Siedem lat czekano na ten moment. Zespół, który jeszcze dziesięć lat temu występował w finale Pucharu UEFA po okresie tułaczki w Championship, wraca do najlepszej klasy rozgrywkowej. Dla niektórych, wydawać by się mogło – cała wieczność. Jak zatem sprawić, by ten rok nie był dla FC Middlesbrough jednorazową przygodą? Czy w klubie mają jakiś plan na pozostanie w lidze?
Wydaje się, że tak. Jest tutaj przede wszystkim interesująca postać na ławce. Do tego latem przeprowadzono kilka intrygujących ruchów transferowych. W mieście panuje ponownie moda na „Lwy”, istnieje ta cała otoczka powodująca, że aż dla atmosfery wokół takich klubów warto odpalić nieco bardziej niszowe spotkania poza samymi Manchesterami, Arsenalami itd. Mimo zajęcia 2. miejsca w Championship to właśnie w podopiecznych Aitora Karanki część upatruje najmocniejszego przedstawiciela wśród beniaminków. Dlaczego?
Trzy rzeczy, których spodziewamy się po Middlesbrough
1) Rozpoznawalny styl
Na tle nowych zespołów Premier League to właśnie klub z Riverside Stadium jawi nam się jako ten z najbardziej charakterystycznym stylem gry, sygnowany znakiem Aitora Karanki, kiedyś współpracownika Jose Mourinho. Do tego przed sezonem dokonano wystarczająco dużo ciekawych transferów, które pozwalają nam wyczekiwać na mecze klubu z wielką niecierpliwością.
2) Chłopiec do bicia? A w życiu!
Nie mamy wątpliwości, że kilka zespołów z czołówki mocno się przejedzie na boisku na beniaminku. W poprzednim sezonie na Riverside „Lwy” przegrały tylko dwa razy. Ok, może nie jest to coś udokumentowanego jakimiś dodatkowymi, racjonalnymi argumentami. Niemniej, po prostu, przeczucie nam podpowiada, że niejeden faworyt, grając z Middlesbrough na ich stadionie, znajdzie twardy orzech do zgryzienia.
3) Klimat, historia, tradycja…
Klub z ogromnymi tradycjami, bogatą historią, świetnymi kibicami. Tak, powrót „Lwów” nie może nam się z niczym innym kojarzyć jak tylko z powrotem niezwykle symbolicznej drużyny z piękną kartą. Wiecie, są takie zespoły, które po prostu darzy się pewnym sentymentem, niczym niepodpartym. My właśnie mamy tak z „Boro”.
Transfery
Przyszli: Marten de Roon, Viktor Fisher, Bernardo Espinosa, Victor Valdes, Jordan McGhee, Gaston Ramirez, Brad Guzan, Alvaro Negredo
Odeszli: Jonathan Woodgate, Rhys Williams, Kike Sola, Michael Agazzi, Connor Ripley
Noooo, nie oszczędzano. Jak na beniaminka Premier League zakontraktowanie aż ośmiu zawodników, a także ich jakość wzbudzają pewien respekt. Najwięcej, po aż 15 milionów euro, kosztował Holender, Marten De Roon, który wzmocni środek pola. Nie jest to raczej zawodnik kreatywny, w ubiegłym sezonie w barwach Atalanty Bergamo zaliczył tylko dwie asysty. Bardziej możemy go sklasyfikować jako człowieka od trudnej, defensywnej roboty w środku pola. Niezłym ruchem ze strony „Boro” jest także sprowadzenie Duńczyka, Victora Fishera, z Ajaksu Amsterdam, który już ewidentnie dusił się w byłej ekipie Arkadiusza Milika. Osiem goli i trzy asysty wygląda całkiem przyzwoicie, problemem może być przejście z Ereidivisie do Premier League. Liga holenderska nie należy od kilku lat do bardzo wymagających.













