Olympique Marsylia pokonała na Stade de France Montpellier HSC 1:0 i zdobyła pierwsze w tym sezonie trofeum. Decydującą bramkę w 80. minucie zdobył Taiwo.
Sobotniego wieczoru na Stade de France rozgrywany był finał Coupe de la Ligue, w którym mierzyły się Olympique Marsylia i Montpellier HSC.Obie drużyny traktowały to spotkanie nadzwyczajnie, gdyż zwycięzca oprócz pucharu do klubowej gabloty gwarantuje sobie udział w przyszłorocznych rozgrywkach Ligi Europejskiej.

Podopieczni Didiera Deschampsa w drodze do finału pokonali kolejno Guingamp (1:0), AS Monaco (2:1) i Auxerre (2:0). „La Paillade” zaś rywalizowali z Ajaccio (2:0), Lille (2:1) i PSG (1:0 po dogrywce).
Zarówno marsylczycy, jak i piłkarze z Montpellier, wyszli na murawę największego stadionu we Francji w specjalnie przygotowanych strojach. Na trybunach znaczna przewaga kibiców przybranych w barwy biało-niebieskie, czyli fanów OM.
Składy:
Olympique Marsylia:
Mandanda, Heinze, Fanni, Diawara, Taiwo, Cheyrou, Valbuena, Lucho Gonzalez, Mbia, Gignac, A. Ayew.
Montpellier HSC:
Pionnier, Bocaly, Stambouli, Yanga-Mbiwa, Jeunechamp, Marveaux, Pitau, Saihi, Belhanda, Camara, Giroud.
Spotkanie od pierwszych minut było bardzo brutalnym widowiskiem. Nie minęło 120 sekund, a na murawie leżał Gignac, który potrzebował pomocy medycznej po starciu ze Stamboulim. Kilka minut później źle stanął Stephane Mbia i Didier Deschamps zmuszony był wykorzystać pierwszą zmianę. W miejsce kontuzjowanego Mbi na boisku pojawił się Charles Kabore. Gra toczyła się w środku pola i rzadko zdarzało się, aby któraś z drużyn stworzyła sobie bramkową sytuacje.
Pierwszą groźną okazję marsylczycy mieli w 20. minucie, kiedy to z rzutu wolnego na wysokości 25. metra potężnie uderzył Lucho Gonzalez, jednak strzał Argentyńczyka nie sprawił większych problemów Pionnierowi. Odpowiedź zawodników ze Stade de la Mosson była błyskawiczna. Po dobrym ataku pozycyjnym na szóstym metrze, twarzą w twarz z golkiperem OM, stanął Saihi, ale nie udało mu się pokonać Mandandy. Od tej pory mecz się ożywił. Coraz częściej oba zespoły znajdywały drogę do pola karnego rywali, ale i marsylczykom, i graczom z Montpellier brakowało precyzji. W 33. minucie bliski pokonania bramkarza był Valbuena, ale futbolówka po jego strzale odbiła się od słupka i została natychmiast wybita przez defensywę „La Paillade”. Kilka minut później na boisku ponownie leżał Gignac, tym razem po starciu z Saihim. Reprezentant Francji miał rozciętą skórę na kolanie, ale na szczęście nie przeszkadzało mu to w kontynuowaniu gry. Ostatnią okazję przed gwizdkiem na przerwę mieli podopieczni Rene Girarda. Belhanda, który wykonywał rzut wolny, był dekoncentrowany laserem z trybun i jego dośrodkowanie było kompletnie nieudane. Po tym zdarzeniu na Stade de France rozległ się gwizdek pana Gautiera, który zaprosił obie ekipy do szatni.












