Na Stade Jacques Chaban-Delmas miejscowe Girondins Bordeaux podejmowało Paris Saint-Germain, które nie wygrało w Akwitanii od 2005 roku. Złe duchy zostały przepędzone przez Zlatan Ibrahimovicia, który w 43. minucie zdobył zwycięskiego gola dla drużyny ze stolicy.
Paris Saint-Germain przyjechało do Bordeaux w fatalnych nastrojach po tym, jak w tygodniu tragicznie zmarł członek sztabu szkoleniowego – Nick Broad. Klub ze stolicy Francji wyszedł nawet z prośbą o przełożenie tego spotkania, ale nie wyraził na to zgody zarząd Canal+, który ma wyłączne prawa do transmitowania Ligue 1. Piłkarze PSG wyszli na murawę Stade Jacques Chaban-Delmas bez uśmiechu na twarzach, ale z bojowym nastawieniem, bo ostatni razy wygrali tutaj w 2005 roku.

Przejdźmy do rzeczy, tuż przed początkiem spotkania nie zabrakło minuty ciszy, którą drużna z Parc des Princes spędziła w kółku, gromadząc się przy ławce rezerwowych. Wspólna modlitwa wywołała łzy i grymasy na twarzy nie tylko piłkarzy, ale także całego sztabu szkoleniowego, ale trzeba było się błyskawicznie pozbierać i stanąć do walki o trzy punkty.
Pierwsze minuty meczu były wyrównane, ale to Bordeaux częściej przebywało w okolicy pola karnego przeciwnika. Ze strony PSG były chwilowe zrywy, których prekursorem był pozyskany zimą Lucas Moura. Widoczny był brak drugiego środkowego defensora z najwyższej półki. Sakho jak Sakho –poradził sobie, ale Camarze do Thiago Silvy czy Alexa jest jeszcze daleko.
W 19. minucie zdarzyło się coś, czego nikt by się nie spodziewał. Stephane Lannoy, który prowadził spotkanie, doznał urazu, który nie pozwolił mu na kontynuowanie meczu. Przeprosił obu trenerów i zaczął się przebierać. Akurat na czwartego sędziego wytypowano Benoita Bastiena, więc o poziom sędziowania nie trzeba było się martwić.
Wymuszona przerwa dobrze wypłynęła na grę przyjezdnych, którzy zdecydowanie nie weszli w ten mecz tak, jak przystało na głównego kandydata do mistrzostwa. W 28. minucie po dośrodkowaniu Lavezziego szansę miał Ibrahimović, ale nie udało mu się czysto trafić w futbolówkę. W odpowiedzi dwójkowa akcja Tremoulinasa i Saiveta na lewej flance, ale centra wylądowała w rękach Salvatore Sirigu. Chwilę później znów PSG, a konkretnie Jeremy Menez, którego do parteru sprowadził Ludovic Sane. Arbiter nie miał zamiaru się patyczkować z Senegalczykiem i upomniał go żółtym kartonikiem. Do rzutu wolnego z 25 metrów podszedł oczywiście Zlatan Ibrahimović, ale słaby strzał po ziemi nie miał prawa zaskoczyć golkipera gospodarzy.
W 41. minucie fani PSG musieli wstrzymać oddech. Najpierw sprzed pola karnego huknął reprezentant Polski – Ludovic Obraniak, a potem w zasadzie stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Saivet.











