Real Madryt dominuje nad FC Barcelona nie tylko na boisku. Różnice między oboma klubami widać również w polityce kadrowej. Nie od dzisiaj wiadomo, że włodarze „Dumy Katalonii” prawie każdego roku popełniają spektakularne klęski transferowe.
Wszyscy kibice świata doskonale zdają sobie sprawę z rywalizacji Realu Madryt i FC Barcelona. Oba kluby od dekad pojedynkują się ze sobą nie tylko na arenie ligi hiszpańskiej, ale również w międzynarodowych rozgrywkach. Jednym z elementów ich wzajemnej rywalizacji jest walka o nowych zawodników.
Od polowania na Verattiego do utraty Neymara
Okienko transferowe rozpoczęło się w Hiszpanii bez fajerwerków. Kluby zmieniali zawodnicy, o których już od jakiegoś czasu mówiło się, że noszą się z takimi zamiarami. Jedynie informacje o tym, że Barcelona chce podkupić Marco Verrattiego z PSG, wzbudzały większe emocje.
Jednak nadszedł czas na zwrot akcji, którego nie powstydziłby się w swoich filmach sam Quentin Tarantino. Sensacyjny transfer Neymara do PSG rozgrzał do czerwoności prasy drukarskie światowych mediów. Było o czym pisać, tym bardziej, że katalońskie dzienniki już od maja donosiły, iż przenosiny Marco Verrattiego do Barcelony są niemal pewne.
Tymczasem PSG zapłaciło za Neymara sensacyjne 222 miliony euro, co uczyniło operację najdroższą w historii futbolu. FC Barcelona w brutalny sposób przekonała się o sile petrodolarów arabskich szejków i rosyjskich miliarderów.
Obserwując sytuację z boku, wydawałoby się, że włodarze „Dumy Katalonii” w ogóle nie wzięli pod uwagę podobnego scenariusza. Okazuje się, że polityka transferowa to nie tylko zakup i sprzedaż zawodników, ale również odpowiednie obwarowania w kontraktach, które pozwolą na uniknięcie w przyszłości podobnych sytuacji.
Kolejne okienko transferowe potwierdziło, że piłka nożna to przede wszystkim dochodowy biznes. Barwy klubowe to dla większości zawodników element kariery, a nie najistotniejsza wartość, o czym znowu dobitnie przekonała się „Duma Katalonii”. Josep Bartomeu padł ofiarą efektu Neymara, ale to już przeszłość i trzeba się czegoś nauczyć, bo kto nie wyciąga wniosków z historii, skazany jest na jej powtarzanie.
Antyszejkowe klauzule – jak to robi Real Madryt?
Choć od przyjścia Cristiano Ronaldo do Madrytu minęło już osiem lat, wciąż pamiętamy ten sensacyjny transfer. Portugalczyka okrzyknięto najdroższym zawodnikiem świata, ponieważ operacja sprowadzenia go na Estadio Santiago Bernabeu kosztowała klub aż 96 milionów euro.
Jednak to nie suma, jaką musiał zapłacić za zawodnika Real Madryt wzbudziła w mediach największe kontrowersje. 23 czerwca 2009 roku hiszpański dziennik „Marca” podał pogłoskę, że „Królewscy” zapisali w kontrakcie Ronaldo rekordową klauzulę odstępnego wynoszącą miliard euro. Wtedy podniosły się głosy, że zarówno kwota transferu, jak i „oderwana od rzeczywistości” klauzula stanowią pierwszy krok do zepsucia rynku transferowego. Najprawdopodobniej mało kto brał sobie do serca to, co zapowiadał Florentino Perez, kiedy po raz drugi obejmował stery Realu Madryt.











