Ostatniego lata przybyła do Francji zgraja nowych i ciekawych postaci. Jedne transfery były bardziej, inne mniej spektakularne, ale dopiero boisko w ostatnich czterech, pięciu miesiącach zweryfikowało, kto zasłużył na wyróżnienie w procesie aklimatyzacyjnym w nowym otoczeniu. Oto naszym zdaniem najlepsza dziesiątka wzmocnień kadrowych lata 2011.
10. Pierre-Alain Frau (Lille OSC – SM Caen) 31-letniemu napastnikowi po odejściu z Lille nie wróżono już większej kariery. Francuz odnalazł się co prawda w znacznie mniej utytułowanym klubie, ale stał się w nim jedną z podpór, które ciągną cały zespół w stronę utrzymania. Wiadomo było, że po zaskakującym odejściu na Bliski Wschód utalentowanego Youssefa El Arabiego, drużyna z Normandii będzie potrzebowała kogoś w zastępstwie. Na razie efektem na papierze są zaledwie cztery gole, ale Frau pokazywał wielokrotnie, iż swoim doświadczeniem może jeszcze pomóc nowym kolegom. Na pewno po grzaniu ławy w Lille w nowej roli odnalazł się lepiej niż poprawnie.
Ruffier swoją postawą zasłużył na grę w kadrze (fot. football365.fr)
9. Kevin Gameiro (FC Lorient–Paris Saint-Germain) Nie można w tym zestawieniu zapomnieć o jednym z najskuteczniejszych napastników zeszłorocznych i obecnych rozgrywek. Kevin Gameiro od zawsze pragnął reprezentować barwy stołecznej ekipy i już od pierwszych spotkań widać było, jak wielki zapał w nim drzemie. W pierwszych dziesięciu meczach rundy jesiennej zdobył osiem bramek i zdawało się, że sezon ten może wreszcie spełnić jego marzenia o koronie króla strzelców. Kolejne dziewięć kolejek przyniosło jednak już tylko jedno trafienie i konkurent w tym wyścigu, Olivier Giroud z Montpellier, zdołał go zdystansować na cztery bramki. Niemniej jednak nie można nie wyróżnić napastnika, który już w pierwszej rundzie po przyjściu do nowego zespołu udowadnia swoją strzelecką wartość w drużynie z taką presją jak PSG.
8. Jonathan Zebina (Brescia CS–Stade Brestois 29) Po długoletnich wojażach we Włoszech (Cagliari, Roma, Juventus, Brescia) Zebina postanowił powrócić na stare francuskie śmieci i wzmocnić zeszłorocznego beniaminka z Bretanii. Dla włodarzy Brestu był to strzał w dziesiątkę, bo doświadczony obrońca od razu stał się ostoją defensywy. Wyniki Bretończyków nie są może powalające, ale stabilna obrona tylko 19 razy dała się zaskoczyć (trzeci najlepszy wynik w lidze), co zaowocowało zaledwie czterema porażkami.
7. Stephane Ruffier (AS Monaco–AS Saint-Etienne) Pod koniec zeszłego sezonu, gdy zasłużone Monaco spadało z ligi, wiadomo było, iż golkiper tej klasy co Ruffier nie będzie długo szukał nowego pracodawcy, który pozwoli mu wrócić do pierwszej ligi. 25-latek wysadził z bramki ulubieńca publiczności i wychowanka klubu Jeremy’ego Janota i gdyby nie ułożona hierarchia Laurenta Blanca, mógłby również myśleć o wyjeździe na przyszłoroczne Euro. By przekonać się o jego umiejętnościach, wystarczyło obejrzeć ostatni mecz Saint-Etienne przeciwko PSG, w którym tylko raz dał się zaskoczyć. Gdyby tylko lepsza była skuteczność kolegów z ataku (a właściwie kolejny geniusz rękawic, o którym jednak później), to „Zieloni” byliby w stanie sprawić sporych rozmiarów niespodziankę.
