Radosław Majecki wdarł się do składu AS Monaco przebojem


24-latek został ostatnio nominowany do „jedenastki” kolejki

21 kwietnia 2024 Radosław Majecki wdarł się do składu AS Monaco przebojem
Foto Marcin Karczewski / PressFocus

Polski golkiper wywalczył wreszcie miejsce na placu gry. Droga Majeckiego między słupki bramki AS Monaco nie była jednak ani łatwa, ani (pierwotnie) przyjemna. Jak wyglądała dotychczasowa przygoda golkipera na zachodzie? Czy wytrwałość Polaka może inspirować?


Udostępnij na Udostępnij na

Rekord transferowy

Wraz z końcem stycznia 2020 roku AS Monaco ogłosiło zakontraktowanie 20-letniego wówczas Radosława Majeckiego. Golkiper urodzony w Starachowicach był już niepodważalnym numerem jeden w bramce stołecznej Legii, toteż wyjazd na zachód stanowił naturalny, kolejny krok w jego karierze.  

Majecki dokończył jeszcze sezon 2019/2020 w barwach CWKS-u, który to wypożyczył piłkarza bezpośrednio po sfinalizowaniu transakcji z drużyną Monaco. Wraz z Radosławem Majeckim w bramce Legia ukończyła rozgrywki PKO BP Ekstraklasy na pierwszej pozycji w tabeli, inkasując tym samym tytuł Mistrza Polski. Golkiper pożegnał się zatem z Warszawą w sposób absolutnie nienaganny. 

Poza cegiełką w postaci sukcesu sportowego, Radosław Majecki zapewnił również Legii oddech w kwestiach czysto finansowych. 7 milionów euro piechotą przecież nie chodzi – szczególnie na polskim podwórku. Starachowiczanin wyśrubował wówczas rekord transferowy PKO BP Ekstraklasy, detronizując Jana Bednarka (dziś wspomniana kwota plasuje Majeckiego na piątej pozycji w takowym zestawieniu).  

7 milionów euro determinowało zresztą niemałe oczekiwania wobec postawy samego bramkarza na francuskich boiskach. Oczywiście nikt z miejsca nie wpychał Polaka do wyjściowej jedenastki AS Monaco. Majecki miał jednak wywierać realną presję na występującym dotychczas od deski do deski Benjaminie Lecomte.  

Etatowy zmiennik

Radosław Majecki zawitał zatem do klubu z Księstwa wraz z rozpoczęciem przygotowań do nowego sezonu. W tym miejscu warto również przypomnieć, że mowa tu o okresie pandemicznym, kiedy to świat, a wraz z nim piłka nożna stanęły na głowie. Szansę debiutu w Ligue 1, 20-latek otrzymał jednak już w 3. kolejce sezonu. 

Powód? Wówczas prozaiczny – zakażenie Lecomtego. Majecki wskoczył zatem do bramki i… nie zachwycił. Monaco zainkasowało co prawda komplet punktów, pokonując finalnie Nantes wynikiem 2:1. Postawę Polaka można by jednak określić mianem co najwyżej przeciętnej. Niedługo później wszystko wróciło zatem do stanu pierwotnego – Lecomte do zdrowia, Majecki na ławkę.  

Na kolejne minuty były golkiper Legii czekał do spotkań w ramach Pucharu Francji. Monakijczycy zameldowali się nawet w finale wspomnianych rozgrywek, przegrywając ostatecznie z PSG (Majecki dwukrotnie wyciągał wówczas piłkę z siatki).  

W kontekście pozycji w bramce Monaco, drugi sezon nie okazał się dla Polaka jakkolwiek przełomowy. Golkiper ani razu nie zameldował się na ligowych boiskach, sporadycznie występując jedynie w europejskich pucharach (jedno spotkanie w Lidze Europy i jedno w eliminacjach) oraz Pucharze Francji (dwa mecze).  

Radosław Majecki całkowicie przegrywał rywalizację z wypożyczonym z Bayernu Alexandrem Nuebelem, będąc jednocześnie niemal przyspawanym do ławki. A ponieważ nie zanosiło się na zmianę we wspomnianej hierarchii, Polak został wypożyczony do belgijskiego Cercle Brugge.  

No i cóż – wypożyczenie przyniosło oczekiwane skutki. Majecki błyskawicznie zameldował się między słupkami, będąc etatową „jedynką” w bramce drużyny. Wychowanek Arki Pawłów zakończył sezon z 34 meczami na koncie, co było jednocześnie jego najlepszym wynikiem od czasu wyprowadzki z Warszawy. 

Wyczekiwany przełom

Pierwsze miesiące po powrocie z wypożyczenia nie zwiastowały poprawy sytuacji Polaka w Monaco. Sprowadzony latem Philipp Kohn szybko wywalczył miejsce między słupkami klubu z Księstwa, w związku z czym Radosław Majecki nie podniósł się z ławki przez całą rundę jesienną. Dopiero z początkiem nowego roku golkiper otrzymał szansę w spotkaniu Pucharu Francji. 

Polak prezentował się w tych rozgrywkach na tyle dobrze (istotnie pomagając drużynie w przebrnięciu do kolejnych faz turnieju), że wraz z końcem lutego wybiegł na boisko w ligowym starciu przeciwko Lens. I uwaga – był to dopiero drugi występ Majeckiego w Ligue 1.  

Starachowiczanin nie zawiódł, skutecznie zastępując zawodzącego dotychczas Kohna. Monaco pokonało Lens wynikiem 3:2, a Polak odbił miejsce w wyjściowej jedenastce… na stałe. Już tydzień później Majecki stanął w bramce w starciu przeciwko PSG, notując finalnie czyste konto.  

7 kwietnia 24-latek rozegrał szóste z rzędu spotkanie w Ligue 1, skutecznie blokując dostępu do własnej bramki. Świetny występ przeciwko Rennes (okraszony do tego czystym kontem) zagwarantował Majeckiemu nominację do tytułu bramkarza kolejki według magazynu „L’Equipe”. 

Faktyczne wywalczenie miejsca w wyjściowej jedenastce Monaco zajęło zatem Polakowi trzy i pół roku. W obliczu ewidentnej, zwyżkowej formy bramkarza, takowe wyliczenia nie są chyba jednak specjalnie istotne. Z drugiej strony jest to przecież dowód poczynionego progresu, wyjścia z roli niespecjalnie istotnego zmiennika. I co najważniejsze – dowiedzenia własnej wartości. 

Komentarze
Ksaveriusz (gość) - 1 miesiąc temu

Świetnie, że tak dobrze sobie Radek radzi. Oby tak dalej!

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze