Porażka Lille w Monako to najważniejsze wydarzenie spotkań francuskiej Ligue 1. Padły dziś również aż cztery remisy. Wśród nich 2:2 Auxerre z Saint-Etienne. Grało znów dwoje Polaków, a Dariusz Dudka był strzelcem jednej z bramek.
Lille poległo w Księstwie
Piłkarze Lille przyzwyczajają swoich kibiców, że jeśli przegrywają już jakiś mecz, to w najmniej spodziewanym momencie. Tak było w 24. kolejce w Montpellier i powtórzyło się to dziś w Monako. Podopieczni Rudiego Garcii rozegrali jedno z najgorszych spotkań w całym sezonie. Nie pomogła w tym na pewno gra w osłabieniu od 37. minuty po czerwonej kartce dla Gervinho, ale indolencja w konstruowaniu akcji ofensywnych przez gości raziła przez pełne 90 minut.

Mecz rozpoczął się jak każdy z wielu poprzednich lidera Ligue 1, czyli od znaczącej przewagi Lille. Nic jednak z tej dominacji nie wynikało. Brakowało w poczynaniach przyjezdnych żywiołowości i werwy. Przeciwnicy też nie grzeszyli intensywnością w ofensywie, lecz to oni już w 12. minucie wyszli na prowadzenie. Otóż fatalny błąd popełnił Adil Rami, którego podanie do własnego bramkarza przewidział Chu Young Park, bez problemu przejął piłkę i minął Mickaela Landreau. Obrońcy „Les Dogues” nie usprawiedliwia nawet fakt, iż błąd popełnił sędzia, pan Olivier Thual, nie odgwizdując spalonego piłkarza wywierającego presję na Ramim.
Sytuacja Lille była więc nie do pozazdroszczenia i miało się okazać, czy przy tak niedogodnych warunkach najlepsza drużyna francuskiej ligi pokaże klasę. Posiadanie piłki wciąż pozostawało domeną gości, których akcje z każdą minutą wyglądały coraz groźniej, choć brakowało wykończenia. Gdy wydawało się, że gol wyrównujący jest kwestią czasu, nieodpowiedzialnie zachowała się gwiazda Lille, Gervinho. Po tym jak został sfaulowany przez obrońcę Monaco, Adriano, sam starał się wymierzyć sprawiedliwość, popychając swojego rywala. W ten sposób zakończył się udział w tym widowisku reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej.
Po opuszczeniu murawy przez Gervinho ofensywne poczynania zespołu spadły na barki Moussy Sow i Edena Hazarda. Jednak każdy z nich nie był w stanie w pojedynkę przebić się przez mur obrony gospodarzy. Piłkarze Laurenta Banide’a od samego początku prezentowali bardzo solidne szyki obronne, co przy podarowanym przez rywala golu mogło wiązać się z największą sensacją tej kolejki. Monaco bardzo mądrze prowadziło grę pressingiem, nieustannie wybijając z uderzenia „Les Dogues” i pozbawiając ich największej broni, czyli szybkiej, kombinacyjnej gry. Widać było również, iż to Gervinho w ostatnich meczach był w wyśmienitej formie i to on dawał impuls kolegom do ciągłych ataków. Teraz tego zabrakło.













