Reprezentacja Polski ma za sobą zawstydzającą porażkę 1:3 w Pradze na otwarcie eliminacji do mistrzostw Europy. Dramatyczną grę naszej kadry tłumaczy między innymi bezsilność w rozgrywaniu akcji środkową strefą boiska. Wielu pomocników w drużynie Fernando Santosa zagrało pasywnie i bezproduktywnie. Jednak tym razem zdecydowanie nie zawinił sam Piotr Zieliński.
Pierwszy mecz „Biało-czerwonych” z Czechami w eliminacjach do Euro 2024 przyniósł więcej rozczarowań niż powodów do choćby najmniejszego zadowolenia. Reprezentacja Polski miała większe posiadanie piłki i oddała więcej strzałów, ale statystyki w ogóle nie odzwierciedlają przebiegu meczu.
Nasza kadra odnotowała najszybszą stratę gola w historii spotkań reprezentacji, popełniając błąd za błędem w pierwszych trzech minutach. W późniejszym etapie rywalizacji pod żadnym względem nie było widać poprawy, a znaczna większość wypracowanych przez Polskę sytuacji bramkowych miała niewielkie szanse powodzenia. Krótko mówiąc, podopieczni Fernando Santosa robili to, na co pozwalali im gospodarze, czyli operowali piłką głównie na własnej połowie.
Ponadto spora część akcji wyprowadzanych przez Polaków polegała na wybiciu piłki z linii obrony w stronę pola karnego Czechów. Wyglądało to tak, jakby środek pola miał być świadomie dezaktywowany w ofensywie. Karol Linetty i Krystian Bielik mieli wyjątkowo mało kontaktów z piłką, szczególnie w pierwszej połowie. Natomiast Sebastian Szymański oraz Przemysław Frankowski wnieśli do gry więcej szkody niż pożytku.
W formacji pomocy wyjątek stanowił Piotr Zieliński, który oczywiście nie rozegrał wybitnego spotkania, ale na pewno pozytywnie wyróżniał się na tle pozostałych zawodników. Tym samym Fernando Santos ma powody do niepokoju, jeśli chodzi o postawę pomocników w kontekście meczu z Albanią.
Reprezentacja Polski ma problemy z konstruowaniem akcji środkiem boiska
Na przestrzeni całego spotkania z Czechami reprezentacja Polski wypracowała 11 strzałów, o trzy więcej niż gospodarze. Niestety oprócz niewielu sytuacji, jak uderzenie Frankowskiego z pierwszej połowy czy bramka Szymańskiego z 87. minuty, gra „Biało-czerwonych” nie wyglądała na przemyślaną.
Na początku drugiej połowy wydawali się dłużej panować nad piłką. Jednak nadmierne przeprowadzanie ataków prawą flanką nie mogło zagrozić zawodnikom Jaroslava Silhavy’ego. Z kolei w pierwszych 45 minutach polscy defensorzy szybko transportowali piłkę na skrzydło lub w stronę Roberta Lewandowskiego. W ten sposób pozwalali przeciwnikom na skuteczną organizację krycia naszego kapitana, a jakakolwiek próba ofensywy była duszona w zarodku.
Jednocześnie obrońcy drużyny Santosa często panikowali przy odbiorze piłki i wybijali ją w głąb pola, generując straty. Co więcej, nawet jeśli futbolówka docierała do pomocników, ci podejmowali złe decyzje. Sebastian Szymański przeważnie wykonywał niedokładne podania albo z łatwością przegrywał bezpośrednie pojedynki z czeskimi wahadłowymi. Sprokurował przy tym aż 13 strat, przodując w tej statystyce wraz z Frankowskim.










