W sobotę na Old Trafford obejrzymy kolejne derby Manchesteru. Z tej okazji warto przypomnieć sobie jedną z największych porażek United i zarazem jedno z najwspanialszych zwycięstw City. 23 października 2011 roku to niezwykle istotna data zwłaszcza w kalendarzu „Obywateli”. Upokorzyli rywala, rozpoczęli marsz po pierwsze mistrzostwo w „nowej erze”, przez nich Ferguson mówił o swoim najgorszym spotkaniu w historii… a w pamięci kibiców i tak zostanie Balotelli i jego: „Why always me?”.
To był wybuchowy weekend dla Mario Balotelliego. W nocy z piątku na sobotę niesforny Włoch wpadł na genialny pomysł i wraz z kolegami odpalał fajerwerki przez okno łazienki swojego domu. Takie rewelacje mogłyby udać się każdemu, ale na pewno nie „Balo”. Łazienka szybko stanęła w płomieniach, a sam napastnik spędził noc w hotelu, po uprzednim zabraniu z domu walizki i pieniędzy.
W niedzielę, kiedy strzelał dwie bramki największemu rywalowi swojego zespołu, nie wyglądał na specjalnie zafrasowanego. Był nawet przygotowany na tę okoliczność – przygotował sobie specjalny podkoszulek. „Dlaczego właśnie ja?” – taki napis ujrzeli fani „The Citizens” po pierwszej bramce. Wtedy rozpoczęli szał, zakończony jednym pytaniem – jak kibice zgromadzeni na ćwierci trybuny mogli zagłuszyć wypełnione do ostatniego krzesełka Old Trafford? Tamtego dnia „dwunasty zawodnik” dostosował się poziomem do pozostałej jedenastki.
Najgorszy mecz w historii
Rywale przystępowali do spotkania jako pierwszy i drugi zespół w lidze – „Czerwone Diabły” ustępowały drużynie Roberto Manciniego dwoma punktami i miały powalczyć o fotel lidera. Obie ekipy były prawie kompletne. W szeregach gospodarzy z najważniejszych ogniw brakowało wyłącznie Nemanji Vidicia, w zespole gości – Nigela de Jonga. Tego pierwszego zastąpił Jonny Evans, drugiego zaś Yaya Toure. Która decyzja była bardziej ryzykowna? Na odpowiedź sympatycy obydwu klubów musieli poczekać do 47. minuty.
Wcześniej jednak mecz toczył się w nieco nudnym tempie. Nie zachwycały strzelby pokroju Rooneya i Aguero, Hart i de Gea nie musieli nerwowo podskakiwać między słupkami. W 22. minucie Balotelli wyprowadził „Obywateli” na prowadzenie, ale nie miało to wielkiego wpływu na obraz gry. Jednak zmieniło się to chwilę po zmianie połów, kiedy beznadziejny tamtego popołudnia Jonny Evans postanowił powalczyć z młodym Włochem o piłkę. Pomylił jednak kraje i potraktował football po amerykańsku, co skończyło się czerwoną kartką. Wtedy właśnie Manchester United zniknął z protokołu meczowego.
To najgorszy rezultat w mojej karierze. Nie pamiętam nawet, żebym przegrał 1:6 jako zawodnik. Nie mogę uwierzyć w wynik końcowy.sir Alex Ferguson
Na rozwiązanie worka z bramkami trzeba było poczekać do 60. minuty, kiedy drugie trafienie dołożył Balotelli. Niedługo później swoje trzy grosze dołożył Aguero, a kibice United zaczynali wyłączać telewizory. Włączyli je jeszcze na parę minut przed końcem, kiedy Darren Fletcher postanowił oddać jeden ze strzałów życia przy stanie 0:3. Później jednak zaczął się Prawdopodobnie najgorszy, odkąd powiedzenie to weszło do wyspiarskiego języka w piłce.











