Nieco ponad rok temu stał się dla większości kibiców Arsenalu wrogiem numer jeden i obecnie uznawany jest za symbol chudych lat klubu z północnego Londynu. Mimo tego Amerykanin nie poddaje się i najprawdopodobniej odrzuci ofertę Alishera Usmanova chcącego odkupić udziały Kroenke i tym samym przejąć kontrolę nad klubem. Jak to możliwe, że osoba znana jako „Cichy Stan” rozwścieczyła tyle osób jedną wypowiedzią i czy zakup rancza za kilkaset mln dolarów może wpłynąć na politykę transferową? Oto Stan Kroenke – jedna z ciekawszych postaci w angielskiej piłce.
Ranczo zamiast transferów?
Początek zeszłego roku to raczej nie najlepszy okres przygody amerykańskiego inwestora w Arsenalu. Zimowe okno transferowe dobiegło końca. Klub z Londynu po raz kolejny nie sprowadził piłkarza, którego można nazwać wzmocnieniem. Do drużyny dołączył pozyskany za 12,5 mln euro Egipcjanin Mohamed Elneny, który dla większości kibiców z Emirates nie był transferem marzeń. Wydatki, podobnie jak podczas letniego okna transferowego, nie przekroczyły 15 mln euro i w 99% przypadków winę za taki stan rzeczy zrzucono by na słynne już skąpstwo Wengera, tym razem było jednak inaczej.
Ultrabogaty biznesmen wydaje ogromne pieniądze na kupno rancza. Sytuacja, która normalnie nikogo nie dziwi – coś przecież musi robić ze swoją fortuną. Pech chciał, że transakcja, w której Kroenke nabył wspomniane wcześniej ranczo za bagatela 725 mln dolarów, wypłynęła w trakcie odbywającego się co pół roku wśród fanów „Kanonierów” polowania na czarownice. Zgodnie stwierdzono, że to nie Wenger, a właśnie Amerykanin jest odpowiedzialny za wszystkie nieszczęścia, jakie spotkały ich ukochany klub. To, że „Cichy Stan” od samego początku nie dołożył do kasy klubu ani dolara z własnej kieszeni, nikogo nie obchodziło, potrzebna była czyjaś głowa. Amerykański miliarder jest bowiem zdania, że klub sam powinien na siebie zarabiać, a do tego przynosić zyski i tutaj trzeba przyznać, że patrząc wyłącznie na finanse klubu i obecne tam zielone słupki, trudno się z nim nie zgodzić.
To, co realnie mogło wpłynąć na opinię kibiców o Stanie Kroenke, to jego wypowiedź z marca, kiedy to na jednej z konferencji powiedział: – Jeśli chcesz wygrać mistrzostwo, nie możesz zbytnio się angażować [w sprawy klubu]. Najlepsi właściciele to tacy, którzy dbają zarówno o swój biznes, jak i o sprawy klubu. Jeśli nie dbasz o swój biznes, to nie możesz pozwolić sobie na kupno najlepszych piłkarzy i musisz liczyć na wpływy z zewnątrz. Wypowiedź na swój sposób zrozumiały angielskie brukowce (choć owe portale trudno nawet nazwać brukowcami), które jakimś cudem wyłowiły z niej zdanie: „Nie kupiłem Arsenalu, by zdobywać trofea”. Na reakcje kibiców nie trzeba było długo czekać, gdyż podczas kolejnych meczów Arsenalu mogliśmy ujrzeć transparenty o treści: „Love Arsenal, Hate Kroenke”, bardzo zbliżone do tych, które kilka lat wcześniej dotyczyły Alishera Usmanova.
Mniejsze zło
Bo właśnie mniejszym złem miał być Amerykanin, w porównaniu z „przerażającym” rosyjskim oligarchą Alisherem Usmanovem, który kawałek po kawałku nabywał akcje klubu z Londynu. Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie Usmanov, to w klubie nie byłoby też Kroenke, gdyż zarząd początkowo nie chciał pozwolić, by jakiś jankes miał wejść do władz klubowych. O tym, jak bardzo było nie po drodze ówczesnym władzom Arsenalu z amerykańskim bogaczem, niech świadczy sytuacja z 2007 roku.











