Weekend we Francji rozpoczął się od zaległego klasyka, w którym Olympique Marsylia zgodnie z planem pokonał PSG 1:0. W sobotę nie obyło się już bez sensacji, bo takimi trzeba nazwać porażkę Bordeaux z Valenciennes i remis Lyonu z ostatnim w tabeli Grenoble.
Piłkarski weekend nad Sekwaną rozpoczął się wyjątkowo w piątkowy wieczór od zaległego spotkania na Stade Velodrome. Klasyk ligi francuskiej nie mógł odbyć się w terminie pierwotnie ustalonym z powodu świńskiej grypy, na którą zachorowało trzech graczy Paris Saint-Germain. Wczoraj już nic nie stanęło piłkarzom na przeszkodzie i na boisku zobaczyliśmy jedenastki Marsylii i PSG.
Od samego początku spotkania to gospodarze byli stroną przeważającą, a aktywna była zwłaszcza prawa strona „Les Phoceens”, na której brylowali Laurent Bonnart i Fabrice Abriel. Akcje marsylczyków nie przynosiły efektu bramkowego aż do 25. minuty, kiedy do bramki Gregory’ego Coupeta trafił obrońca Gabriel Heinze. Kilka chwil wcześniej drużyna Didiera Deschampsa straciła bardzo ważnego zawodnika, Stephane’a Mbię, który musiał opuścić boisko w wyniku kontuzji. Nie przeszkodziło to jednak gospodarzom w objęciu prowadzenia, którego nie oddali aż do końcowego gwizdka sędziego. Po tym, jak arbiter spotkania, pan Laurent Duhamel, zagwizdał po raz ostatni, ponad 50 tysięcy kibiców zgromadzonych na Stade Velodrome mogło świętować bardzo cenne trzy punkty, które przybliżają Marsylię do ligowej czołówki.
Sobota rozpoczęła się bardzo sensacyjnie. Na Stade Chaban-Delmas mistrzowie Francji, drużyna Bordeaux, podejmowali siódmą w tabeli ekipę Valenciennes. „Żyrondyści” byli zdecydowanymi faworytami tego spotkania, ale Laurenta Blanca i jego piłkarzy spotkała niemiła niespodzianka. Goście objęli prowadzenie w 6. minucie, za sprawą trafienia Mamadou Samassy i mimo usilnych prób ekipy Bordeaux, nie oddali zwycięstwa do końca spotkania. Gospodarze oddali w tym meczu 23(!) strzały w kierunku bramki Guy’a Assembe’a, ale żaden z nich nie znalazł drogi do bramki. Piłkarze Valenciennes uderzyli tylko trzy razy i to wystarczyło, żeby trzy punkty pojechały na Stade Nungesser.
Nie mniejszą sensacją skończyło się spotkanie na Stade des Alpes, gdzie Grenoble podejmowało Lyon. Zdecydowanym faworytem tego spotkania byli piłkarze Claude’a Puela i trudno, żeby było inaczej, skoro gospodarze są najsłabszą w tym sezonie drużyną w całej Ligue 1. „Les Gones” przez bardzo długi czas próbowali pokonać golkipera jedenastki Grenoble, ale udało im się to dopiero w 66. minucie. Autorem gola został Cesar Delgado. Chwilę później z boiska wyleciał gracz gospodarzy, Laurent Courtois, i wydawało się, że tylko kwestią czasu pozostają kolejne gole dla Lyonu. Tymczasem zaledwie dwie minuty po czerwonej kartce dla pomocnika Grenoble, na listę strzelców wpisał się Danijel Ljuboja. Wynik remisowy utrzymał się do końca spotkania, ale w ostatnim kwadransie to osłabiona drużyna Grenoble sprawiała lepsze wrażenie i zasłużenie wywalczyła jeden punkt. W gorszej sytuacji są podopieczni Claude’a Puela, którzy nie wykorzystali potknięcia Bordeaux i wciąż tracą punkty do lidera.
Ciekawy mecz i niesamowity finisz w wykonaniu gospodarzy zobaczyli kibice na Stade Felix Bollaert. „Złocisto-krwiści” mierzyli się na własnym stadionie z Nancy i jeszcze na dziesięć minut przed końcem przegrywali 1:0. Chwilę po przerwie gola dla gości strzelił Alo’o Efoulou i wydawało się, że gospodarzom nie uda się odrobić jednobramkowej straty. Podopieczni Jeana-Guy’a Walleme’a pokazali jednak charakter i w ciągu dwóch minut przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Najpierw Gennaro Bracigliano pokonał wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Issam Jemaa, a zaledwie dwie minuty później na listę strzelców wpisał się Kevin Monnet-Paquet, ustalając wynik spotkania na 2:1 dla Lens.










