Już dzisiaj pożegnamy stary rok. Z tego względu w Wasze ręce oddajemy ostatnią część podsumowania 2012 roku na hiszpańskich boiskach. Wiecie już, którą bramkę uznaliśmy za najładniejszą i który mecz nas najbardziej zachwycił. Teraz czas na ostateczne wnioski.
Kończący się właśnie rok już od samego początku zapowiadał się niezwykle interesująco. Pierwszy miesiąc 2012 roku przyniósł nam niezwykle wiele emocji w Pucharze Króla. Już na tak wczesnym etapie jak ćwierćfinał byliśmy świadkami pojedynków Barcelony z Realem Madryt. „Królewscy” odpadli po dzielnej walce, po raz pierwszy pokazując, że są w stanie walczyć jak równy z równym z Katalończykami.

Kolejne miesiące to emocje związane z pościgiem na linii Barcelona – Madryt. Wszyscy kibice interesujący się La Liga powtarzali te same pytania: czy Guardiola dogoni Mourinho, czy może Portugalczyk nie pozwoli sobie na wyrwanie z rąk od dosyć dawna wyczekanego mistrzostwa? Były momenty, w których strata „Blaugrany” wynosiła nawet ponad dziesięć punktów, i wydawało się, że sprawa wygrania ligi jest już zamknięta. Nic bardziej mylnego. Piłkarze ze stolicy kraju złapali w marcu wyraźny kryzys formy i ich przewaga zmalała do zaledwie kilku punktów. O wszystkim miały zdecydować kwietniowe Gran Derbi.
Wielu kibiców „Dumy Katalonii” już przed samym meczem widziało Messiego, Xaviego i spółkę, którzy ogrywają na Camp Nou swoich odwiecznych rywali i rozpoczynają zwycięski marsz, którego końcowym punktem ma być kolejny z rzędu tytuł najlepszej drużyny w Hiszpanii. Ich marzenia wcale nie były bez uzasadnienia, bo ostatnimi czasy „Królewskim” bardzo źle się grało na stadionie w Katalonii i każda zdobycz punktowa była na wagę złota. Stało się jednak inaczej. Real przystąpił do pojedynku bez żadnych kompleksów, zupełnie zapominając o tym, że nie tak dawno wrócił z tej podróży z ogromny bagażem bramkowym. Już w pierwszej połowie prowadzenie dał mu Sami Khedira, który bezwzględnie wykorzystał nieporadność Puyola i Valdesa. Na Camp Nou szok, przecież to nie tak miało wyglądać. Druga połowa przyniosła jeszcze więcej emocji. Podopieczni Pepa Guardioli zdołali doprowadzić do wyrównania za sprawą Alexisa Sancheza. Skuteczniejsi okazali się jednak goście, którzy wykorzystali rozluźnienie gospodarzy i za sprawą Ronaldo odnieśli niezwykle ważne zwycięstwo. Madrytczycy nie oddali już prowadzenia do końca sezonu i w maju mogli rozpocząć świętowanie na Plaza de Cibeles.
Katalończykom na pocieszenie został Puchar Króla, który zapewniła im wygrana z rewelacją poprzedniego sezonu, Athletikiem Bilbao. Baskowie przegrali zresztą także drugi swój finał, ulegając Atletico Madryt w walce o Ligę Europy. Tamten sezon to także wielka porażka Villarrealu, który na jesieni 2011 występował w Lidze Mistrzów, a następną rozpoczął w Segunda Division, od meczu z rezerwami Realu Madryt.













