Po wizycie w Rzymie i wygranej z Romą 2:0 Real Madryt jest już jedną nogą w ćwierćfinale Champions League. Teraz „Królewskim” pozostaje postawić kropkę nad „i”, pokonać na Santiago Bernabeu fenomenalnie spisujących się ostatnio rzymian i czekać na kolejnego rywala w drodze do finału w Mediolanie. Dziś w Madrycie zobaczymy dwa polskie akcenty – w bramce gości standardowo stanie Wojciech Szczęsny, a sędzią meczu Realu z Romą będzie najbardziej ceniony polski arbiter, Szymon Marciniak.
Pierwsze spotkanie
Mimo dotkliwej porażki 0:2 piłkarze i trener Romy zgodnie przyznawali po meczu w Rzymie, że był to jeden z ich najlepszych występów w tym sezonie. Rzeczywiście pierwsze starcie podopiecznych Luciano Spallettiego z Realem Madryt stało na bardzo wysokim poziomie i gdyby graczom ze stolicy Włoch bardziej sprzyjało szczęście, sytuacja przed rewanżem mogłaby być zupełnie inna.
Pierwszy pojedynek Romy z „Królewskimi” lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy wywierali presję na madrytczykach i szukali swoich szans w kontrataku. Aktywni od pierwszych minut byli skrzydłowi, Mohamed Salah i Stephan El Shaaraway, a dobrze radzący sobie defensorzy włoskiego zespołu nie pozwalali, by Wojciech Szczęsny miał zbyt wiele do roboty.
Tak naprawdę o zwycięstwie „Królewskich” zadecydowały indywidualności i odrobina szczęścia. Pierwsza bramka, strzelona na początku drugiej połowy przez Cristiano Ronaldo, padła po rykoszecie i choć rzymianie szybko się po niej otrząsnęli, a dobrą okazję do wyrównania miał Edin Dżeko, to pod koniec spotkania dobił ich rezerwowy Jese, który przeprowadził ładną, indywidualną akcję i dokładnym strzałem po ziemi ustalił wynik meczu.
Rezultat 0:2 „La Gazzetta dello Sport” nazwała „kłamliwym”, argumentując, że nie oddaje on w żaden sposób przebiegu pojedynku, w którym to Roma zaprezentowała się naprawdę bardzo przyzwoicie. Również kibice na Stadio Olimpico potrafili po spotkaniu docenić swoich graczy, wstając z miejsc i oklaskując ich za 90 minut zaciekłej walki oraz grę jak równy z równym z jednym z najlepszych zespołów świata. Odrobinę goryczy można za to wyczuć w pomeczowych wypowiedziach piłkarzy Romy, którzy wiedzą, że wynik mógł, a nawet powinien być dla nich korzystniejszy.

– Trudno się cieszyć po przegranym meczu, ale chyba zagraliśmy dobrze z jedną z najlepszych drużyn świata. Mieliśmy tyle szans co oni, tylko że to oni je wykorzystali – powiedział w Canal+ Sport Wojciech Szczęsny, który nie ponosi najmniejszej winy za żadną ze straconych przez rzymian bramek.
– Real to świetny zespół, ale naprawdę nie mieliśmy z nimi aż tak trudnej przeprawy i uważam, że zasłużyliśmy przynajmniej na gola – dodaje pomocnik rzymian Miralem Pjanić.













