W Superpucharze Francji, który istnieje również pod nazwą Trophee des Champions, na rozpoczęcie sezonu 2011/2012 spotkali się mistrz i wicemistrz kraju, czyli Lille i broniący tego trofeum Olympique Marsylia. Mimo prowadzenia „Les Dogues” do przerwy 1:0 po bramce Balmonta, po trofeum sięgnęli marsylczycy, którzy rzutem na taśmę wygrali 5:4. Hat-tricka zdobył Andre Ayew.
Trophee des Champions, czyli Trofeum Mistrzów, to oficjalna nazwa Superpucharu Francji, który w tym roku odbywa się już po raz szesnasty. Puchar ten jest wizytówką francuskiej piłki, gdyż już trzeci raz z rzędu rozegrany zostanie poza granicami kraju. Po wojażach do Kanady (Montreal, 2009) i Tunezji (Tunis, 2010) teraz przywędrował do Maroka, by dwie najlepsze jedenastki minionego sezonu Ligue 1 mogły zagościć na mieszczącym 45 tysięcy widzów Grand Stade de Tangiers w pobliżu Cieśniny Gibraltarskiej.

Dlaczego jednak spotkały się dwa czołowe zespoły ligowej tabeli? Wszystko za sprawą historycznego wyczynu Lille, które po raz drugi w swej historii sięgnęło po dublet, czyli krajowe mistrzostwo oraz puchar i miejsce przeciwnika zająć musiała druga w klasyfikacji Ligue 1 Marsylia. Marsylia, która rozpoczynała tę rywalizację jako obrońca tytułu po tym, jak w zeszłym roku wygrała w rzutach karnych z Paris Saint-Germain.
W wyjściowych składach nie zabrakło nowych twarzy, które zastąpiły sprzedanych piłkarzy. I tak u Rudiego Garcii w miejsce Adila Ramiego, Yohanna Cabaye’a i Gervinho pojawili się odpowiednio Marko Basa, Benoit Pedretti i Dimitri Payet. Po stronie „Les Phoceens” swój debiut w oficjalnym spotkaniu zaliczyli lewy obrońca, Jeremy Morel (w miejsce Taye’a Taiwo), Morgan Amalfitano i Alou Diarra. Co ciekawe, na boisku pojawił się również Lucho Gonzalez, o którym mówiło się wiele w kontekście odejścia z Prowansji. Na ławce „Les Dogues” zasiadł zaś reprezentant Polski, Ludovic Obraniak.
Zanim jednak wybrzmiał pierwszy gwizdek marokańskiego sędziego, Buchaiba El Ahracha, byliśmy świadkami minuty ciszy dla 80 ofiar katastrofy lotniczej, która miała miejsce wczoraj w goszczącym spotkanie kraju. Mecz od pierwszych minut pokazał, iż żadna z drużyn nie będzie szczędziła sił w osiągnięciu korzystnego wyniku. Dla mistrzów Francji była to tym bardziej wyjątkowa sytuacja, gdyż mogli oni zdobyć trzecie trofeum w ciągu zaledwie trzech miesięcy.
Lepiej zaczęli marsylczycy, którzy już w czwartej minucie byli o krok od objęcia prowadzenia. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Lucho z półwoleja uderzył Amalfitano, lecz piłka obiła słupek, a przy dobitce Lucho bez zarzutu zachował się Mickael Landreau, wybijając na rzut rożny. Z niego jednak narodziło się nowe zagrożenie, bo po centrze w pole karne głową uderzał Stephane Mbia i znów swoimi umiejętnościami pochwalić się musiał golkiper „Les Dogues”.












