Paris Saint-Germain mimo bardzo słabej gry pokonało przed własną publicznością Lille OSC 1:0. Zwycięstwo paryżanom zapewnił Chedjou, który zaliczył samobója w 66. minucie.
Wielka nadzieja klubowej piłki we Francji kontra rozczarowanie sezonu, czyli Paris Saint-Germain – Lille OSC. Prognozy były różne, z jednej strony pewne zwycięstwo potężnego PSG, z drugiej strony idealny moment na przełamanie dla Lille. Carlo Ancelotti co prawda mówił na konferencji, że obawia się tego spotkania, ale czy te słowa nie były wypowiedziane z grzeczności?

Od 1. minuty olbrzymią przewagę miało PSG, które w ciągu 90 sekund stworzyło sobie już dwie bramkowe okazje. Dwa razy w roli głównej wystąpił Menez, ale proste błędy nie pozwoliły mu na trafienie do siatki gości. Chwilę później znów w natarciu było PSG. Zaczęło się od genialnej wymiany podań między Jalletem i Ibrahimoviciem, a skończyło na minimalnie niecelnym strzale sprowadzonego zimą Lucasa. Ręce same składały się do oklasków. Czas płynął, a przewaga gospodarzy rosła… Lille nie istniało, nie miało żadnego pomysłu na grę, a co dopiero mówić o jakimkolwiek zaskoczeniu paryżan. Wreszcie w 15. minucie goście wyszli ze swojej połowy i nieśmiało zaatakowali. Efektem był fatalnie wykonany rzut rożny, po którym niebezpieczną kontrę wyprowadzili zawodnicy Ancelottiego. W 18. minucie ogromna wrzawa, genialna piętka Zlatana do lepiej ustawionego Thiago Motty i gwizdek arbitra! Sędzia wyjął kartkę i pokazał ją… właśnie włoskiemu pomocnikowi za symulowanie. A miało być po meczu…
Kilka minut później pierwszy strzał Lille, swoją szanse miał Marvin Martin, ale ciekawiej było po drugiej stronie boiska, gdzie Ibrahimović miał małą sprzeczką z Basą. Defensor Lille próbował nabrać arbitra na faul, ale nie dość, że się nie udało, to na dodatek na swoją prywatną czarną listę wpisał go Zlatan. Warto było, panie Basa? Po pół godzinie gry mecz odmienił się o 180 stopni. Dwie znakomite okazje dla Lille, a potem trzecia zakończona bramką. Bramką, która nie została przez arbitra uznana… Martin dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Rodelina, a ten wpakował futbolówkę do bramki. Dlaczego Fredy Fautrel nie zaliczył gola, pozostanie jego wielką tajemnicą… Odpowiedź PSG była błyskawiczna. Z około 20 metrów strzał oddał Zlatan Ibrahimović, a piłką wylądowała na słupku. Sytuacja specyficzna, bo uderzenie było nieczyste i bardzo lekkie, ale do bramki doleciało.
Po 45 minutach na tablicy wyników widniało 0:0, ale zdecydowanie powinno być 0:1. Taka jest piłka, a ludzie robią błędy. PSG miało sporo prostych strat i nie potrafiło przełożyć swojej przewagi na dogodne okazje ofensywne.
Po zmianie stron oprócz kilku prostych błędów paryżan nie wydarzyło się nic ciekawego. W 51. minucie w dogodnej sytuacji znalazł się Digne, ale jego dośrodkowanie do kolegów zostało zablokowane przez Jalleta. Paryska publiczność mogła odetchnąć… Odetchnąć, ale nie na długo, bo w 55. minucie kontuzji znów dostał Thiago Motta, który od Euro 2012 nie może mówić o szczęściu. Utykającego Włocha zastąpił młody Marco Veratti. Chwilę później mogło być 1:0 dla PSG, ale w ostatnim momencie rozpędzonego Lavezziego powstrzymał Basa. Nie minęło 60 sekund, a już bramkową okazję miało Lille, zepsuł ją Balmont. Z minuty na minutę mecz stawał się coraz szybszy i co najważniejsze, ciekawszy, ale mimo wszystko PSG nie wyglądało najlepiej. Może brakowało Nene…











