Długa przerwa w rozgrywkach najlepszych lig europejskich, spowodowana mundialem w Brazylii, dobiega końca. Już w najbliższy weekend rozpoczną się rozgrywki francuskiej Ligue 1. Sezon 2014/2015 będzie 77. edycją na francuskich boiskach. Mistrzowskiego tytułu bronić będzie drużyna Paris Saint-Germain, która jest również głównym faworytem całej tegorocznej kampanii. Jednak o zdetronizowanie PSG zabiegać będzie kilka ekip, na czele z bogatym AS Monaco. W kraju Napoleona piłkarscy kibice nie powinni się zatem nudzić.
Piątkowy mecz Reims – Paris Saint-Germain zainauguruje zmagania Ligue 1. Podczas długiej, prawie trzymiesięcznej przerwy we Francji dużo się działo. Jedne kluby dokonały solidnych wzmocnień, inne mocno się osłabiły, a jeszcze inne do końca walczyły o licencję. Jednak wszystkie przystępują do rozgrywek z wielkim optymizmem i wysoko wyznaczonym celem. Jak to wyjdzie w rzeczywistości? Czas pokaże.
PSG i Monaco uciekają peletonowi
Już w minionym sezonie piłkarze z Paryża i Monaco dyktowali ton rozgrywkom. Od początku obydwie drużyny uplasowały się na dwóch pierwszych lokatach i regularnie powiększały swoją przewagę nad resztą stawki. W tym roku nie powinno być inaczej. Katarscy działacze znudzili się już wygrywaniem na własnym podwórku i zamierzają podbić także Europę. Z tego powodu do klubu z Parc des Princes przyszło kilku doświadczonych zawodników z Davidem Luizem na czele. Klub zatrzymał liderów drużyny w osobach Ibrahimovicia, Thiago Silvy i Matuidiego. Możemy przypuszczać, że Laurent Blanc, który pozostał na stanowisku trenera w PSG, nie będzie musiał od początku zgrywać zespołu i wpajać graczom od nowa swojej filozofii futbolu, a skupi się na kontynuacji tego, co zaczął przed rokiem.
Z kolei rosyjski miliarder, który rządzi w klubie z Księstwa, postawił na sprowadzenie wyróżniających się piłkarzy znanych z francuskich boisk, jak Bakayoko z Rennes czy Abdennour z Toulouse. Kibice żałują z pewnością odejścia Jamesa Rodrigueza, króla strzelców mistrzostw świata, do madryckiego Realu, ale wiążą duże nadzieje z powrotem po kontuzji Falcao. Kolumbijczyk wraz z Bułgarem Berbatovem, Portugalczykiem,Joao Moutinho i Belgiem Yannickiem Carrasco mają stanowić o sile Monaco.
Jeśli spojrzymy na inne zespoły z czołówki zeszłego sezonu, to trudno znaleźć jakieś znaczące wzmocnienia. Ruchy transferowe wykonane przez Lille, Saint-Etienne, Marsylię czy Lyon nie budzą podziwu, a wręcz śmiem twierdzić, że kadry tych zespołów wyglądają słabiej niż przed rokiem. Do końca okienka transferowego jest jeszcze kilkadziesiąt dni i może dojść do jakichś manewrów we wszystkich zespołach, ale przypuszczam, że jeśli będzie to głośne nazwisko, to usłyszymy o nim w kontekście PSG lub Monaco.
Tęsknota za aktorami zeszłego sezonu
Valbuena z Marsylii, Alex i Menez z PSG, Abidal, Riviere i Obbadi z Monaco, Cabella z Montpellier, Djordjević z Nantes, Ospina z Nice, Krychowiak z Reims czy Tremoulinas z Saint-Etienne – to tylko nieliczni zawodnicy, za którymi fani Ligue 1 zatęsknią. Niektóre z tych transferów można zrozumieć i wydają się logiczne. Na przykład wybór Ospiny, który zamienił średniaka ligi francuskiej na Arsenal Londyn, czołową ekipę Premier League, lub reprezentanta Polski, Grzegorza Krychowiaka, który przeniósł się do Sevilla FC. Jednak są i takie, które mocno dziwią. Valbuena wybrał ofertę Dynamo Moskwa, a Tremoulinas podpisał kontrakt z Dynamem Kijów. Zamienić Francję na Rosję i Ukrainę? Mało pomysłowe, ale można to na pewno jakoś wytłumaczyć. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… pieniądze.











