Sebastian Szymański fantastycznie radzi sobie w Holandii. Zbiera mnóstwo pozytywnych recenzji, jest chwalony za swoją grę. Jednak obserwując jego postawę przeciwko Czechom, można było mieć wątpliwości, czy na pewno to ta sama osoba, co w Feyenoordzie. Dlaczego Polak formy z klubu nie może przenieść na mecze „Biało-Czerwonych”?
Nie będziemy się tutaj pastwić nad jednym zawodnikiem, ponieważ zawiedli praktycznie wszyscy, co zresztą odbiło się w naszych ocenach pomeczowych, które jak się domyślacie, były skrajnie niskie. Od obrońców, po napastników, to była jedna wielka katastrofa. Jednak to, jak zagrał Sebastian Szymański, było absolutnie nie do przyjęcia. Pomocnik nie pokazał kompletnie niczego ciekawego w ofensywie, podobnie zresztą jak jego koledzy z tej formacji. W poniższym tekście przeanalizujmy sobie występ zawodnika Feyenoordu Rotterdam pod względem statystyk oraz ogólnego wrażenia gry. Spróbujemy również odpowiedzieć na pytanie o powód takiego stanu rzeczy.
Sebastian Szymański – a było już tak dobrze
Rok temu, po barażach ze Szwedami pisaliśmy, że ówczesny zawodnik Dynamo Moskwa wykorzystał swoją szansę. Można było zatem zakładać, że w końcu reprezentacja zyskała kolejnego gracza do ofensywnej i kreatywnej gry. Niestety po piątkowym spotkaniu oczekiwania ponownie zmalały. Sebastian Szymański był jednym z najsłabszych piłkarzy na boisku, a o takie wyróżnienie naprawdę nie było łatwo. Choć Fernando Santos podziękował mu dopiero w 64 minucie, wielu kibiców zdjęłoby go już w przerwie. Nie wiemy, na ile tak kiepska gra była efektem doniesień o problemach zdrowotnych skrzydłowego. Wiemy za to na pewno, że ten mecz 23-latkowi kompletnie nie wyszedł. Wrażenie słabego występu potęguje fakt, iż Sebastian Szymański postanowił przejąć w reprezentacji koszulkę z numerem „ 10”. Po tym, co pokazał, na jego miejscu wrócilibyśmy do starego numeru, ponieważ na razie jeszcze do „dychy” nie dojrzał.
Druzgocące statystyki dla 23-latka

Czy naprawdę mamy powody do krytyki wobec 23-latka? Patrząc na statystyki pomeczowe, jak najbardziej. Zacznijmy od oceny ogólnej. Wg portalu Sofascore.com niższą od pomocnika notę otrzymał jedynie Karol Linetty, który również nie potrafi, i to od lat, przełożyć gry klubowej na kadrę. Zagłębmy się teraz w statystyki dotyczące gry Polaka. W piątkowym meczu Sebastian pomimo gry przez 64. minuty, uzyskał ledwie trzydzieści kontaktów z piłką. Więcej mieli od niego niektórzy rezerwowi. Mało tego, z tych wszystkich kontaktów, aż trzynaście zakończyło się stratą. Jedna z tych strat o mały włos nie poskutkowałaby stratą gola w 61. minucie.
W przeciągu całego występu wykonał zaledwie dwanaście (!) podań, z czego dziesięć było celnych. Ponownie odnotujmy, że nawet rezerwowi takich podań wykonali więcej. Nicola Zalewski, który zmienił omawianego piłkarza, miał takich podań trzynaście. Jednym słowem – katastrofa. Zanotował cztery próby dryblingu, ale żadna nie zakończyła się sukcesem. Na dziesięć pojedynków wygrał ledwie trzy. Można śmiało zaryzykować tezę, że skrzydłowy przeszedł obok tego meczu. Mało tego, przy golu na 3:0 (cała akcja od 4:27) widać było, jak Sebastian pomimo ataku gospodarzy krąży niczym wolny elektron, bez żadnego celu.













