Trzeci kolejny bez zwycięstwa w lidze mecz AS Monaco, wygrana Lille OSC w Lyonie i wyjazdowe zwycięstwo Nicei. Wydawać by się mogło, że to scenariusz filmu z gatunku tych nierealnych, a jednak… to 15. kolejka francuskiej Ligue 1.
Z sezonu na sezon wzrasta atrakcyjność francuskiej najwyższej klasy rozgrywkowej. Średnia bramek zdobywanych na mecz wynosi w tym momencie 2,63 i jest wyższa niż w całym ubiegłym sezonie, w którym to zawodnicy nad Sekwaną zdobywali 2,49 gola na spotkanie. We wtorek i środę piłkarze występujący w Ligue 1 zdołali zmieścić piłkę w siatce 21 razy, ale nie to jest w tym momencie najważniejsze. 15. kolejka obfitowała bowiem w sensacyjne rezultaty, jak choćby porażka ekipy Kamila Glika, która przy jednoczesnym zwycięstwie drużyny Rudiego Garcii – OM – pozwoliła jego podopiecznym wskoczyć na drugie miejsce w tabeli.
Na Stade de la Licorne niepokonane od sześciu spotkań Amiens podejmowało zespół Oliviera Dall’Oglio. Mecz przyjemny dla oka, z dużą liczbą strzałów i stwarzanych sytuacji. W drużynie gospodarzy po raz kolejny jednym z najlepszych był Gaël Kakuta, który już w trzeciej minucie otworzył wynik rywalizacji strzałem z rzutu wolnego, a później umiejętnie dyrygował kolegami w ofensywie. Beniaminek systematycznie pnie się w górę tabeli: po piętnastu spotkaniach znajduje się na dziewiątym miejscu, mając tyle samo punktów co Montpellier oraz Rennes. Wtorkowy wieczór stał pod znakiem starcia dwóch drużyn, które od dawna nie potrafią wygrać w lidze. Bordeaux okazało się wyraźnie lepsze od Saint-Etienne. „Żyrondyści” ograli rywali 3:0 i odnieśli pierwsze zwycięstwo od 23 września. „Zieloni” zaś nadal czekają na trzy punkty od 14 października. W piętnastej kolejce otrzymaliśmy dwa bezbramkowe rezultaty: Caen nie potrafiło na wyjeździe zwyciężyć ze Strasbourgiem oraz Montpellier nie znalazło drogi do bramki Guingamp.
Forma Angers jest daleka od ideału. Środowa porażka z Rennes spowodowała, że zespół spadł w tabeli na dziewiętnastą lokatę. Dla ich rywali była to druga ligowa wygrana pod wodzą Sabriego Lamouchiego. Zwariowany mecz widzieliśmy na stadionie Tuluzy, która w ostatnich minutach przegrała z Niceą, choć miała wyśmienite sytuacje na zdobycie więcej niż jednej bramki. Wszystko przez Durmaza, który przestrzelił karnego, po czym podopieczni Luciena Favre’a nadali pędu swoim poczynaniom na murawie, oraz Kelvina Amiana, który w 70. minucie otrzymał czerwoną kartkę. Najpierw z jedenastu metrów trafił Mario Balotelli, a w doliczonym czasie gry trzy punkty gościom zapewnił Bassem Srarfi. Całą drugą połowę musieli się mierzyć w dziesiątkę, gdyż przed przerwą drugą żółtą kartkę dostał Dante. Wygrana pozwoliła zespołowi z Nicei choć na kilka dni uciec od strefy spadkowej, w której znajdują się Lille, Angers i Metz.
Paris Saint-Germain tym razem na własnym stadionie podejmowało jednego z beniaminków, czyli Troyes. Piłkarze zaskakująco długo szukali drogi do bramki rywala, wynik otworzył w 73. minucie Neymar, drugą bramkę strzelił w doliczonym czasie gry Edinson Cavani. Urugwajczyk w pierwszej połowie nie wykorzystał rzutu karnego, który zdecydowanie uspokoiłby grę podopiecznych Unaia Emery’ego. Na pochwałę zasługują goście, którzy najwyraźniej zapomnieli o wysokiej porażce z PSG z 13 marca 2016, kiedy to na własnym stadionie ulegli aż 0:9.











