Girondins Bordeaux pokonało Paris Saint-Germain w ramach 36. kolejki Ligue 1. Jedyną bramkę w tym meczu zdobył już w 6. minucie Diabate, który bezlitośnie wykorzystał rzut karny.
Mecz w Akwitanii zapowiadał się niezwykle ciekawie. Girondins Bordeaux podejmowało przed własną publicznością Paris Saint-Germain. Gospodarze mają nadal matematyczne szanse na udział w przyszłorocznej Lidze Europy, PSG jeśli zaś zdobyłby w Bordeaux komplet punktów, to wyprzedziłby trzeci w tabeli Olympique Lyon.

Spotkanie na Chaban-Delmas idealnie rozpoczęli „Żyrondyści”. Już w 6. minucie gry Benoit Tremoulinas został sfaulowany w obrębie pola karnego przez Clementa, a sędzia bez wahania podyktował „jedenastkę”. Do piłki ustawionej przed bramką Coupeta podszedł Cheick Diabate i pewnie pokonał golkipera gości.
Paryżanie natychmiast rzucili się do odrabiania strat. Dobrze grał Nene, ale często brakowało mu partnera do gry. Idealną okazję do wyrównania miał na 15 minut przed końcem pierwszej odsłony Clement Chanotme. Francuz otrzymał wymarzone podanie od Nene, lecz w sytuacji jeden na jednego nie sprostał zadaniu pokonania Cedrica Carrasso.

To, co kibiców Bordeaux mało nie przyprawiło o zawał serca, piłkarzy obudziło. Dopiero po tym ostrzeżeniu ze strony paryżan, gospodarze ponownie zaatakowali. Swoich szans próbowali kolejno Diabate i Jussie, jednak żaden z nich nie był w stanie pokonać Coupeta. Podobnie było z drugiej strony boiska, gdzie cuda na bramce wyprawiał Carrasso.
Chwilę po rozpoczęciu drugiej części gry bardzo silnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Fahid Ben Khalfallaha, jednak na posterunku był Coupet, który bez większych problemów obronił to uderzenie. Od tego momentu atakowali już tylko gości.

Akcje ofensywne Paris Saint-Germain były bardzo szybkie, ale brakowało w nich precyzji. Widać było, że podopieczni Antoine’a Kombouare robili wszystko, by zdobyć bramkę, jednak same chęci nie wystarczały, trzeba było jeszcze trafić do siatki. Bardzo bliski był tego Bahebeck. Młody Francuz popędził lewą flanką, poradził sobie z linią obronną Bordeaux, lecz przy jego strzale udanie interweniował bramkarz gospodarzy. Cedric Carrasso, bo o nim mowa, miał w drugiej odsłonie gry pełne ręce roboty. Prócz Bahebecka swoich sił próbowali Hoarau i Nene, jednak ani ten pierwszy, ani drugi, nie oddawali na tyle dobrych uderzeń, aby pokonać golkipera „Żyrondystów”.











