Śląsk Wrocław zainaugurował rundę wiosenną meczem z Ruchem Chorzów na Stadionie Śląskim. Ponad 17 tysięcy ludzi obejrzało bardzo ekscytujące spotkanie, które zakończyło się remisem 2:2. Ten wynik nie urządza żadnej z ekip i nie jest łatwo znaleźć promyki optymizmu. U Ante Simundzy podziwialiśmy wiele nowych elementów piłkarskiego rzemiosła, ale nie przekuło się to w wielki entuzjazm. Jakie wnioski możemy wyciągnąć po niedzielnym meczu 20. kolejki Betclic 1. Ligi?
Nowe ustawienie
Śląsk Wrocław wyszedł na mecz z Ruchem Chorzów w ustawieniu, które było testowane w meczach sparingowych. Nie było zaskoczeniem wyjście z trzema środkowymi obrońcami. Michał Szromnik miał przed sobą mur stworzony z Marko Dijakovicia, Lamine Ba i Yehora Matsenki. Mariuszowi Malcowi zwiększyły się szanse na wyjście w wyjściowym składzie na następny mecz z Miedzią Legnica po tym, co wyczyniał austriacki stoper. Obrońca z Austrii sprokurował dwa rzuty karne i nie był pewnym punktem linii defensywnej. Yehor Matsenko jak zwykle emanował ambicją oraz odczuwalne było jego zaangażowanie w tę rywalizację.

Lamine Ba jest graczem, któremu bacznie chcieliśmy się przyjrzeć. Nowy nabytek klubu z Wrocławia stanowi zastępstwo dla Serafina Szoty. Przy tym nazwisku możemy postawić plusik po tej potyczce. Reprezentant Mauretanii nie popełniał błędów, po których bramkarz musiałby interweniować. Zawodnicy Ruchu Chorzów nie szukali gry na nowego gracza „Zielono-biało-czerwonych”, ponieważ to był najpewniejszy punkt obrony spadkowicza. Występ środkowego obrońcy jest jednym z nielicznych pozytywów, jakich możemy doszukać się w drużynie Ante Simundzy. Sam trener wypowiadał się bardzo ciepło o jego grze mówiąc, że jest to gracz, który gwarantuje bezpieczeństwo także pomocnikom.
Szum
Na słowa pochwały zasługuje Krzysztof Kurowski, gdyż ten mecz może zaliczyć do udanych. Zaskoczeniem był brak Marca Llinaresa na lewym wahadle, który regularnie meldował się w pierwszej jedenastce. Młody piłkarz wypuścił Przemysława Banaszaka, po czym napastnik przyjezdnych zerwał pajęczynę z bramki Bartłomieja Gradeckiego. Wychowanek ekipy z Wrocławia zagrał solidny mecz i po lewej, i po prawej stronie, gdzie został przesunięty po przerwie.
Antoni Klimek nie zapisze tego dnia do udanych. Były gracz Puszczy Niepołomice nie wyszedł na drugą połowę, bo – jak powiedział jego trener – dawał za mało w grze ofensywnej. Rzeczywiście, w pierwszych 45 minutach niemrawo szumiał 24-latek. Dlatego pojawił się hiszpański defensor, po którego wejściu Śląsk Wrocław wyglądał lepiej. Marc Llinares podłączył się do kontry, po której padła bramka na 2:1 na przyjezdnych. Hiszpan wniósł cegiełkę do gry ofensywnej w przeciwieństwie do Antoniego Klimka.