6. Blaise Matuidi (AS Saint-Etienne–Paris Saint-Germain) Nie trudno wyobrazić sobie, jak ważną rolę odgrywa defensywny pomocnik w zespole PSG. W zespole, w którym aż czterech piłkarzy angażuje się w ofensywę, a za ich asekurację odpowiada właśnie ten jeden zawodnik. Do takiej roli musiał przyzwyczaić się jeden z najlepszych na swojej pozycji w Ligue 1, Blaise Matuidi, i wywiązywał się z tej roli bardzo dobrze, dopóki nie doznał pod koniec rundy kontuzji. Po jego powrocie do zdrowia spodziewać się możemy, że reprezentant Francji będzie ponownie brylował w zabezpieczaniu paryskich tyłów.
5. Nicolas Nkoulou (AS Monaco–Olympique Marsylia) Kolejny piłkarz z rozsprzedanego latem Monaco. W zeszłym sezonie ekipa z Księstwa Monako co prawda spadła do niższej klasy rozgrywkowej, jednak nie z powodu słabej defensywy, ale raczej małej kreatywności i skuteczności w ofensywie. Potwierdza to wcześniejszy przypadek Stephane’a Ruffiera, potwierdza to również Nkoulou. Członek najlepszej formacji „Czerwono-białych” wzmocnił wicemistrzów Francji. Na początku nie wyglądało to dobrze, bo obrona „Les Phoceens” była dziurawa jak szwajcarski ser, łatwo wraz z golami tracąc punkty. Z powodu kontuzji Kameruńczyka Stephane’a Mbii środkiem obrony musieli zająć się do spółki Souleymane Diawara i Nkoulou. Nie mieli nic innego do wyboru, jak tylko znaleźć wspólny boiskowy język, i z każdym kolejnym meczem wyglądało to coraz lepiej. Gdy do pełni zdrowia powrócił Mbia, nie musiał już łatać środka obrony, lecz zajął najlepsze dla siebie miejsce w środku pola.
4. Julien Feret (AS Nancy–Stade Rennais FC) Po ośmiu latach wygnania Julien Feret powrócił do swojego ukochanego klubu, który kształtował go we wczesnych latach piłkarskiej edukacji. Od tamtej pory objechał prawie cały kraj, spędzając rok w normandzkim Cherbourgu, rok na południu w Niort, a następnie dłużej zagrzał miejsce w centralnej Francji, w Reims, i na koniec w Lotaryngii, w Nancy. Stopniowo zatem oddalał się od rodzimej Bretanii. Jednak jego dobra postawa w zeszłym roku przykuła uwagę włodarzy Rennes i w konsekwencji powrócił do rodzimej krainy. Od pierwszych spotkań widać było, że Feret dla tego klubu jest wręcz stworzony. Dobrze wyszkolony i rządzący w środku pola, szybko odnalazł wspólny język zarówno z zastałymi piłkarzami (Montano i Kembo-Ekoko), jak i świeżo kupionymi (Jonathan Pitroipa i Youssouf Hadji – kolega z Nancy). Rennes w ostatnich meczach nieco spuściło z tonu po fenomenalnym początku, ale zabójczej ofensywy tej drużyny boi się wciąż każdy zespół we Francji.
Feret powrócił na stare śmieci w wielkim stylu (fot. ouest-france.fr)
3. Vitorino Hilton (Olympique Marsylia–Montpellier HSC) Niechciany w Marsylii obrońca znalazł swoje miejsce w znacznie mniej obiecującym klubie. Można było spodziewać się, że Montpellier ma szansę na miano czarnego konia, lecz jakość i styl prezentowane przez podopiecznych Rene Girarada przerosły wszelkie oczekiwania. Wszystkie oczy zwrócone były ku ofensywnym gwiazdom, Giroud i Belhandzie, ale nie można przecież zapomnieć, jak znaczący wpływ miała także postawa obrony. Doświadczony Brazylijczyk Hilton świetnie został wkomponowany w młody zespół, dyrygując poczynaniami defensywnymi i dając kolegom z przodu wiele spokoju.
