W hicie 14. kolejki Benfica Lizbona zremisowała na Estadio da Luz z FC Porto 2:2. Po szalonych pierwszych minutach spotkanie nieco się uspokoiło, ale i tak dostarczyło sporo emocji. Na gole gości, które zdobywali Eliauqim Mangala i Jackson Martinez, odpowiadali Nemanja Matić i Nicolas Gaitan.
To było zdecydowanie najlepiej zapowiadające się spotkanie 14. kolejki ligi portugalskiej. Benfica, lider tabeli, podejmowała wicelidera, Porto. Siłą gospodarzy miała być ofensywa, ponieważ zdobyli oni najwięcej goli w lidze. Z kolei ich rywale bramek stracili najmniej.
Nad murawą po odpaleniu przez kibiców rac zawisło sporo dymu, ale kompletnie nie przeszkadzało to piłkarzom. Już w 3. minucie musiał interweniować Helton, bo po rzucie rożnym głową strzelał piłkarz Benfiki. Później było już tylko ciekawiej. W 8. minucie przy rzucie wolnym fatalnie zachowała się obrona lizbończyków. Po dośrodkowaniu piłka odbiła się od murawy na jedenastym metrze, do futbolówki dopadł Eliauqim Mangala i głową wpakował ją do siatki. Na odpowiedź gospodarzy czekaliśmy tylko dwie minuty. Po pojedynku główkowym piłka poleciała w stronę Nemanji Maticia, który zza pola karnego kapitalnym uderzeniem z powietrza pokonał Heltona.
Po kwadransie było już 1:2! Fatalny błąd popełnił Artur. Bramkarz Benfiki stracił piłkę na rzecz Martineza, który zdobył gola pomimo rozpaczliwej interwencji Ezequiela Garaya. Po raz kolejny odpowiedź padła po niecałych 120 sekundach. Helton niefortunnie interweniował przy zagraniu z prawego skrzydła, a obrońca wybił piłkę wprost pod nogi Nicolasa Gaitana, który z kilku metrów zdobył gola potężnym uderzeniem.
W kolejnych minutach piłkarze nieco się opamiętali i postanowili zacząć wykonywać założenia przedmeczowe. Lepiej robili to piłkarze Porto, którzy z minuty na minutę coraz wyraźniej przeważali. Szczególnie łatwo przedzierali się swoją lewą stroną, ale w polu karnym wszystkie piłki ostatecznie padały łupem gospodarzy. Niestety, wyglądało na to, że piłkarze wystrzelali się w pierwszych siedemnastu minutach. Do końca pierwszej połowy ciekawszych wydarzeń nie odnotowaliśmy, ale i tak na tę część spotkania nie można narzekać.
Początek drugiej połowy był bardzo wyrównany, lecz zamiast groźnych akcji podbramkowych oglądaliśmy dużo ostrej gry w środku pola. Porto największe zagrożenie tworzyło po rzutach wolnych. Najpierw na strzał z ostrego kąta zdecydował się Joao Moutinho, jednak pewnie piąstkował Artur. Kilkanaście minut później po dobrej centrze uderzenie głową Mangali poszybowało wysoko ponad poprzeczką. Obie drużyny miały problem, aby rozmontować obronę rywali. Niezłą okazję po długim zagraniu z głębi pola zmarnował Eduardo Salvio. Argentyńczyk zdecydował się na strzał z pierwszej piłki, który z łatwością wyłapał Helton. Gdyby starał się podawać do ustawionego na dziesiątym metrze Oscara Cardozo, mogło to przynieść lepszy efekt.
Na niecały kwadrans przed końcem stuprocentową okazję do zdobycia gola miał Cardozo. Przy podaniu do Paragwajczyka jeden z obrońców złamał linię spalonego i najlepszy napastnik Benfiki wyszedł sam na sam z bramkarzem. Po fantastycznej interwencji Heltona piłka odbiła się od słupka i wyszła poza boisko. W 85. minucie z boiska powinien wylecieć Maxi Pereira, który przy wślizgu nogą zahaczył o kolano rywala. Sędzia oszczędził obrońcę Benfiki i pokazał mu tylko żółtą kartkę. Zmiany oraz postawa na boisku wyraźnie pokazywały, że Porto jest zadowolone z remisu i zamierza ten wynik utrzymać. Gościom ta sztuka się udała, co oznacza, że obie drużyny nadal są niepokonane w lidze portugalskiej.










