Mało meczów potrafi tak elektryzować. Tylko pojedyncze rywalizacje budzą aż takie emocje. Mało które kluby tak polaryzują społeczeństwo. Już dziś 67. derby Łodzi, mecz wyjątkowy z wielu względów. A przede wszystkim mecz zupełnie inny od zeszłorocznej rywalizacji Widzewa z ŁKS-em przy alei Piłsudskiego.
Rywalizacji, którą wówczas zdominował ŁKS. Pewne zwycięstwo 2:0 piłkarzy prowadzonych jeszcze wtedy przez Wojciecha Stawowego. Pokaz siły, pewności siebie i dojrzałości „Rycerzy Wiosny”. I bezradności oraz słabości widzewiaków. Tyle że rok w piłce to wieczność. Przez ten czas Widzew sukcesywnie rósł, aby na 67. derby Łodzi wychodzić w roli faworyta.
A na dodatek będąc niesionym przez rzeszę kibiców, którzy mecz w mecz wypełniają obiekt przy alei Piłsudskiego. Niezwykły wymiar łódzkiej rywalizacji nadawać będzie jednak fakt uczestniczenia w wydarzeniu także fanów gości, którzy po raz pierwszy od 12 lat obejrzą derby Łodzi z trybun stadionu największego rywala.
Wielki ŁKS na terenie Widzewa
Na rywalizację ŁKS-u z Widzewem na szczeblu centralnym Łódź czekała ponad osiem lat. Zeszłoroczna wrześniowa potyczka obu klubów otworzyła na nowo pojedynek o prym w mieście włókniarzy. Zdecydowanie lepszy wówczas okazał się ŁKS, który po golach Maksymiliana Rozwandowicza oraz Adriana Klimczaka rozprawił się z Widzewem i pomału miał wjeżdżać na autostradę w stronę ekstraklasy.
Bo na dobrą sprawę w zasadzie nic nie zapowiadało nadchodzącego kryzysu piłkarzy z alei Unii. Maszyna Wojciecha Stawowego działała prężnie, nic w niej nie stukało, wszystkie elementy do siebie pasowały. Derbowa dojrzałość pokazała, że ŁKS bardzo nieudany ekstraklasowy sezon zostawił daleko za plecami. Z perspektywy czasu czujność ełkaesiaków zaczęła jednak wtedy być usypiana.
Zaś piłkarze prowadzeni wtedy jeszcze przez Enkeleida Dobiego pogrążeni byli w kryzysie. W spotkaniu derbowym punktu zaczepienia w zasadzie nie było, rywal na każdej płaszczyźnie był o poziom lepszy. Po awansie do Fortuna 1. Ligi Widzew człapał na zapleczu PKO Ekstraklasy i z kolan w zasadzie się nie podnosił. Będąc jednak wtedy za plecami rywala zza miedzy, powoli planował, jak na przestrzeni roku odwrócić sytuację obu klubów.
Stopniowa odbudowa Widzewa
Dla Widzewa pierwszy sezon po awansie do 1. ligi miał mieć charakter przejściowy. Stopniowa nauka rywali, bezpieczne utrzymanie, przygotowywanie się do kolejnej kampanii. Co złe widzewiacy przetrwali i sezon 2021/2022 zaczęli na najwyższych obrotach, które zawiozły ich na szczyt ligowej tabeli (32 punkty po 13 rozegranych spotkaniach, tylko jedna porażka), z którego piłkarze Janusza Niedźwiedzia schodzić nie planują.
Zatem dziwić nie może fakt, że przy alei Piłsudskiego zaczęto poważnie myśleć o ekstraklasie. I to mimo niefortunnych słów prezesa Mateusza Dróżdża, który w wywiadzie na klubowej stronie powiedział, że na razie Widzew na najwyższą klasę rozgrywkową nie jest jeszcze gotowy.