2. Joe Cole (Liverpool FC–Lille OSC) Przejście Cole’a do mistrzów Francji nie było co prawda transferem definitywnym, a jedynie zwyczajnym wypożyczeniem. Jednak ta roszada personalna nie dość że okazała się jedną z największych sensacji okienka transferowego (42 milionów euro za Pastore nikt nie był w stanie oczywiście przebić), to również wzmocnienie to przekroczyło wszelkie oczekiwania kibiców i dziennikarzy. Gdy klub opuszczał na rzecz Arsenalu Londyn Gervinho, trudno znaleźć było piłkarza, który mógłby zapełnić tak wielką lukę, i odtworzyć magiczne trio Gervinho – Sow – Hazard. A na pewno kandydata nie upatrywano w nieznającym francuskich realiów Angliku, który od dobrych kilku miesięcy nie rozgrywał regularnie piłkarskich spotkań. Aklimatyzacja Cole’a jest chyba największym pozytywnym zaskoczeniem minionej rundy. Sam piłkarz docenia przemianę – mentalną i fizyczną – którą przeszedł w północnej Francji i otwarcie zaczyna poruszać temat przedłużenia współpracy z Lille.
1. Salvatore Sirigu (US Palermo–Paris Saint-Germain) Włoch przychodził do Paryża nie po to, by wskakiwać od razu między słupki, ale raczej w roli zmiennika sprowadzonego dużo wcześniej Nicolasa Doucheza z Rennes. Na piłkarza z Bretanii paryżanie polowali już całą poprzednią rundę, gwarantując mu miejsce w podstawowym składzie. Sirigu dostawałby szansę w mniej istotnych rozgrywkach, czyli Lidze Europy i krajowych pucharach. Jednak zaskakująco szybki uraz Doucheza dał niepowtarzalną okazję przybyłemu z Sycylii golkiperowi na częstszą grę, a ten wykorzystał ją wyśmienicie. Paryska obrona do najlepszych w tej rundzie nie należała i już od pierwszych meczów Sirigu musiał popisywać się swoim kunsztem bramkarskim. Zaprezentował się tak dobrze, iż nie wpuścił konkurenta do bramki w żadnym z 19 meczów jesiennej Ligue 1, niejednokrotnie w pojedynkę ratując wynik drużynie. Tak było przecież z Saint-Etienne na sam koniec rozgrywek, gdy „Zieloni” z uporem maniaka próbowali wpakować piłkę do siatki. Tak też było z Lille na Parc des Princes, gdy indolencja napastników zmusiła go do ratowania bezbramkowego remisu w ostatnich fragmentach meczu.
Cole zaaklimatyzował się nadspodziewanie szybko (fot. losc.fr)
Na słowo komentarza zasługuje także „największy” transfer ostatniego lata, czyli przybycie Javiera Pastore do stolicy. Pieniądze wydane na Argentyńczyka, a także jego gra w pierwszej części minionej rundy zrobiły furorę wśród kibiców, choć wielu obserwatorów studziło nieco te zapały. Już wtedy widać było, że „El Flaco” ma częste przestoje w meczu, prezentując wręcz przeciętną jakość, lecz kilkoma genialnymi zagraniami odmieniał swój wizerunek. Potem jednak przyszło wiele rozczarowań, magia Pastore zniknęła, a krytyka rosła. Sam zawodnik obiecywał poprawę gry i wyników, lecz pomimo powrotu PSG na drogę zwycięstw Pastore wciąż za rzadko zachwycał nas swoją postawą. Apetyty zostały latem mocno rozbudzone i liczymy, że od stycznia zobaczymy w jego wykonaniu znacznie więcej…
Zobacz też: TOP 10 transferów TME, TOP 10 transferów Premiership, TOP 10 transferów Primera Division,TOP 10 transferów Bundesligi, TOP 10 transferów Serie A.
