Można krytykować Paulo Sousę za kilka rzeczy, ale w meczu z Anglią oddajmy jedno. Wycisnął z tej kadry wszystko, co mógł. Mając zdecydowanie mniejsze pole manewru niż Gareth Southgate, nie odstawaliśmy wyraźnie od Anglików. Stawialiśmy im czoła, a nie uklękliśmy i prosiliśmy o jak najmniejszy wymiar kary. I to już kolejny mecz z mocniejszym rywalem, który tak wyglądał.
Paulo Sousa przychodził, aby zmienić oblicze reprezentacji. Zbigniew Boniek oczekiwał ofensywnej gry, a nie męczenia buły jak za Jerzego Brzęczka. Portugalczyk wprowadził to do Polskiej reprezentacji. Jest tam trochę rock and rolla i otwarte wyjście na każdego rywala. Anglia, Hiszpania, Albania czy San Marino? Nieważne. Paulo Sousa pokazuje, że pomimo słabszego potencjału od niektórych ekip, nie musimy się bać i trząść portkami. Wyjdźmy, spróbujmy ich zaskoczyć. Anglików zaskoczyliśmy, i to pomimo lekkich ubytków.
Remis to trzeba brać w ciemno
Kontuzje i koronawirus trochę komplikują życie Paulo Sousie. Nie ma lekko. Podczas tego ważnego zgrupowania nie miał do dyspozycji dwóch – jak wydawałoby się – podstawowych środkowych pomocników. Tak przecież określilibyśmy Mateusza Klicha i Piotra Zielińskiego. A przecież brakowało jeszcze Arkadiusza Milika czy Krzysztofa Piątka. Co najmniej trzy kluczowe elementy posypały się jeszcze przed zgrupowaniem.
Nie ma co ukrywać, nie jesteśmy potęgą jak Francja, Niemcy czy nasz grupowy rywal – Anglia, że możemy sobie przebierać w zawodnikach. Dla nas każdy gracz występujący regularnie w ligach TOP 5 jest kluczowy. Paulo Sousa jednak poukładał to wszystko bardzo dobrze. I jak z Albanią gra nie była taka, jak powinna być, z San Marino zdarzyła się niechlubna bramka, tak na koniec wszyscy będą pamiętać o meczu z Anglią i siedmiu punktach. Bardzo ważnych w kontekście walki o drugie miejsce, bo tutaj zapowiada się wojna do samego końca.
Na Narodowym graliśmy z wicemistrzami Europy, w których zespole roi się aż od gwiazd. Gdzie nie spojrzymy, to jakieś gwiazdy Premier League, a my tutaj wyskoczyliśmy z przeformatowanym ze skrzydłowego na wahadłowego Kamilem Jóźwiakiem, średnio radzącym sobie w dołującym Derby County, czy po drugiej stronie ze zmiennikiem Unionu Berlin. Tak realnie patrząc na występy zawodników, to nie mieliśmy prawa grać jak równy z równym z Anglikami. I jeszcze urwać im punkcika. Pierwszego od dwóch lat. Paulo Sousa jak na materiał, którym dysponował, zrobił wszystko, co mógł, a przed starciem remis pewnie wzięlibyśmy w ciemno. Z pocałowaniem ręki.











