29 kwietnia 2015, 30. kolejka ekstraklasy. Dzięki 50. zwycięstwu Michała Probierza w lidze Jagiellonia z przytupem wchodzi do grupy mistrzowskiej, gdzie jest poważnym kandydatem do tytułu mistrza Polski. Nieco ponad miesiąc później po szalonym meczu z Lechią Gdańsk piłkarze „Jagi” odbierają brązowe medale i świętują swój awans do europejskich pucharów. Dziś „Żółto-czerwoni” walą głową w mur i po 30 rozegranych meczach bliżej im do spadku niż do „mistrza grupy spadkowej”. Quo vadis, Jagiellonio?
Na początek warto zauważyć, że Jagiellonia straciła pierwszą ósemkę na własne życzenie. Pomimo fatalnej gry wygrana z Podbeskidziem lub Piastem dałaby „Żubrom” awans i spór pod tytułem „Ruch czy Podbeskidzie?” w ogóle by się nie wydarzył.
Stało się, jak się stało. W zeszłą sobotę Jagiellonia przegrała swój 15. mecz w sezonie. PIĘTNASTY! Tak dużą liczbę porażek ma tylko Górnik Łęczna, z którym białostoczanie rozpoczną w niedzielę walkę o utrzymanie. Od momentu powrotu do ekstraklasy gorszy pod tym względem sezon „Jaga” miała tylko wtedy, gdy była jeszcze świeżutkim beniaminkiem. Wówczas dzięki nie do końca sportowym okolicznościom 27 punktów cudem wystarczyło, aby utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dodajmy, że nie istniał jeszcze obecny system rozgrywek i po 30 kolejkach piłkarze z Podlasia byli pewni swojej pozycji. Dziś po odebraniu połowy punktów gracze Michała Probierza mają jedynie dwa oczka przewagi nad strefą spadkową.

Co stało się z drużyną, która jeszcze rok temu do końca liczyła się w walce o tytuł? Z początku trener z Bytomia zwalał winę na przemęczenie ze względu na grę w europejskich pucharach. Nie pomagały też liczne wyjazdy piłkarzy grających w kadrach narodowych. Ale czy to w jakiś sposób usprawiedliwia „Pasiaków”? Przecież Legia musi grać w podobnych, a nawet gorszych warunkach, a właśnie pędzi prosto po koronę mistrza. Główną przyczyną tak słabych wyników jest oczywiście letnia wyprzedaż, do jakiej doszło w klubie z Białegostoku. Probierz na każdym kroku podkreśla, że utrata kluczowych piłkarzy znacząco wpłynęła na grę jego zespołu. Nie ma co się dziwić – gdy porównamy skład, który 43-latek wystawił z Piastem, z tym, który przed rokiem walczył z Ruchem Chorzów, można złapać się za głowę.

Na powyższym obrazku na czerwono oznaczono piłkarzy, którzy albo odeszli z klubu, albo nie są do dyspozycji Michała Probierza. Warto zauważyć, że w pierwszym składzie brakuje ważnego ogniwa, jakim był Nika Dzalamidze. Z prawej strony zaś nie ma pauzującego za kartki Bartka Drągowskiego. Najbardziej rzuca się w oczy oczywiście linia obrony, gdzie wymieniono całą czwórkę defensorów. Nic dziwnego, że po fatalnych wynikach na wiosnę Jagiellonia ma na swoim koncie najwięcej straconych bramek w lidze: bramkarze tego klubu wyciągali piłkę z siatki już 54-krotnie. Drudzy w tej klasyfikacji są chorzowianie, którzy dali się pokonać 46 razy (wliczając w to sobotnie spotkanie z Pogonią Szczecin). To najlepszy dowód na to, że obrońcy „Jagi” spisują się dramatycznie. Nie trzeba daleko sięgać pamięcią, bo błędy Tarasovsa, Wasiluka czy Gutiego w ostatnich kolejkach zaważyły prawdopodobnie o braku awansu do grupy mistrzowskiej.











