Paris Saint-Germain przegrało na Stade Auguste Bonal z tamtejszym Sochaux 2:3. Mecz stał na bardzo wysokim poziomie, a gospodarze udowodnili, że każdego przeciwnika można pokonać, nawet jeśli jest to czołowa drużyna Europy.
Potyczka Sochaux FC – Paris Saint-Germain miała jednego faworyta. Paryski gigant, który pewnie kroczy w stronę mistrzostwa, nie miał prawa stracić na Stade Auguste Bonal jakiekolwiek punkty. Liga francuska jest jednak nieprzewidywalna, więc tradycyjnie Carlo Ancelotti podkreślał na przedmeczowej konferencji prasowej, że nikogo nie można lekceważyć.

Jedynym argumentem stojącym za Sochaux była lista nieobecnych w drużynie lidera. PSG przyjechało do wschodniej Francji bez Lucasa, Thiago Silvy, Thiago Motty czy Jeremy’ego Meneza. Na ławce rezerwowej Ancelottiego znalazło się nawet miejsce dla 16-letniego wychowanka Comana (pomyśleć, że Nene nie miał często miejsca nawet w meczowej osiemnastce). Rozczarowani mogli być fani Davida Beckhama, gdyż zapowiadany debiut Anglika został przełożony na przyszłą niedzielę, kiedy to na Parc des Princes przyjedzie Olympique Marsylia.
Przejdźmy do meczu, pierwsze minuty to, o dziwo, dominacja gospodarzy, którzy nie mieli nic do stracenia i wyszli na murawę niezwykle zdeterminowani. Dyrygentem „Les Lionceaux” tradycyjnie był Ryad Boudebouz i to głównie po jego dobrych zagraniach Sochaux w ciągu pierwszych 120 sekund miało dwie niezłe okazje. Do idealnych dograń Boudebouz doszły małe nieporozumienia paryskich defensorów i było bardzo blisko niespodzianki. Serca fanów PSG stanęły w 6. minucie, kiedy to debiutujący w Ligue 1 Sio uderzył piłkę wprost w okienko obok bezradnie interweniującego Sirigu. Chwilę później mogli jednak odetchnąć z ulgą, kiedy to asystent arbitra bez wahania podniósł swą chorągiewkę, sygnalizując spalonego.
Sochaux starało się jak mogło, ale brakowało wykończenia. Minuty upływały, a przewaga Paris Saint-Germain rosła. Matematycznie ujmując całą sytuację, dominacja PSG była wprost proporcjonalna do kolejnych minut, a wykres sięgnął zenitu w 29. minucie. Pastore dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Aleksa, a ten popisał się przepiękną główką, po której futbolówka zatańczyła w siatce gospodarzy.
Taki przebieg wydarzeń spowodował, że wniosek był jeden – jest po meczu, a jedyną niewiadomą jest jest rozmiar zwycięstwa PSG. Tymczasem piłkarze Sochaux nie schowali głowy w piasek, wręcz przeciwnie, rzucili się do odrabiania strat i już po siedmiu minutach od bramki Aleksa było 1:1! Tradycyjnie podawał Boudebouz, a Roudet z drobną pomocą Sakho wparował w pole karne i pewny swego oddał mocny strzał po ziemi, który doprowadził do remisu. Gospodarze chcieli pójść za ciosem, ale PSG szybko uspokoiło napędzonych golem rywali i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem remisowym, który był jak najbardziej sprawiedliwy.











