W sobotnie popołudnie i wieczór na francuskich boiskach odbyło się sześć spotkań. W najciekawszym z nich Marsylia wygrała 3:2 z Montpellier po bramce Gignaca w 90. minucie. Ciekawie było również na innych stadionach, gdzie komplety punktów zdobyły drużyny z Lorient, St-Etienne i Tuluzy. W meczu na Korsyce padł remis.
Sochaux – Reims 1:0 (1:0)
W Sochaux doszło do pojedynku dwóch drużyn z dolnej części tabeli, które przed meczem miały na swoim koncie po 19 punktów. Mecz lepiej zaczął się dla miejscowych i to właśnie Sochaux po kontrowersyjnym golu Poujola w 14. minucie wyszło na prowadzenie. Obrońca gospodarzy strzelił bramkę, pomagając sobie ręką, jednak arbiter spotkania nie zwrócił na to uwagi. Beniaminek z Reims, z Grzegorzem Krychowiakiem w składzie, próbował prowadzić grę i konstruować akcje ofensywne, lecz przy każdej stracie piłki groźną kontrę przeprowadzali piłkarze Sochaux. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie. Po zmianie stron sędzia spotkania po raz kolejny pomylił się na niekorzyść zawodników z Reims. Jeden z obrońców Sochaux zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym, ale zamiast rzutu karnego arbiter przyznał tylko rzut wolny z linii „szesnastki”. W kolejnych minutach nadal lepiej piłką operowali goście, jednak nie stwarzali sobie dogodnych sytuacji do zdobycia bramki. Mogło to się zemścić po strzale Diasa z 56. minuty. Pomocnik Sochaux oddał atomowy strzał z 30 metrów, ale piłka zatrzymała się na prawym słupku bramki Reims. Goście za wszelką cenę chcieli wyrównać, a piłkarze z Bonal koncentrowali się już tylko na utrzymaniu skromnego prowadzenia do ostatniego gwizdka. Po dramatycznej końcówce, w której trwało oblężenie bramki gospodarzy, wynik nie uległ jednak zmianie. Sochaux zdobyło ważne trzy punkty, które pozwalają mu wydostać się ze strefy spadkowej.
Ajaccio – Valenciennes 1:1 (1:0)

AC Ajaccio jest drużyną nieobliczalną. Potrafi zremisować w jaskini lwa i przegrać ze słabszymi zespołami na własnym boisku. Podobnie było w dzisiejszym spotkaniu z Valenciennes. W jednym meczu zobaczyliśmy dwa oblicza piłkarzy z Korsyki. Pierwsze, to lepsze, zobaczyliśmy w pierwszych 45 minutach. Ajaccio atakowało i chciało szybko objąć prowadzenie. Było drużyną lepszą. W 29. minucie po uderzeniu Andre najprzytomniej zachował się doświadczony Adrian Mutu, który dobił z bliskiej odległości strzał swojego kolegi. Następne minuty to kolejne sytuacje dla ACA, które jednak nie zakończyły się golami. Piłkarze z Valenciennes powinni się cieszyć, że na przerwę schodzili tylko z jednobramkową stratą. Po przerwie nic nie wskazywało, że obraz gry się zmieni. W 64. minucie sędzia spotkania wyrzucił z boiska Angouę, obrońcę Valenciennes, i podyktował rzut karny dla miejscowych. Do piłki podszedł doświadczony Rumun i wykorzystał „jedenastkę”, którą sędzia nakazał jednak powtórzyć. Za drugim razem Mutu chciał ośmieszyć Penneteau, strzelając lekko w środek bramki, ale ośmieszył… samego siebie. Bramkarz Valenciennes nie rzucił się w żadną ze stron i spokojnie obronił uderzenie napastnika Ajaccio. Zdezorientowani piłkarze gospodarzy dali się zaskoczyć trzy minuty później. W 69. minucie Nguette po indywidualnej akcji strzelił gola na 1:1. Mimo iż Ajaccio grało w przewadze jednego gracza i na własnym boisku, nie wystarczyło to do odniesienia zwycięstwa. Można otwarcie powiedzieć, że remis powinni traktować jako swoją porażkę, a z takiego rezultatu zadowolona może być tylko i wyłącznie ekipa Valenciennes.










