Po siedmiu kolejkach eliminacji do mistrzostw świata w Katarze reprezentacja Polski zajmuje 3. miejsce w grupie. Od naszych najbliższych rywali, zajmujących 2. miejsce Albańczyków, dzieli nas punkt. Wtorkowy mecz będzie dla podopiecznych Paulo Sousy finałem cyklu eliminacyjnego.
W obecnej sytuacji największym atutem naszej kadry jest rozegrany już dwumecz z Anglikami. Punkt wywalczony na Stadionie Narodowym będzie miał jednak znaczenie dopiero wtedy, gdy uda nam się pokonać Albańczyków. Jeśli założymy najbardziej realny scenariusz, że „Synowie Albionu” nie zgubią w ostatnich trzech meczach żadnych punktów, to drużyna Paulo Sousy, wygrywając w Tiranie, wjedzie na autostradę do marcowych baraży.
Progres względem początku eliminacji
Eliminacje do mistrzostw świata w Katarze reprezentacja Polski rozpoczęła w Budapeszcie. Mecz z Węgrami poza debiutem Paulo Sousy w roli selekcjonera miał być w pewnej mierze decydujący w kontekście walki o baraże. Wyszarpany remis pozostawiał mieszane emocje. Kilka miesięcy później podczas Euro 2020 Węgrzy wyglądali na drużynę bardzo dobrze zorganizowaną, grającą zdecydowanie lepiej od nas.
Madziarze w czerwcu potwierdzili przypuszczenia, które pojawiły się zaraz po losowaniu grup eliminacyjnych, że to oni będą najgroźniejszym rywalem „Biało-czerwonych” w walce o baraże. W piłce nożnej trzy miesiące to bardzo dużo czasu. Jesień w wykonaniu Węgrów to dwie porażki z Albanią i praktycznie zaprzepaszczone szanse na wyjazd do Kataru. Gdy porównamy początek eliminacji z ich obecnym etapem, nie ma wątpliwości, że regularnością punktowania i organizacją gry przeskoczyliśmy Węgrów o co najmniej jedną półkę.
Andorę i San Marino należało traktować jako dostarczycieli punktów. Drużyna Paulo Sousy nie sprawiła nam niemiłej niespodzianki i pewnie punktowała ze zdecydowanie słabszymi rywalami. Jedyny minus to bez wątpienia stracony gol z San Marino, tym bardziej że wynikał on z własnych błędów. Chcąc zobaczyć, jaki progres zrobiła drużyna pod wodzą Sousy, należałoby porównać dwa mecze z Anglikami.
Mecz na Wembley był zalążkiem tego, jaką drużynę chce budować Paulo Sousa. Polacy nie przestraszyli się wyżej notowanych rywali. Potrafiliśmy skutecznie się bronić i wyprowadzać kontrataki. Remis w tym meczu uciekł po indywidualnym błędzie w kryciu podczas stałego fragmentu gry Anglików. Zarówno sztab szkoleniowy, jak i drużyna wyciągnęli wnioski i na Stadionie Narodowym widzieliśmy jeszcze lepszą wersję „Biało-czerwonych”.