Ostatniego lata przybyła do Francji zgraja nowych i ciekawych postaci. Jedne transfery były bardziej, inne mniej spektakularne, ale dopiero boisko w ostatnich czterech, pięciu miesiącach zweryfikowało, kto zasłużył na wyróżnienie w procesie aklimatyzacyjnym w nowym otoczeniu. Oto naszym zdaniem najlepsza dziesiątka wzmocnień kadrowych lata 2011.
10. Pierre-Alain Frau (Lille OSC – SM Caen) 31-letniemu napastnikowi po odejściu z Lille nie wróżono już większej kariery. Francuz odnalazł się co prawda w znacznie mniej utytułowanym klubie, ale stał się w nim jedną z podpór, które ciągną cały zespół w stronę utrzymania. Wiadomo było, że po zaskakującym odejściu na Bliski Wschód utalentowanego Youssefa El Arabiego, drużyna z Normandii będzie potrzebowała kogoś w zastępstwie. Na razie efektem na papierze są zaledwie cztery gole, ale Frau pokazywał wielokrotnie, iż swoim doświadczeniem może jeszcze pomóc nowym kolegom. Na pewno po grzaniu ławy w Lille w nowej roli odnalazł się lepiej niż poprawnie.
Ruffier swoją postawą zasłużył na grę w kadrze (fot. football365.fr)
9. Kevin Gameiro (FC Lorient–Paris Saint-Germain) Nie można w tym zestawieniu zapomnieć o jednym z najskuteczniejszych napastników zeszłorocznych i obecnych rozgrywek. Kevin Gameiro od zawsze pragnął reprezentować barwy stołecznej ekipy i już od pierwszych spotkań widać było, jak wielki zapał w nim drzemie. W pierwszych dziesięciu meczach rundy jesiennej zdobył osiem bramek i zdawało się, że sezon ten może wreszcie spełnić jego marzenia o koronie króla strzelców. Kolejne dziewięć kolejek przyniosło jednak już tylko jedno trafienie i konkurent w tym wyścigu, Olivier Giroud z Montpellier, zdołał go zdystansować na cztery bramki. Niemniej jednak nie można nie wyróżnić napastnika, który już w pierwszej rundzie po przyjściu do nowego zespołu udowadnia swoją strzelecką wartość w drużynie z taką presją jak PSG.
8. Jonathan Zebina (Brescia CS–Stade Brestois 29) Po długoletnich wojażach we Włoszech (Cagliari, Roma, Juventus, Brescia) Zebina postanowił powrócić na stare francuskie śmieci i wzmocnić zeszłorocznego beniaminka z Bretanii. Dla włodarzy Brestu był to strzał w dziesiątkę, bo doświadczony obrońca od razu stał się ostoją defensywy. Wyniki Bretończyków nie są może powalające, ale stabilna obrona tylko 19 razy dała się zaskoczyć (trzeci najlepszy wynik w lidze), co zaowocowało zaledwie czterema porażkami.
7. Stephane Ruffier (AS Monaco–AS Saint-Etienne) Pod koniec zeszłego sezonu, gdy zasłużone Monaco spadało z ligi, wiadomo było, iż golkiper tej klasy co Ruffier nie będzie długo szukał nowego pracodawcy, który pozwoli mu wrócić do pierwszej ligi. 25-latek wysadził z bramki ulubieńca publiczności i wychowanka klubu Jeremy’ego Janota i gdyby nie ułożona hierarchia Laurenta Blanca, mógłby również myśleć o wyjeździe na przyszłoroczne Euro. By przekonać się o jego umiejętnościach, wystarczyło obejrzeć ostatni mecz Saint-Etienne przeciwko PSG, w którym tylko raz dał się zaskoczyć. Gdyby tylko lepsza była skuteczność kolegów z ataku (a właściwie kolejny geniusz rękawic, o którym jednak później), to „Zieloni” byliby w stanie sprawić sporych rozmiarów niespodziankę.
