Sezon MLS wkracza w fazę play-off. W walce o mistrzostwo kraju wciąż pozostają drużyny naszych reprezentantów. Jak radzą sobie „Biało-czerwoni” w trwającym sezonie? Kto nadal ma szansę na tytuł, a kto pożegnał się z rywalizacją?
Kolonia z Charlotte
Polski tercet: Kamil Jóźwiak, Jan Sobociński i Karol Świderski, występujący na co dzień w drużynie Charlotte FC, zainaugurował już play-off. Podopieczni Christiana Lattanazio zajęli 9. miejsce w tabeli konferencji wschodniej, co wymusiło na nich rozegranie dodatkowej rundy wstępnej.
Jóźwiak rozegrał w tym roku (a biorąc pod uwagę system rozgrywek – sezonie zarazem) 25 spotkań, dwa razy trafił do siatki rywali. Skrzydłowy siedmiokrotnie notował również ostatnie podanie przy bramkach kolegów. Notowania 25-latka obniżyła doznana w połowie sezonu kontuzja uda – po powrocie do zdrowia Jóźwiak wchodził już głównie z ławki, odzyskując miejsce w wyjściowej jedenastce dopiero pod koniec trwania fazy zasadniczej.
13-krotnie koszulkę Charlotte przywdziewał z kolei Jan Sobociński (mowa tu o pojedynkach ligowych). Środkowy obrońca nie był pierwszym wyborem trenera, wielokrotnie nie łapiąc się nawet do kadry meczowej. Na przestrzeni maja Sobociński rozegrał co prawda kilka spotkań od pierwszej minuty, ponownie będąc jednak odstawionym na boczny tor.
Kamil Świderski był z kolei dla drużyny Charlotte postacią nieocenioną, wyrastając na (lub ściślej – utrzymując status) jednego z liderów drużyny. Napastnik opuścił zaledwie trzy mecze ligowe, dwunastokrotnie umieścił piłkę w siatce (nawiasem mówiąc, był to najlepszy wynik spośród całej drużyny). Świderski pięciokrotnie asystował również przy bramkach kolegów.
Charlotte było zatem zmuszone podjąć się dodatkowej walki o awans do 1/8 finału. Podopieczni trenera Lattanaziego zmierzyli się z New York Red Bulls, zbierając ostatecznie porządne baty”. Drużyna Polaków poległa 2:5 – mecz został już poniekąd ustawiony w pierwszej połowie, kiedy to drużyna z Nowego Yorku szybko zdobyła trzy bramki, kontrolując następnie przebieg gry. Zarówno Karol Świderski, jak i Kamil Jóźwiak wybiegli na boisko od pierwszej minuty, biorąc aktywny udział w (nieskutecznym ostatecznie) odrabianiu strat. Świderski asystował przy bramce Kerwina Vargasa (1:3), a Jóźwiak – Patricka Agyemanga (2:4).











