W sobotni wieczór dokonała się w Ligue 1 zmiana lidera. Saint-Etienne wykorzystało bezbramkowy remis Tuluzy w Monako, pokonując Montpellier. Innym ciekawym wydarzeniem jest długo oczekiwane zwycięstwo Marsylii.
Fantastyczna forma Saint-Etienne, Tuluza zatrzymana w Monako
Saint-Etienne w tym sezonie jest rewelacją Ligue 1 i potwierdziło to ponownie. W piątkowy wieczór „Zieloni” podejmowali tegorocznego uczestnika Ligi Europejskiej, Montpellier. Pierwsze minuty bezsprzecznie należały do gospodarzy. Olbrzymia przewaga (po 15 minutach mieli 62% posiadania piłki) i stwarzane sytuacje zaowocowały. W 21. minucie lider klasyfikacji strzelców, Dimitri Payet, wykorzystał zagranie Riviere, oszukał El Kaoutariego i nie dał szans bramkarzowi MHSC. Było 1:0. Goście nie zdążyli się pozbierać po utracie pierwszej bramki, a już padł drugi gol. W 32. minucie po kombinacyjnym zagraniu Perrier i Sako i dośrodkowaniu tego drugiego, strzałem głową gola zdobył Riviere. Dominacja „Zielonych” była niepodważalna. „La Pallade” nie potrafili w pierwszej połowie poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Janot.
Sytuację dla przyjezdnych starał się ratować trener. Rene Girard wprowadził na boisko Giroud i Collin. Rzeczywiście, druga połowa była bardziej wyrównana i pierwsze minuty zapisać trzeba na konto gości. Nie przekładało się to jednak na czyste okazje bramkowe. Jedna niecelna główka Kabze to zdecydowanie za mało. Saint-Etienne zwolniło tempo gry, pozostawiając rywalowi więcej miejsca. Taka taktyka przyniosła efekt w 66. minucie. Swoją drugą bramkę w meczu, a szóstą w sezonie strzelił Payet, który nie dał szans bramkarzowi uderzeniem z wolnego. Poprowadził on tym samym swój zespół do czwartego zwycięstwa w sezonie. Montpellier było dziś zdecydowanie za słabe na rosnącą formę „Zielonych”, którzy, przynajmniej do jutra, będą liderować francuskiej lidze. Ostatni raz zdarzyło się to 29 lat temu.
Tydzień temu po dobrych zawodach Monaco zremisowało na Stade Velodrome z mistrzem Francji 2:2. Tym razem na stadionie Ludwika II podejmowało dotychczasowego lidera, Tuluzę. Widoczny był brak czołowego napastnika gospodarzy, Rumuna Niculae. Nie tworząc większego zagrożenia dla Tuluzy, musieli zachować czyste konto z tyłu. Głównym bohaterem meczu został zatem Ruffier. Uratował on swój zespół wspaniałymi interwencjami od niemal pewnej porażki. Wyższość bramkarza gospodarzy musieli uznawać po kolei: Santander w 42. minucie, Didot w 52., Capua w 74. i Braaten w 75. Dobrą okazję miał także Sissoko, lecz jego strzał również nie znalazł drogi do siatki. W Monako nie padły żadne bramki, tym samym podopieczni Alain Casanovy stracili fotel lidera.
Świetny wieczór beniaminków
Po fantastycznym początku sezonu drużyna Caen dostała zadyszki. Do Lorient nie pojechali zatem w roli faworyta. Jednak gra kontratakiem stała się zabójcza dla gospodarzy. „Les Merlus”, mimo że przeważali, nie potrafili wpakować choć raz piłki do bramki rywali. Piłkarze z Normandii wykorzystali zaś jedną szybką kontrę i po golu El Arabiego zdołali wywieźć z Lorient trzy cenne punkty, czyniąc to po raz pierwszy w historii i wskakując na świetną, czwartą pozycję w tabeli.