Nkoulou wzmocnił defensywę OM (fot. sport.fr)
6. Blaise Matuidi (AS Saint-Etienne–Paris Saint-Germain) Nie trudno wyobrazić sobie, jak ważną rolę odgrywa defensywny pomocnik w zespole PSG. W zespole, w którym aż czterech piłkarzy angażuje się w ofensywę, a za ich asekurację odpowiada właśnie ten jeden zawodnik. Do takiej roli musiał przyzwyczaić się jeden z najlepszych na swojej pozycji w Ligue 1, Blaise Matuidi, i wywiązywał się z tej roli bardzo dobrze, dopóki nie doznał pod koniec rundy kontuzji. Po jego powrocie do zdrowia spodziewać się możemy, że reprezentant Francji będzie ponownie brylował w zabezpieczaniu paryskich tyłów.
5. Nicolas Nkoulou (AS Monaco–Olympique Marsylia) Kolejny piłkarz z rozsprzedanego latem Monaco. W zeszłym sezonie ekipa z Księstwa Monako co prawda spadła do niższej klasy rozgrywkowej, jednak nie z powodu słabej defensywy, ale raczej małej kreatywności i skuteczności w ofensywie. Potwierdza to wcześniejszy przypadek Stephane’a Ruffiera, potwierdza to również Nkoulou. Członek najlepszej formacji „Czerwono-białych” wzmocnił wicemistrzów Francji. Na początku nie wyglądało to dobrze, bo obrona „Les Phoceens” była dziurawa jak szwajcarski ser, łatwo wraz z golami tracąc punkty. Z powodu kontuzji Kameruńczyka Stephane’a Mbii środkiem obrony musieli zająć się do spółki Souleymane Diawara i Nkoulou. Nie mieli nic innego do wyboru, jak tylko znaleźć wspólny boiskowy język, i z każdym kolejnym meczem wyglądało to coraz lepiej. Gdy do pełni zdrowia powrócił Mbia, nie musiał już łatać środka obrony, lecz zajął najlepsze dla siebie miejsce w środku pola.
4. Julien Feret (AS Nancy–Stade Rennais FC) Po ośmiu latach wygnania Julien Feret powrócił do swojego ukochanego klubu, który kształtował go we wczesnych latach piłkarskiej edukacji. Od tamtej pory objechał prawie cały kraj, spędzając rok w normandzkim Cherbourgu, rok na południu w Niort, a następnie dłużej zagrzał miejsce w centralnej Francji, w Reims, i na koniec w Lotaryngii, w Nancy. Stopniowo zatem oddalał się od rodzimej Bretanii. Jednak jego dobra postawa w zeszłym roku przykuła uwagę włodarzy Rennes i w konsekwencji powrócił do rodzimej krainy. Od pierwszych spotkań widać było, że Feret dla tego klubu jest wręcz stworzony. Dobrze wyszkolony i rządzący w środku pola, szybko odnalazł wspólny język zarówno z zastałymi piłkarzami (Montano i Kembo-Ekoko), jak i świeżo kupionymi (Jonathan Pitroipa i Youssouf Hadji – kolega z Nancy). Rennes w ostatnich meczach nieco spuściło z tonu po fenomenalnym początku, ale zabójczej ofensywy tej drużyny boi się wciąż każdy zespół we Francji.
Feret powrócił na stare śmieci w wielkim stylu (fot. ouest-france.fr)
3. Vitorino Hilton (Olympique Marsylia–Montpellier HSC) Niechciany w Marsylii obrońca znalazł swoje miejsce w znacznie mniej obiecującym klubie. Można było spodziewać się, że Montpellier ma szansę na miano czarnego konia, lecz jakość i styl prezentowane przez podopiecznych Rene Girarada przerosły wszelkie oczekiwania. Wszystkie oczy zwrócone były ku ofensywnym gwiazdom, Giroud i Belhandzie, ale nie można przecież zapomnieć, jak znaczący wpływ miała także postawa obrony. Doświadczony Brazylijczyk Hilton świetnie został wkomponowany w młody zespół, dyrygując poczynaniami defensywnymi i dając kolegom z przodu wiele spokoju.
