Za nami seria spotkań eliminacyjnych do mistrzostw świata 2026. Polska zakończyła fazę grupową na 2. miejscu, tuż za Holandią, co oznacza konieczność gry w barażach. To zgrupowanie przyniosło wiele wydarzeń, których nie sposób pominąć. Z jednej strony świetny mecz przeciwko Holendrom, z drugiej — bardzo słabe spotkanie z Maltą. Jednak w obu starciach znalazł się zawodnik, który wyraźnie skorzystał na całej sytuacji. Tomasz Kędziora wykorzystał swoją szansę i dał selekcjonerowi Janowi Urbanowi konkretne powody, by w kolejnych miesiącach widzieć w nim realną opcję do gry przeciwko silnym rywalom. Warto dziś zadać pytanie: czy obrońca, o którym wielu kibiców zdążyło już zapomnieć, może stać się ważną postacią naszej defensywy?
Pech jednego to szansa drugiego – Kędziora ją wykorzystał
Cała sytuacja nie wyglądałaby tak samo, gdyby nie splot zdarzeń związanych z kontuzjami i kartkami. Największym osłabieniem była nieobecność Jana Bednarka, który tuż przed zgrupowaniem doznał urazu wykluczającego go z gry z Holandią. Do tego dopisała się pauza Przemysława Wiśniewskiego za nadmiar żółtych kartek, co drastycznie ograniczyło pole manewru. Jan Urban musiał więc zmienić system i wrócić do gry z trzema środkowymi obrońcami. Właśnie w takich momentach pojawia się szansa dla zawodników, którzy normalnie byliby jedynie uzupełnieniem kadry. Kędziora w poprzednich latach często znajdował się na peryferiach reprezentacji. Grywał w sparingach, ale mecze towarzyskie nie niosą tej samej presji, intensywności i odpowiedzialności co eliminacje. Wielu kibiców miało wątpliwości, czy udźwignie mecz z Holandią, który był dla Polski jednym z najważniejszych w tej kampanii.
A jednak zrobił dokładnie to, czego od niego oczekiwano. Zagrał bardzo solidnie, był jednym z najpewniejszych zawodników w defensywie i nie dał się złamać ciężarem odpowiedzialności. Zanotował 100% celnych podań, co w tak trudnym spotkaniu tylko potwierdziło, że nie boi się gry pod presją i potrafi wyprowadzać piłkę na odpowiednim poziomie. W meczu z Maltą wypadł słabiej, brał udział przy straconej bramce, ale mimo to znów prezentował się najlepiej z całej linii obronnej. Po dwóch takich występach, jednym bardzo dobrym i jednym solidnym, można mówić o pewnym odrodzeniu. Jeśli nie przydarzy mu się kontuzja, powołanie na baraże wydaje się właściwie oczywiste.

Sytuacja klubowa Tomasza Kędziory
W PAOK-u Saloniki Tomasz Kędziora od dłuższego czasu ma stabilną i jasno określoną pozycję. Nie jest zawodnikiem do rotacji, tylko jednym z pewniejszych elementów defensywy, a jego regularna gra pokazuje, że trener ufa mu w pełni. Od początku sezonu rozegrał 14 spotkań i nawet w meczach o większą stawkę rzadko kiedy brakuje go w wyjściowej jedenastce. Utrzymanie takiej pozycji w lidze greckiej, która jest fizyczna i nieprzewidywalna, jest samo w sobie potwierdzeniem jego solidności. W Salonikach pełni funkcję prawego środkowego obrońcy, ale jego zadania nie kończą się na typowej destrukcji. PAOK gra wysoko, buduje akcje od tyłu i wymaga od obrońców odwagi w rozegraniu. Kędziora często podłącza się do wyprowadzenia piłki, potrafi minąć pierwszą linię pressingu i wejść wyżej, kiedy drużyna przechodzi do ataku. Dzięki temu jego styl gry przypomina to, czego szuka selekcjoner w reprezentacji. Obrońcy, którzy nie tylko bronią, ale i pomagają w kreowaniu akcji.











