeniem fanów Evertonu od kilku lat. Po zeszłorocznych zamieszkach z udziałem Marco Silvy wydaje się, że na Goodison Park przyszedł okres stabilizacji. Pod wodzą Włocha drużyna zaczęła regularnie punktować i zaliczyła również wyraźny progres. 61-latek to jednak nie byle jaki trener i z pewnością chciałby coś więcej niż tylko środek tabeli. Także dla jego drużyny niedzielne starcie było bardzo ważne. Wszyscy spoglądali w ich kierunku i zastanawiali się, czy nowe nabytki faktycznie dadzą dużo jakości i zagwarantują jej wystarczająco dużo, aby powalczyć o coś więcej niż spokojne utrzymanie.
Składy
Zacznijmy od gospodarzy. Jose Mourinho na sobotni bój z Evertonem posłał sprawdzonych ludzi. Duża część wyjściowej jedenastki niewiele się zmieniła względem ubiegłego sezonu. Pojawiły się jednak również nowe twarze. Od początku na murawie zameldowali się Hojbjerg i Doherty. Dwa nowe nabytki Tottenhamu, które przyszły w tym okienku transferowym z Southampton oraz „Wolves”. W kadrze nie znalazł się natomiast Lo Celso, którego występ stał pod bardzo dużym znakiem zapytania. Ostatecznie nie mógł on wybiec na murawę.