2. Joe Cole (Liverpool FC–Lille OSC) Przejście Cole’a do mistrzów Francji nie było co prawda transferem definitywnym, a jedynie zwyczajnym wypożyczeniem. Jednak ta roszada personalna nie dość że okazała się jedną z największych sensacji okienka transferowego (42 milionów euro za Pastore nikt nie był w stanie oczywiście przebić), to również wzmocnienie to przekroczyło wszelkie oczekiwania kibiców i dziennikarzy. Gdy klub opuszczał na rzecz Arsenalu Londyn Gervinho, trudno znaleźć było piłkarza, który mógłby zapełnić tak wielką lukę, i odtworzyć magiczne trio Gervinho – Sow – Hazard. A na pewno kandydata nie upatrywano w nieznającym francuskich realiów Angliku, który od dobrych kilku miesięcy nie rozgrywał regularnie piłkarskich spotkań. Aklimatyzacja Cole’a jest chyba największym pozytywnym zaskoczeniem minionej rundy. Sam piłkarz docenia przemianę – mentalną i fizyczną – którą przeszedł w północnej Francji i otwarcie zaczyna poruszać temat przedłużenia współpracy z Lille.
1. Salvatore Sirigu (US Palermo–Paris Saint-Germain) Włoch przychodził do Paryża nie po to, by wskakiwać od razu między słupki, ale raczej w roli zmiennika sprowadzonego dużo wcześniej Nicolasa Doucheza z Rennes. Na piłkarza z Bretanii paryżanie polowali już całą poprzednią rundę, gwarantując mu miejsce w podstawowym składzie. Sirigu dostawałby szansę w mniej istotnych rozgrywkach, czyli Lidze Europy i krajowych pucharach. Jednak zaskakująco szybki uraz Doucheza dał niepowtarzalną okazję przybyłemu z Sycylii golkiperowi na częstszą grę, a ten wykorzystał ją wyśmienicie. Paryska obrona do najlepszych w tej rundzie nie należała i już od pierwszych meczów Sirigu musiał popisywać się swoim kunsztem bramkarskim. Zaprezentował się tak dobrze, iż nie wpuścił konkurenta do bramki w żadnym z 19 meczów jesiennej Ligue 1, niejednokrotnie w pojedynkę ratując wynik drużynie. Tak było przecież z Saint-Etienne na sam koniec rozgrywek, gdy „Zieloni” z uporem maniaka próbowali wpakować piłkę do siatki. Tak też było z Lille na Parc des Princes, gdy indolencja napastników zmusiła go do ratowania bezbramkowego remisu w ostatnich fragmentach meczu.
Cole zaaklimatyzował się nadspodziewanie szybko (fot. losc.fr)
Na słowo komentarza zasługuje także „największy” transfer ostatniego lata, czyli przybycie Javiera Pastore do stolicy. Pieniądze wydane na Argentyńczyka, a także jego gra w pierwszej części minionej rundy zrobiły furorę wśród kibiców, choć wielu obserwatorów studziło nieco te zapały. Już wtedy widać było, że „El Flaco” ma częste przestoje w meczu, prezentując wręcz przeciętną jakość, lecz kilkoma genialnymi zagraniami odmieniał swój wizerunek. Potem jednak przyszło wiele rozczarowań, magia Pastore zniknęła, a krytyka rosła. Sam zawodnik obiecywał poprawę gry i wyników, lecz pomimo powrotu PSG na drogę zwycięstw Pastore wciąż za rzadko zachwycał nas swoją postawą. Apetyty zostały latem mocno rozbudzone i liczymy, że od stycznia zobaczymy w jego wykonaniu znacznie więcej…
Zobacz też: TOP 10 transferów TME, TOP 10 transferów Premiership, TOP 10 transferów Primera Division,TOP 10 transferów Bundesligi, TOP 10 transferów Serie A.